Moje miasto w pigułce w 2014.
Moje miasto.
Moje życie.
Moje miejsce.
<3
Pisałam już wcześniej, że uwielbiam?
środa, 31 grudnia 2014
wtorek, 30 grudnia 2014
na koniec grudnia
Starszy już na dobre mknie ku dorosłości. Za rok dojrzałość ... ;) na papierze jeno. Wiadomo, nie dowód świadczy o dojrzałości. ;)
W porównaniu (wiem, wiem, dzieci nie porównuje się) jest nieporównywalnie - Starszy w dzieciństwie był grzeczniejszy niż Tita. O niebo. ;))
I tu puenta - Starszego słowa wczoraj - za to teraz nadrabiam :PP.
Tak, w przyrodzie bilans musi być na zero.
W porównaniu (wiem, wiem, dzieci nie porównuje się) jest nieporównywalnie - Starszy w dzieciństwie był grzeczniejszy niż Tita. O niebo. ;))
I tu puenta - Starszego słowa wczoraj - za to teraz nadrabiam :PP.
Tak, w przyrodzie bilans musi być na zero.
dziadek Jasiu by się załamał
Po drodze do knajpki zajrzałam wczoraj na jeden rynek w poszukiwaniu dyni.
Bo jeżeli gdziekolwiek kupić, to o tej porze roku tylko tam.
Pan polecił, kupiłam, zrobiłam.
Bo jeżeli gdziekolwiek kupić, to o tej porze roku tylko tam.
Pan polecił, kupiłam, zrobiłam.
niedziela, 21 grudnia 2014
o zdjęciach, o dziecku, o pokarmie ....
Chciałabym podzielić się zdjęciami ze żłobka.
Jak znajdę sposób, by w sposób skuteczny ochronić wizerunek innych dzieci z grupy to wrzucę na bloga.
Wiem jedno.
Na pewno wizerunków dzieci publikować nie będę. Tak samo jak i ja nie chciałabym, by Tita gdzieś w sieci na nieznanych mi stronach był.
To internet.
Jak znajdę sposób, by w sposób skuteczny ochronić wizerunek innych dzieci z grupy to wrzucę na bloga.
Wiem jedno.
Na pewno wizerunków dzieci publikować nie będę. Tak samo jak i ja nie chciałabym, by Tita gdzieś w sieci na nieznanych mi stronach był.
To internet.
piątek, 19 grudnia 2014
Wigilia
Wigilia w pracy. Składanie życzeń w gronie niespełna 200 osób.
Całujemy się na lewo i prawo łamiąc opłatkiem.
ple ple ple życzenia
- zdrowia dla syna
- synów (poprawiam)
- o rany ma pani bliźnięta?????
- hehe nie różnica wieku pomiędzy nimi to 15 i pół roku
konsternacja :P
Całujemy się na lewo i prawo łamiąc opłatkiem.
ple ple ple życzenia
- zdrowia dla syna
- synów (poprawiam)
- o rany ma pani bliźnięta?????
- hehe nie różnica wieku pomiędzy nimi to 15 i pół roku
konsternacja :P
czwartek, 18 grudnia 2014
dziennik elektroniczny* Starszego
news dnia wczorajszego
Używa przekleństw na lekcji. Twierdzi, że niczego złego nie powiedział, ponieważ nie dokończył wyrazu.
Trzyma się w ryzach.
Na angielskim po angielsku, chociaż stwierdził, że przekleństwo to nie było i wie lepiej od wychowawczyni, co chciał powiedzieć. Niedaleko pada jabłko ...
xD
___
dziennik elektroniczny - jedyna forma prowadzonego dziennika w szkole, papierowego dziennika już nie prowadzi się. Zawiera 500% informacji więcej, niż dostawali nasi rodzice o nas. Inwigilacja pełna.
Używa przekleństw na lekcji. Twierdzi, że niczego złego nie powiedział, ponieważ nie dokończył wyrazu.
Trzyma się w ryzach.
Na angielskim po angielsku, chociaż stwierdził, że przekleństwo to nie było i wie lepiej od wychowawczyni, co chciał powiedzieć. Niedaleko pada jabłko ...
xD
___
dziennik elektroniczny - jedyna forma prowadzonego dziennika w szkole, papierowego dziennika już nie prowadzi się. Zawiera 500% informacji więcej, niż dostawali nasi rodzice o nas. Inwigilacja pełna.
A to inne dzieło Starszego.
W gimnazjum mieli kiedyś sporządzić zaproszenie.
Pani powiedziała im, że ma mieć ręce i nogi.
Więcej Starszemu nie trzeba było informacji. :P
wtorek, 16 grudnia 2014
post łączony
XXI wiek.
Cywilizacja pośpiechu.
Nerwicy.
Wścieklizny.
Znieczulicy.
Szału.
Nie ma już wrogów, z którymi można walczyć.
Nie trzeba walczyć z systemem.
Nie trzeba walczyć z władzą.
Nie trzeba walczyć, by zdobyć towar i stać się dumnym właścicielem pralki lub lodówki. Albo tej samej wersalki czy serwisu kuchennego.
Nie trzeba kombinować, by kupić mięso.
Nie trzeba mieć obcej waluty, by w Pewexie zakupić słodycze.
Ale to za mało dla nas.
Mamy coś w naturze.
W genach.
Musimy walczyć.
Cywilizacja pośpiechu.
Nerwicy.
Wścieklizny.
Znieczulicy.
Szału.
Nie ma już wrogów, z którymi można walczyć.
Nie trzeba walczyć z systemem.
Nie trzeba walczyć z władzą.
Nie trzeba walczyć, by zdobyć towar i stać się dumnym właścicielem pralki lub lodówki. Albo tej samej wersalki czy serwisu kuchennego.
Nie trzeba kombinować, by kupić mięso.
Nie trzeba mieć obcej waluty, by w Pewexie zakupić słodycze.
Ale to za mało dla nas.
Mamy coś w naturze.
W genach.
Musimy walczyć.
niedziela, 14 grudnia 2014
sobota, 13 grudnia 2014
sobota
Dziś jak w dawnych czasach byłam znów mamą jednego Syna. Starszego Syna.
I z Nim spędziłam dzień.
I z Nim spędziłam dzień.
Najpierw był ze mną i moją kumpelą w Czekoladzie (z dedykacją dla tych, którzy uważają, że głodzę się hihi - moja była mleczna czekolada w filiżance, ciasto czekoladowe i lód z makiem w pomarańczach niam niam).
Hehe miałyśmy z kumpelą problem by się znaleźć. Blondynki dwie. xDDDpiątek, 12 grudnia 2014
wtorek, 9 grudnia 2014
piątek, 5 grudnia 2014
Histeria
Dziś post nadprogramowy, nie zamierzałam nawet włączać lapka, ale nie mogę nie napisać parę słów.
Od wczoraj uczestniczę w jakimś cyrku, ale dziś obłęd zatoczył szerszy krąg.
Od wczoraj uczestniczę w jakimś cyrku, ale dziś obłęd zatoczył szerszy krąg.
czwartek, 4 grudnia 2014
19 miesięcy
Wczoraj pierwszy raz przegapiłam Tity miesięcznicę.
Ostatni raz naście miesięcy, teraz już będzie dzieścia.
Mój chłopczyk wszedł w 19 miesiąc z infekcją wirusową.
Myślę, że póki te "piątki" nie przebiją się będzie miał słabszą odporność i nic na to nie poradzę.
Póki co wyczuwalne są, ale przebijać się raczej nie zamierzają, chociaż czekam na to.
Ostatni raz naście miesięcy, teraz już będzie dzieścia.
Mój chłopczyk wszedł w 19 miesiąc z infekcją wirusową.
Myślę, że póki te "piątki" nie przebiją się będzie miał słabszą odporność i nic na to nie poradzę.
Póki co wyczuwalne są, ale przebijać się raczej nie zamierzają, chociaż czekam na to.
wtorek, 2 grudnia 2014
Opowieść wakacyjna.
W ostatnie wakacje tradycyjnie udaliśmy się na południe do rodzinki. A że trasa standardowo jest irytująca, długa, w korkach i przez miasta, tak tym razem postanowiłam pojechać "na skróty" inną trasą. Jechać bocznymi drogami ... Kilometrów miało być nawet ciut mniej. Oczywiście pomysł był do bani, bo okazało się, że zamiast 3,5 godziny trasy pokonanie jej zajmie nam ponad 4 godziny.
Wizyta więc w okolicznej leśnej toalecie pod gołym niebem okazała się niezbędna. Stanęłam byle gdzie, byle szybko i wskoczyłam w krzaki i wysoką trawę, tratując je. Niedaleko drogi, za plecami kolejna droga, nic mi nie przeszkadzało.
Wizyta więc w okolicznej leśnej toalecie pod gołym niebem okazała się niezbędna. Stanęłam byle gdzie, byle szybko i wskoczyłam w krzaki i wysoką trawę, tratując je. Niedaleko drogi, za plecami kolejna droga, nic mi nie przeszkadzało.
poniedziałek, 1 grudnia 2014
niedziela, 30 listopada 2014
wszystkie Ryśki to fajne chłopaki
Minęła godzina 21, już można pisać.
Nie naruszam prawa.
Po mobilizacji.
Nie pamiętam sytuacji, by tak solidarnie / grupowo iść głosować na kontrkandydata.
Wiem, wiem. Wszystkie Ryśki to fajne chłopaki, ale czułam już nim przesyt. 16 lat prezydentury wystarczy. Przesyt. I widać, że nie tylko ja. Jeszcze trochę i czułam, że wyskoczy mi z lodówki, jak ją otworzę.
Z ogromną radością przyjęłam wyniki sondażowe. Oby się potwierdziły! Japa mi się cieszy!
:))))))))))))))))))
Nie naruszam prawa.
Po mobilizacji.
Nie pamiętam sytuacji, by tak solidarnie / grupowo iść głosować na kontrkandydata.
Wiem, wiem. Wszystkie Ryśki to fajne chłopaki, ale czułam już nim przesyt. 16 lat prezydentury wystarczy. Przesyt. I widać, że nie tylko ja. Jeszcze trochę i czułam, że wyskoczy mi z lodówki, jak ją otworzę.
Z ogromną radością przyjęłam wyniki sondażowe. Oby się potwierdziły! Japa mi się cieszy!
:))))))))))))))))))
sobota, 29 listopada 2014
O karmieniu i pielęgnowaniu niemowląt
Zaległy post.
Wybrane cytaty z książki.
Rady dla matek.
prof. dr Władysław Szenajch
O karmieniu i pielęgnowaniu niemowląt
Wydanie XII
Warszawa 1954
Państwowy Zakład Wydawnictw Lekarskich
Wybrane cytaty z książki.
Rady dla matek.
prof. dr Władysław Szenajch
O karmieniu i pielęgnowaniu niemowląt
Wydanie XII
Warszawa 1954
Państwowy Zakład Wydawnictw Lekarskich
piątek, 28 listopada 2014
ruszam na wojnę
Miarka się przebrała.
Znudziło mi się.
Ileż można.
Nudne.
Nudne całkiem.
Dość mam chorób.
Znudziło mi się.
Ileż można.
Nudne.
Nudne całkiem.
Dość mam chorób.
wtorek, 25 listopada 2014
Lekcja historii
Dziś dowiedziałam się, że chrzest Polski był w 977 roku.
Ponadto do Polski przyjechał król szwedzki Otton III.
A koronacja Chrobrego była około 1080 roku.
Na szczęście to nie Starszy brylował w wiedzy historycznej.
Klasa ponoć miała ubaw.
A historyczka rzekła: o mój Boże.
Lekcje historii w szkole podstawowej. Gimnazjum. Technikum. Nauka nie idzie w las. To ciekawe gdzie, skoro do głowy też raczej nie. :P
poniedziałek, 24 listopada 2014
środa, 19 listopada 2014
Lilianna
Wczoraj Starszy kaszlał.
Małpiata też trochę kaszlała.
Jedno i drugie smuciło mnie.
Co ten Starszy? Ki czort? Nadrabia choroby za dzieciństwo, czy co? Ani od kogo załapać, bo nikt nie kaszle. Póki co dałam syrop i zobaczymy, co będzie dalej...
Małpiata też trochę kaszlała.
Jedno i drugie smuciło mnie.
Co ten Starszy? Ki czort? Nadrabia choroby za dzieciństwo, czy co? Ani od kogo załapać, bo nikt nie kaszle. Póki co dałam syrop i zobaczymy, co będzie dalej...
poniedziałek, 17 listopada 2014
o anginie cd.
Tita spoko. Raz tylko po postawieniu diagnozy miał zbijaną temperaturę.
Wczoraj byliśmy w tej knajpie. Młodemu ciężko było usiedzieć, bardziej to nabiegałam się/inni się za nim nabiegali.
I ubrałam mu takie spodnie, które w pasie okazały się sporo za szerokie, bo spadły mu na dzień dobry na kolana.:P
Starszy podarował mu swój krawat, został obwiązany i młodzian mógł szaleć.
Jutro na wizytę kontrolną idziemy, ale będzie spoko, wiem to.
Już wczoraj zaczął jeść, dokazuje na całego.
Mleko mamy daje radę. ;) Zdecydowanie skraca jakiekolwiek choroby. ;)
Młody ma chochliki w oczach. Chyba będzie łobuzem. Czort rozrabia i w głos się śmieje, pierwszy do figli. A jakie miny przy tym robi.
Dziś Lubemu taki nr wywinął, że nie nadaje się tego powtarzać. Wymiata.
I wziął również brudny kawałek ręcznika papierowego powiedział be i poszedł wyrzucić go do śmieci.:P
_______________
Dopisek z wtorku.
Luby niestety sam był na rekontroli z młodym. Pierwszy raz w życiu wizyta z Titą u lekarza beze mnie ... :(( chlip chlip
Ależ byłam zła, że nie potrafił wynegocjować takiej godziny, że i ja mogłabym być.
A teraz najlepsze.
Po lekarzu dostałam sms z bogatą treścią:
"wszystko ok antybiotyk do czwartku podawać"
Facet!!! Kurtyna.
Wczoraj byliśmy w tej knajpie. Młodemu ciężko było usiedzieć, bardziej to nabiegałam się/inni się za nim nabiegali.
I ubrałam mu takie spodnie, które w pasie okazały się sporo za szerokie, bo spadły mu na dzień dobry na kolana.:P
Starszy podarował mu swój krawat, został obwiązany i młodzian mógł szaleć.
Jutro na wizytę kontrolną idziemy, ale będzie spoko, wiem to.
Już wczoraj zaczął jeść, dokazuje na całego.
Mleko mamy daje radę. ;) Zdecydowanie skraca jakiekolwiek choroby. ;)
Młody ma chochliki w oczach. Chyba będzie łobuzem. Czort rozrabia i w głos się śmieje, pierwszy do figli. A jakie miny przy tym robi.
Dziś Lubemu taki nr wywinął, że nie nadaje się tego powtarzać. Wymiata.
I wziął również brudny kawałek ręcznika papierowego powiedział be i poszedł wyrzucić go do śmieci.:P
_______________
Dopisek z wtorku.
Luby niestety sam był na rekontroli z młodym. Pierwszy raz w życiu wizyta z Titą u lekarza beze mnie ... :(( chlip chlip
Ależ byłam zła, że nie potrafił wynegocjować takiej godziny, że i ja mogłabym być.
A teraz najlepsze.
Po lekarzu dostałam sms z bogatą treścią:
"wszystko ok antybiotyk do czwartku podawać"
Facet!!! Kurtyna.
sobota, 15 listopada 2014
piątek, 14 listopada 2014
post
Zmienię profesję. Zostanę lekarzem.
Diagnoza moja - postawiona z sufitu sprawdziła się.
To angina. Ropna i wirusowa.
Tita ma pierwszy antybiotyk w życiu (bo tego w okresie noworodkowym na zatkane kanaliki który wyrzuciłam po paru użyciach, bo nie pomagał, nie liczę).
Młody grzeczny.
Pije i pije na umór.
I nic więcej.
W niedzielę mamy imprezę w knajpie. Pod znakiem zapytania wyjście w pełnym komplecie.
Zakaz całowania dziecka. Jedzenia z jednej łyżeczki, picia z jednego kubka. Jedzenie i picie pikuś, nie stosuję tego, bo nie zamierzam sprzedać dziecku próchnicy ani niczego podobnego. Ale całowanie? Cmokaski i wygłupy? Będzie trudno.
Szkoda mi, że nie będzie chodził do żłobka. Tyle atrakcji tam mają, że nic dziwnego, że o 6 stoi pod drzwiami z bucikami w ręce, pokazuje na drzwi i jęczy, że chce jechać. Niestety....
Z komórki fotki. Jakość kiepska.
Diagnoza moja - postawiona z sufitu sprawdziła się.
To angina. Ropna i wirusowa.
Tita ma pierwszy antybiotyk w życiu (bo tego w okresie noworodkowym na zatkane kanaliki który wyrzuciłam po paru użyciach, bo nie pomagał, nie liczę).
Młody grzeczny.
Pije i pije na umór.
I nic więcej.
W niedzielę mamy imprezę w knajpie. Pod znakiem zapytania wyjście w pełnym komplecie.
Zakaz całowania dziecka. Jedzenia z jednej łyżeczki, picia z jednego kubka. Jedzenie i picie pikuś, nie stosuję tego, bo nie zamierzam sprzedać dziecku próchnicy ani niczego podobnego. Ale całowanie? Cmokaski i wygłupy? Będzie trudno.
Szkoda mi, że nie będzie chodził do żłobka. Tyle atrakcji tam mają, że nic dziwnego, że o 6 stoi pod drzwiami z bucikami w ręce, pokazuje na drzwi i jęczy, że chce jechać. Niestety....
Z komórki fotki. Jakość kiepska.
Uwielbiam tę dupcię. <3
W tygodniu jak znalazłam czas, by przeczytać Angorę. Przyleciała małpiata ... i się naczytałam.
Zwierzęta na tle Animal Planet. :P
czwartek, 13 listopada 2014
Wyloguj się do życia.
Widzieliście to?
http://www.youtube.com/watch?v=YO3UN6gQeaA
a to?
http://www.wylogujsie.org
Nie wiem tylko, czy powinno to dotyczyć tylko młodzieży, śmiem wątpić.
Tak czy uzależnienie położyło na nas łapę, na naszym życiu, zabierając z niego co najlepsze i nie do odzyskania. Czas, przyjaciół, imprezy, wypady ... i lista się ciągnie.
Fb ...
nie umiem przejść obojętnie.
Nie umiem przejść obojętnie gdy kandydat w wyborach samorządowych na swoim profilu paręnaście godzin po samobójczej śmierci swojego jedynego dziecka musi się tym podzielić z wyborcami.
Co tak naprawdę jest ważne? Wyborcy? Przyszła kasa i stołek? Serio?
_________________
Wróciliśmy z wypadu parodniowego. Dziadkowie w końcu po przerwie zobaczyli wnuka.
Wróciliśmy ... jeden dzień żłobka i Tita zaczął wysoko gorączkować.
Ki czort. Angina? Nie mam pojęcia. Nic prócz gorączki nie dostrzegamy...
Dotychczas to parę razy mieliśmy w podrygach 37 a tu 39 przeszło .... Jutro kierunek lekarz. Znów.
A u mnie katar gigant poszedł sobie precz. A wraz z nim siarczyste psikanie.
początki nałogu bywają niewinne i trudno dostrzegalne.
http://www.youtube.com/watch?v=YO3UN6gQeaA
a to?
http://www.wylogujsie.org
Nie wiem tylko, czy powinno to dotyczyć tylko młodzieży, śmiem wątpić.
Tak czy uzależnienie położyło na nas łapę, na naszym życiu, zabierając z niego co najlepsze i nie do odzyskania. Czas, przyjaciół, imprezy, wypady ... i lista się ciągnie.
Fb ...
nie umiem przejść obojętnie.
Nie umiem przejść obojętnie gdy kandydat w wyborach samorządowych na swoim profilu paręnaście godzin po samobójczej śmierci swojego jedynego dziecka musi się tym podzielić z wyborcami.
Co tak naprawdę jest ważne? Wyborcy? Przyszła kasa i stołek? Serio?
_________________
Wróciliśmy z wypadu parodniowego. Dziadkowie w końcu po przerwie zobaczyli wnuka.
Wróciliśmy ... jeden dzień żłobka i Tita zaczął wysoko gorączkować.
Ki czort. Angina? Nie mam pojęcia. Nic prócz gorączki nie dostrzegamy...
Dotychczas to parę razy mieliśmy w podrygach 37 a tu 39 przeszło .... Jutro kierunek lekarz. Znów.
A u mnie katar gigant poszedł sobie precz. A wraz z nim siarczyste psikanie.
początki nałogu bywają niewinne i trudno dostrzegalne.
Tita jak zobaczył Jadą jadą misie przepadł.
Na widok laptopa zapowietrza się. grrr
Bajki ma w nosie, tv w nosie, a tu ... sama jestem sobie winna.
piątek, 7 listopada 2014
Emocje
Życie nie pozwala mi nudzić się wrzucając pod nogi nowe stadium przypadków. Jak problemy to do mnie. Całe życie.
Jak coś nowego i nowy szlak do zmierzenia się, to dla mnie.
Jak coś w pracy niecodziennego, to pewne jest, że trafi na mnie.
O większości nie mogę nawet pisać i szczerze, to nawet wolę o nich zapomnieć, a nie utrwalać.
Moje życie śmiało by wystarczyło na parę filmów Kieślowskiego.
..............
Czytam czasami w necie posty, że ktoś nudzi się. Że ma nadmiar czasu. Co to jest?
Czy jestem tak nieudolna, czy moja doba jest krótsza? Czy to ten pęd życia w mieście? Kumpela dziś mówiła, że jak wraca do domu po pracy w piątek, to już od popołudnia widać spowolnienie, spokój i weekend. Taaaaaaaaaaaaak ........
..............
Oj dokopał mi ten tydzień.
Mój laptop w końcu został naprawiony.
Klawiatura nowa została zakupiona.
Wymieniona.
Sklejona.
I była parę dni....
Odpaliłam lapka, bo mama popłakiwała, że Starszy jej nie chce czegoś powiedzieć.
(no chcę wejść na fb i tam i tam, a tam zarejestruj się, to co mam wpisać - nigdzie nie ma kont założonych, chcę znaleźć sro i owo i gdzie to jest, ja chcę, gdzieś coś w internecie coś jest bo ktoś jej powiedział, chcę wiedzieć, zobaczyć, a taki znaczek mi się gdzieś pokazał, a co on oznacza, a na pilocie to, a ten zrobił to, a ten nie zrobił, a ja siaka, owaka ... płacz, obraza .... gorzej niż małe dziecko). Postanowiłam być dobrą córką (hłe hłe), Titę wzięłam na kolana usiedliśmy przed lapkiem ........i szok. Fontanna niesamowita, wszystko wokoło, cały lapek wszystko, wszystko, wszystko.
Tego wieczora jeszcze 3 akcje, pranie za praniem, czyszczenie ściany, łóżka .... Lapek poszedł do rozkręcenia, straciłam go na parę dni, ale dziś jest "naprawiony, zrobiony" ... chociaż znowu klawiatura jest osobno. Ale działa, nic nie straciłam... Dobrze mieć dwóch informatyków w domu.
W pracy ... jakiś objaw obłędu. Kuriozum sytuacji, absurdów. Pogoń w walce z papierologią stosowaną. I tylko drzwi otwierające się. Kolejny temat. I następny. I znowu ktoś. I znowu. I następny. I znów. Telefon za telefonem. Sprawa za sprawą. Szał ciał. Śniadanie? Picie? Toaleta? Po co?
Wybiegłam w końcu z pracy, później niż powinnam. Okazało się, że muszę tam wrócić, bo z rozpędu coś zapomniałam zostawić.
A że już młodego miałam po żłobku, to poszłam z nim.
Doszliśmy do domu. W końcu. Prawie. Bo zanim doszłam wiedziałam już, że zgubiłam telefon służbowy. Bieg do domu, Starszy dostał pod opiekę Titę który wrzeszczał i płakał na zmianę i rzuciłam się w pogoń poszukiwawczą. Całą drogę przeszłam ponownie. Po raz trzeci tego dnia do pracy doszłam! Dupa. Dupa wołowa. Oczywiście tel nie było, już był wyłączony. Telefony, telefony z mojego prywatnego numeru do osób X, Y, Z. Zastrzeżenia nr. Myśli, co tam miałam. Co utraciłam z danych, ze zdjęć. Czy nie było jakiś spraw, których można wstydzić się.
Po paru godzinach telefon. Do kumpeli z pracy oddzwonił mój telefon! Moja służbówka, której nr zgodnie z operatorem i jego oświadczeniem miał został zablokowany. Zostało mi zaproponowane spotkanie o określonej godzinie pod najtańszym sklepikiem osiedlowym. Wiedziałam, który ma na myśli. Starszy nie chciał mnie puścić. Poszłam. Nieznany mi człowiek. Oddał mi telefon. Na odchodne dałam mu pieniądz na piwo. I teraz będę czekać na biling, żeby zobaczyć czy nie mam konkursów infolinii i połączeń z Hameryką.
Wieczór. Przytulam się do Tity. On śpi niespokojnie, budzi się, rzuca. Patrzę ... nie wierzę .... Wszystko wszystko wokoło plus ja i synek w zawartości pieluchy. No to znów piorę, młody całościowo pod prysznic wraz ze mną, pościel po raz enty zmieniona, łóżko wyprane.
Błogosławię, błogosławię wynalazcę pralki. Najwspanialszy dla mnie cud technologii to pralka.Mogę robić wszystkie prace, prać nienawidzę.
Poza tym doczytałam wiadomość z przedwczoraj, że wczoraj miałam radę rodziców. Oj kobieto, nawalasz!
22.45
Co jeszcze ma dzień dla mnie? Emocje, emocje, emocje. Nie da się wypowiedzieć ....
wtorek, 4 listopada 2014
18 miesięcy
Nie mogę uwierzyć w tę liczbę.
Mój mały chłopczyk, który jeszcze niedawno pomykał ze mną w moim gigantycznym brzuchu.
Mój chłopczyk, mały chłopczyk.
Już półtora roku.
Czuję się jakby ktoś miesiące z życiorysu mi podebrał.
Pamiętam, jak Tadzinek w pracy mówił mi, że z każdym dziesięcioleciem na krzyżu czas gna jeszcze szybciej. I zostawia ślady na naszym zdrowiu.
Mój mały chłopczyk, który jeszcze niedawno pomykał ze mną w moim gigantycznym brzuchu.
Mój chłopczyk, mały chłopczyk.
Już półtora roku.
Czuję się jakby ktoś miesiące z życiorysu mi podebrał.
Pamiętam, jak Tadzinek w pracy mówił mi, że z każdym dziesięcioleciem na krzyżu czas gna jeszcze szybciej. I zostawia ślady na naszym zdrowiu.
Pokrywa się to z tym, co mówią nasi emeryci, że jak już przeszli na zasłużone świadczenie społeczne, to już wcale nie mają czasu.
Brzmi to zagadkowo, ale .... tak naprawdę jest - każdy z nich bowiem mówi mi to samo...niedziela, 2 listopada 2014
94/59
W piątek wstając zderzyłam się boleśnie z framugą drzwiową (ku radości najstarszego domownika).
W sobotę nad ranem założyłam Ticie pampersa na lewą stronę! (dla ścisłości, pampers założony odwrotnie nie jest wcale chłonny).
W sobotę wyleciał mi z rąk aparat fotograficzny.
Zaliczyłam piruet po tym, jak potknęłam się na zabawce.
Na balkonie zachwiało mnie i wpadłam w jakiś metal na doniczki.
Niedzielę przespałam.
Luby zmierzył mi wieczorem ciśnienie.
94 / 59
Co tu dużo mówić. Może lepiej nic nie mówić.
Tita kończy jutro półtora roku. Przyjmujemy życzenia. :)
W sobotę nad ranem założyłam Ticie pampersa na lewą stronę! (dla ścisłości, pampers założony odwrotnie nie jest wcale chłonny).
W sobotę wyleciał mi z rąk aparat fotograficzny.
Zaliczyłam piruet po tym, jak potknęłam się na zabawce.
Na balkonie zachwiało mnie i wpadłam w jakiś metal na doniczki.
Niedzielę przespałam.
Luby zmierzył mi wieczorem ciśnienie.
94 / 59
Co tu dużo mówić. Może lepiej nic nie mówić.
Tita kończy jutro półtora roku. Przyjmujemy życzenia. :)
czwartek, 30 października 2014
środa, 29 października 2014
zielono mam w głowie
Nosz kurde.
Odkryli mój ketchup, który schowałam. Ostatnimi czasy byłam podirytowana, bo co kupiłam, a chciałam użyć, to już nie było. A mi taka zwykła butla by wystarczyła na rok i pewnie by jeszcze zostało. Muszę sobie znaleźć lepszą kryjówkę. Nie dam ketchupu, ha! :P
Dziś kupowałam trzy pary butów. :))) Biedny, oj biedny portfel.
Młody jest kochany. Wrzaski zakończone. Od momentu kiedy byłam u kumpeli znanej od 1 klasy podstawówki (którą uprzedziłam, że dziecię wrzeszczy), wrzaski zniknęły. :P
Czas jakiś temu kumpela miała ze mnie pożywkę, że ponownie pakuję się w pieluchy. :PP
Dziś jest tak że najpierw jest mój starszy i jej o rok młodsza latorośl (młodzież do jednej szkoły średniej uczęszcza :P)
A potem jest Tita i jej druga córka młodsza od niego o niespełna rok. :P
I co? I zwariowała na punkcie dojrzałego macierzyństwa. Ha!
Jak to powiedziała? Niech spotkają się za kilkanaście lat w jednej szkole. :P
Starszy odbierał dziś młodego ze żłobka. Wow!!!!!!!!!!
Tita już blisko 3 tygodnie nieprzerwanie chodzi do żłobka! Wow!!!!!
Potem spotkałam się z synami w centrum handlowym. Kierowałam się płaczem, młody już koncertował.
Jakaś kobieta z Orange aby osłodzić mu smutek, przyniosła mu balonik. :)
Potem podeszła do mnie kobieta.
- skąd ma pani balonik?
- (kiwnęłam głową na młodego) tak płakał, że ktoś do niego podszedł i mu dał
- :((( ja płakać nie będę
i poszła sobie ;P
No i zostawię Was na koniec z klasyką gatunku. Komentować nie potrzeba.
Szkoda, że Tita śpi.
Cudny program o słoniach na Animal Planet. Ale by krzyczał i piszczał z przejęcia. I pokazywał paluszkiem.
Jak cudne jest życie, jak wrzaski zakończyły się. :)))
Odkryli mój ketchup, który schowałam. Ostatnimi czasy byłam podirytowana, bo co kupiłam, a chciałam użyć, to już nie było. A mi taka zwykła butla by wystarczyła na rok i pewnie by jeszcze zostało. Muszę sobie znaleźć lepszą kryjówkę. Nie dam ketchupu, ha! :P
Dziś kupowałam trzy pary butów. :))) Biedny, oj biedny portfel.
Młody jest kochany. Wrzaski zakończone. Od momentu kiedy byłam u kumpeli znanej od 1 klasy podstawówki (którą uprzedziłam, że dziecię wrzeszczy), wrzaski zniknęły. :P
Czas jakiś temu kumpela miała ze mnie pożywkę, że ponownie pakuję się w pieluchy. :PP
Dziś jest tak że najpierw jest mój starszy i jej o rok młodsza latorośl (młodzież do jednej szkoły średniej uczęszcza :P)
A potem jest Tita i jej druga córka młodsza od niego o niespełna rok. :P
I co? I zwariowała na punkcie dojrzałego macierzyństwa. Ha!
Jak to powiedziała? Niech spotkają się za kilkanaście lat w jednej szkole. :P
Starszy odbierał dziś młodego ze żłobka. Wow!!!!!!!!!!
Tita już blisko 3 tygodnie nieprzerwanie chodzi do żłobka! Wow!!!!!
Potem spotkałam się z synami w centrum handlowym. Kierowałam się płaczem, młody już koncertował.
Jakaś kobieta z Orange aby osłodzić mu smutek, przyniosła mu balonik. :)
Potem podeszła do mnie kobieta.
- skąd ma pani balonik?
- (kiwnęłam głową na młodego) tak płakał, że ktoś do niego podszedł i mu dał
- :((( ja płakać nie będę
i poszła sobie ;P
No i zostawię Was na koniec z klasyką gatunku. Komentować nie potrzeba.
Szkoda, że Tita śpi.
Cudny program o słoniach na Animal Planet. Ale by krzyczał i piszczał z przejęcia. I pokazywał paluszkiem.
Jak cudne jest życie, jak wrzaski zakończyły się. :)))
poniedziałek, 27 października 2014
pieguski
Pieguski. Przepis idealny.
Produkty podstawowe:
Dodatki w postaci orzechów i czekolady dzielimy na mniejsze części.
Dodajemy do naszej masy.
Formujemy małe kulki. Wielkości orzecha włoskiego.
Na blachę układamy (w procesie pieczenia kulka staje się owalem - rozlewa się).
Dodajemy jakiś tłuszcz na blachę.
Pieczemy 10 do 15 minut w 200 stopniach.
Już jasne ciastka po 13 minutach są smaczne.
Warto po upieczeniu je włożyć do pudełka, może być w plastik.
Nie ma co zepsuć. No chyba, że jest się tak podekscytowanym przyjazdem kumpeli ze studiów, że nie wyciągnie się ich z pieca. :PP
W 20 minut mamy Pieguski w domu.
A teraz zobaczcie jakie składniki i dodatki mają Pieguski w sklepie. :)
Smacznego.
W telewizjon godzina z Kazik i Kult. Oj lubię to!!!!!!!!! <3
Produkty podstawowe:
- 1 kostka masła /margaryny
- 1 szklanka cukru
- 1 jajko
- 2,5 szklanki mąki
- 1/2 łyżeczki sody
- 1/2 łyżeczki soli
- orzechy
- rodzynki
- czekolada
- żurawina
Dodatki w postaci orzechów i czekolady dzielimy na mniejsze części.
Dodajemy do naszej masy.
Formujemy małe kulki. Wielkości orzecha włoskiego.
Na blachę układamy (w procesie pieczenia kulka staje się owalem - rozlewa się).
Dodajemy jakiś tłuszcz na blachę.
Pieczemy 10 do 15 minut w 200 stopniach.
Już jasne ciastka po 13 minutach są smaczne.
Warto po upieczeniu je włożyć do pudełka, może być w plastik.
Nie ma co zepsuć. No chyba, że jest się tak podekscytowanym przyjazdem kumpeli ze studiów, że nie wyciągnie się ich z pieca. :PP
W 20 minut mamy Pieguski w domu.
A teraz zobaczcie jakie składniki i dodatki mają Pieguski w sklepie. :)
Smacznego.
W telewizjon godzina z Kazik i Kult. Oj lubię to!!!!!!!!! <3
piątek, 24 października 2014
dopisek
Wczorajszy post nie został uporządkowany.
Nie sprawdziłam, czy da się przeczytać ...
Młody jak się rozdarł, to by było na tyle.
Więc wysłałam taką wersję, jak była.
I nie będę poprawiać.
Tak właśnie wygląda dzień bieżący. Początek jakiś prac - ok, koniec? Niekoniecznie. Po łebkach, albo wcale... Gdzieś w środku zostawiony temat, książka otwarta na tej samej stronie od 2 miesięcy.
I ja ... przy lapku, bo tu można pisać po trochę i zamknąć i znów zacząć.
Dziś młodzian nie był lepszy dla swej matki.
Na placu zabaw dostał spazmów wściekłości i szału, gdy dziewczynka podała mi rękę by pomóc jej wejść na zjeżdżalnię. Nawet nie mogłam jej na karuzeli pobujać ...Ostatnio Starszy nawet koło mnie na łóżku nie mógł usiąść. Dziś sąsiad jak odezwał się do mnie to zapanował jakiś obłęd. Mama jest na własność. Wara od niej. Każdemu.
A poza tym dziś jest dwa tygodnie jak Tita był w żłobku! Jest progres!
Dzisiejszy dzień to było ekstremum.
I to nie syn był w nim głównym bohaterem.
Gdyby było więcej takich dni człowiek byłby siwy w wieku lat 20.
Paraliż ze strachu.
Parę godzin wyjętych z życiorysu.
Zgroza.
...
Fotki, zanim na dworze zrobiło się szaro - buro - ponuro ... Potem dodam jeszcze kilka innych.
Nie sprawdziłam, czy da się przeczytać ...
Młody jak się rozdarł, to by było na tyle.
Więc wysłałam taką wersję, jak była.
I nie będę poprawiać.
Tak właśnie wygląda dzień bieżący. Początek jakiś prac - ok, koniec? Niekoniecznie. Po łebkach, albo wcale... Gdzieś w środku zostawiony temat, książka otwarta na tej samej stronie od 2 miesięcy.
I ja ... przy lapku, bo tu można pisać po trochę i zamknąć i znów zacząć.
Dziś młodzian nie był lepszy dla swej matki.
Na placu zabaw dostał spazmów wściekłości i szału, gdy dziewczynka podała mi rękę by pomóc jej wejść na zjeżdżalnię. Nawet nie mogłam jej na karuzeli pobujać ...Ostatnio Starszy nawet koło mnie na łóżku nie mógł usiąść. Dziś sąsiad jak odezwał się do mnie to zapanował jakiś obłęd. Mama jest na własność. Wara od niej. Każdemu.
A poza tym dziś jest dwa tygodnie jak Tita był w żłobku! Jest progres!
Dzisiejszy dzień to było ekstremum.
I to nie syn był w nim głównym bohaterem.
Gdyby było więcej takich dni człowiek byłby siwy w wieku lat 20.
Paraliż ze strachu.
Parę godzin wyjętych z życiorysu.
Zgroza.
...
Fotki, zanim na dworze zrobiło się szaro - buro - ponuro ... Potem dodam jeszcze kilka innych.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
ostatnia fotka - pierwszy obóz koncentracyjny w Polsce
kilkanaście minut drogi od mojego domu
bardzo złe miejsce
okrutne i złe
nieludzkie
nie pogodzę się nigdy z tym miejscem
czwartek, 23 października 2014
lukrowe macierzyństwo
Bycie rodzicem jest cudowne.
Nadaje sens, napędza do życia, do walki, do miłości, do radości.
Nadaje sens, napędza do życia, do walki, do miłości, do radości.
środa, 22 października 2014
Luby
Późny wieczór ubiegłego tygodnia. Walczę w kuchni.
Otwieranie drzwi ... to jeszcze nie godzina, by Luby miał wracać z pracy. Pozostali domownicy obecni. Wyglądam, kto zacz.
Wchodzi Luby.
Otwiera drzwi balkonowe. Zagląda do szafy.
- to ja tu wracam wcześniej, sprawdzam na balkonie, w szafie, w łóżku, kogo sprowadzasz, a ty ciasta pieczesz w kuchni? :PPP
------
sms do mnie: "jesteśmy bogaci trójkę w totka mam"
Luby do swojego szefa
- zwalniam się z pracy
- ??????????? o_O (zaszokowanie)
- no trójkę wygrałem w totka
:PPP
Jak tu go nie kochać?
Otwieranie drzwi ... to jeszcze nie godzina, by Luby miał wracać z pracy. Pozostali domownicy obecni. Wyglądam, kto zacz.
Wchodzi Luby.
Otwiera drzwi balkonowe. Zagląda do szafy.
- to ja tu wracam wcześniej, sprawdzam na balkonie, w szafie, w łóżku, kogo sprowadzasz, a ty ciasta pieczesz w kuchni? :PPP
------
sms do mnie: "jesteśmy bogaci trójkę w totka mam"
Luby do swojego szefa
- zwalniam się z pracy
- ??????????? o_O (zaszokowanie)
- no trójkę wygrałem w totka
:PPP
Jak tu go nie kochać?
wtorek, 21 października 2014
czwartek, 16 października 2014
wspomnienia podkarpackie
2012 rok
Miejscowość M. (ach, pamiętam nadal jej nazwę).
"Idziemy" z A. do centrum rehabilitacji.
Jest dzień po. Obudziłam się niesprawna, uszkodzona, z siniakami, guzami, otarciami, przypaleniem, ze spuchniętą nogą i bez pamięci. Ku powszechnej radości wokół.
Jest dzień po. Obudziłam się niesprawna, uszkodzona, z siniakami, guzami, otarciami, przypaleniem, ze spuchniętą nogą i bez pamięci. Ku powszechnej radości wokół.
środa, 15 października 2014
poniedziałek, 13 października 2014
sobota, 11 października 2014
Rejs 2.
Miejsce: mieszkanie
Czas: październik 2014 r.
Obsada: ja i Luby
Scenografia: pokój. Wieczorny bałagan. My koło siebie. Przed nami stół, przed Lubym estetyczne szczątki makreli w folii, obgryziona marchewka zostawiona przez młodego, nadgryzione ciastko. I puszka piwa.
Wieczór. Pełen romantyzm. Ja stukam w pasjansa pająka na laptopie. Luby wpatruje się tępo w tv i przysypia. Młody śpi, relaks, przytłumione dźwięki.
Nagle w moją zadumę wkraczają dziwne dźwięki.
Takie przeponowe:
buuuuu
buuuuuuuuuu
buuuuuuuuuuuuuuu
(coś w rodzaju buczenia barana lub pierwszych prób posługiwania się mową ludzką)
Obracam się z niedowierzaniem, a tu inżynier Mamoń z całkowitą powagą udziela mi instrukcji dźwiękowej redukcji biegów w motocyklu.
Marek Piwowski nie zawstydził by się tej sceny w kontynuacji Rejsu.
Ja odpłynęłam i makijaż ze śmiechu też mi spłynął. Jakby ktoś był zainteresowany posiąść wiedzę w zakresie słuchowym, służę odpowiedzią. Ćwiczyłam pilnie buuuuuu. Zapisuję się na egzamin. Już na jedno pytanie motocyklowe znam odpowiedź. :DDD
Czas: październik 2014 r.
Obsada: ja i Luby
Scenografia: pokój. Wieczorny bałagan. My koło siebie. Przed nami stół, przed Lubym estetyczne szczątki makreli w folii, obgryziona marchewka zostawiona przez młodego, nadgryzione ciastko. I puszka piwa.
Wieczór. Pełen romantyzm. Ja stukam w pasjansa pająka na laptopie. Luby wpatruje się tępo w tv i przysypia. Młody śpi, relaks, przytłumione dźwięki.
Nagle w moją zadumę wkraczają dziwne dźwięki.
Takie przeponowe:
buuuuu
buuuuuuuuuu
buuuuuuuuuuuuuuu
(coś w rodzaju buczenia barana lub pierwszych prób posługiwania się mową ludzką)
Obracam się z niedowierzaniem, a tu inżynier Mamoń z całkowitą powagą udziela mi instrukcji dźwiękowej redukcji biegów w motocyklu.
Marek Piwowski nie zawstydził by się tej sceny w kontynuacji Rejsu.
Ja odpłynęłam i makijaż ze śmiechu też mi spłynął. Jakby ktoś był zainteresowany posiąść wiedzę w zakresie słuchowym, służę odpowiedzią. Ćwiczyłam pilnie buuuuuu. Zapisuję się na egzamin. Już na jedno pytanie motocyklowe znam odpowiedź. :DDD
o_O
Wygraliśmy! Wygraliśmy z Niemcami w nogę! Pierwsze zwycięstwo od wygranej w bitwie pod Grunwaldem. o_O
A wcześniej mistrzostwa świata w siatę.
Zwycięstwo w Tour de Pologne.
Co się dzieje?
To tak można? Nie jesteśmy narodem nieudaczników?
Jutro u nas maraton.
Jakże zazdroszczę.
Może, może kiedyś będę miała siły na półmaraton. Marzenia zawsze można mieć. Nic nie kosztują.
A wcześniej mistrzostwa świata w siatę.
Zwycięstwo w Tour de Pologne.
Co się dzieje?
To tak można? Nie jesteśmy narodem nieudaczników?
Jutro u nas maraton.
Jakże zazdroszczę.
Może, może kiedyś będę miała siły na półmaraton. Marzenia zawsze można mieć. Nic nie kosztują.
środa, 8 października 2014
o dzieciach małych i dużych
Często czytam blogi parentingowe. Jest ich ogrom w necie, czasami można coś fajnego znaleźć dla siebie, czasami jakaś myśl podłapać, poznać spojrzenie innego rodzica, czegoś nauczyć się.
Często też zaglądam na jedno popularne forum ciążowo - dzieciowe w wieku Titowym, mimo, że jestem tylko czytaczem i nigdy nie zakładałam tam konta. Tam czytam o boomie chorobowym dzieciaczków, wiem jak wyglądają ich układy dnia, snu, posiłków, zapisywanych lekarstw, promocji na Dadę i obuwie i aspektów żłobkowych. Wiem, że u nas jest podobnie i to uspakaja. Nie odbiegamy od nich.
Mam małe dziecko. O nim najczęściej tu piszę. To chwile są tak ulotne, czas tak gna, że zanim obejrzę się, ten czas minie.
Nawet jak jest u mnie nudnie, to nie każę tu zaglądać, czytać. Wprost przeciwnie. Dobrowolność.
Zresztą nie afiszuję się, że piszę. Adres ten dałam tylko osobom, które znam i którym ufam.
Ale ja nie o tym chciałam pisać. Net przepełnia ogólny zachwyt dziecięcy. Ociekający niejako lukrem i wręcz spływający. Nawołujący do rodzicielstwa bliskości i bez przemocy. Ach i och.
Bo takiego małego maluszka bardzo łatwo kochać. Po prostu. Świat dziecka jest prosty i nieskomplikowany.
Wraz z wiekiem komunikacja komplikuje się. Przestaje być prosta. Z biegiem lat coraz mniej jesteśmy obecni w życiu dziecka. Nasze godziny rozmów mają mniejszą wagę niż jedno zdanie rówieśnicze. Dziecko dokonuje swoich wyborów.
Dziś starszy do mnie rzekł: uciekłem z wf. To niesprawiedliwe, dziewczyny zwalniają, a nas nie.
Często też zaglądam na jedno popularne forum ciążowo - dzieciowe w wieku Titowym, mimo, że jestem tylko czytaczem i nigdy nie zakładałam tam konta. Tam czytam o boomie chorobowym dzieciaczków, wiem jak wyglądają ich układy dnia, snu, posiłków, zapisywanych lekarstw, promocji na Dadę i obuwie i aspektów żłobkowych. Wiem, że u nas jest podobnie i to uspakaja. Nie odbiegamy od nich.
Mam małe dziecko. O nim najczęściej tu piszę. To chwile są tak ulotne, czas tak gna, że zanim obejrzę się, ten czas minie.
Nawet jak jest u mnie nudnie, to nie każę tu zaglądać, czytać. Wprost przeciwnie. Dobrowolność.
Zresztą nie afiszuję się, że piszę. Adres ten dałam tylko osobom, które znam i którym ufam.
Ale ja nie o tym chciałam pisać. Net przepełnia ogólny zachwyt dziecięcy. Ociekający niejako lukrem i wręcz spływający. Nawołujący do rodzicielstwa bliskości i bez przemocy. Ach i och.
Bo takiego małego maluszka bardzo łatwo kochać. Po prostu. Świat dziecka jest prosty i nieskomplikowany.
Wraz z wiekiem komunikacja komplikuje się. Przestaje być prosta. Z biegiem lat coraz mniej jesteśmy obecni w życiu dziecka. Nasze godziny rozmów mają mniejszą wagę niż jedno zdanie rówieśnicze. Dziecko dokonuje swoich wyborów.
Dziś starszy do mnie rzekł: uciekłem z wf. To niesprawiedliwe, dziewczyny zwalniają, a nas nie.
Tyle mówię o zasadzie sprawiedliwości, prawdomówności, równości. I co tu odpowiedzieć, jak sprawiedliwości nijak nie ma? Jednego ukarzmy, drugiemu odpuśćmy. Jednemu uwagę, a drugiemu za gorsze przewinienie upomnienie (słowne) lub zignorowanie przez nauczyciela czy dyrektora?
Starszy doświadcza mnie takimi akcjami, że czasami oczy otwierają mi się szeroko. Ale z uwagi na Jego prywatność, pisać o nich nie zamierzam. A czasami wolę jak najszybciej zapomnieć, bo nic nie niesie, poza poczuciem bezsensu.
Trudno jest być rodzicem nastolatka. Wtedy już nie ma tego lukru i cudu miodu. Poczynając od tego, że ciężko przytulać kogoś, kto jest sporo wyższy od nas. I kto najczęściej nie mówi, a burczy, fukając używając przy tym słów, które niekoniecznie chcielibyśmy usłyszeć.
Ciężko takiemu wyrostkowi wyznawać uczucie. Szczególnie, że najpierw potrafi dziecię dokuczyć, by po chwili nagle zmieniać się w potulnego baranka, kiedy jeszcze w rodzicu szaleją emocje, niekoniecznie pozytywne.
I co tu odpowiedzieć na taką ucieczkę, kiedy samemu w tym wieku uciekało się z lekcji, aż furczało?
Dopiero co odnalazłam (po roku) Jego zgubiony worek z wf, w kolejnym tygodniu już go nie miał. Znowu zgubił. A tam buty za pewnie 200 zł, spodenki za sto i jakaś bluzka... Ale co tam.
Zimno jak na Syberii, a ten wraca ze szkoły (druga strona miasta, kilka przesiadek) w krótkich spodenkach. Kurtka? Jaka kurtka? Po co? Czepiam się.
o fasolce
Jestem nastolatką. Jest sielsko, anielsko. Siedzę w mieszkaniu u kumpeli klatkę obok. Leniwa atmosfera, czytamy obie książki. Sielanka. I nagle w ten spokój wbija mi się słowo: FASOLKA!!!!!! Niczym łania biegłam wtedy do domu krzycząc fasolka, fasolka. Jak dopadłam do kuchni, to smętne ostatnie fragmenty fasoli przypalały się do czarnego spalonego garnka. Kucharka doskonała. Alzheimer zaawansowany.
Hmm co tu zrobić, za parę godzin mama wróci z pracy i będzie wojna. Zaglądam do szafki, jest jeszcze fasolka, buch ją wrzątkiem i gotuję, gotuję na maksie. Ile fabryka gazowa z CCCR dała.
Spalony garnek walnęłam do brata do pokoju. Pod akwarium. Tam przez ostatnie lata był taki syf, że i i tak nic nie było widać (kiedyś w tym syfie nawet jego nie zobaczyłam). Że leży garnek odkryli parę miesięcy później.
Mama przyszła z pracy. Zagląda do garnka. Coś mało tej fasoli? I twarda. Całą noc się moczyła, a taka twarda... - rzekła.
Oj
Dziś też mam fasolkę na obiad. Ale to nie ja kucharzyłam. I nie jest czarna przyjarana z garnkiem.
Byłam dziś u lekarza. Ze sobą. Kaszlałam tak, że myślałam, że płuca mi pękną, zapadną się, wbiją się w plecy. Po kaszlu padałam z osłabienia. Doktor jak zajrzała mi w gardło to tylko wykrzyknęła, jakie jest brzydkie. No to mam to samo co Tita, tylko rozwinięte, bo antybiotyk. I oby od teraz dochodzić już do zdrowia, bo mam dość szczepów chorobowych i wirusów przynoszonych ze żłoba.
Tita sporo śpi. Dziś zasnęłam, budzę się wystraszona, a ten przy mnie śpi sobie słodko. Już przed 17 zasypia i śpi. Kto by kiedyś pomyślał.
Wczoraj dwukrotnie spadł z łóżka naszego. Raz weszłam do kuchni, a ten obrócił się dwukrotnie i spadł. No to włożyłam rożek, by uniemożliwić takie akrobacje. Szukam w wysokiej szafce leków, a ten razem z rożkiem spadł ...
Poza tym dostaje jobla w mieszkaniu. Dziś było pięknie na dworze, a wyjść nie można. Dobrze, że wygląda, że jego przebieg choroby jest ciut lepszy niż u mnie.
Hmm co tu zrobić, za parę godzin mama wróci z pracy i będzie wojna. Zaglądam do szafki, jest jeszcze fasolka, buch ją wrzątkiem i gotuję, gotuję na maksie. Ile fabryka gazowa z CCCR dała.
Spalony garnek walnęłam do brata do pokoju. Pod akwarium. Tam przez ostatnie lata był taki syf, że i i tak nic nie było widać (kiedyś w tym syfie nawet jego nie zobaczyłam). Że leży garnek odkryli parę miesięcy później.
Mama przyszła z pracy. Zagląda do garnka. Coś mało tej fasoli? I twarda. Całą noc się moczyła, a taka twarda... - rzekła.
Oj
Dziś też mam fasolkę na obiad. Ale to nie ja kucharzyłam. I nie jest czarna przyjarana z garnkiem.
Byłam dziś u lekarza. Ze sobą. Kaszlałam tak, że myślałam, że płuca mi pękną, zapadną się, wbiją się w plecy. Po kaszlu padałam z osłabienia. Doktor jak zajrzała mi w gardło to tylko wykrzyknęła, jakie jest brzydkie. No to mam to samo co Tita, tylko rozwinięte, bo antybiotyk. I oby od teraz dochodzić już do zdrowia, bo mam dość szczepów chorobowych i wirusów przynoszonych ze żłoba.
Tita sporo śpi. Dziś zasnęłam, budzę się wystraszona, a ten przy mnie śpi sobie słodko. Już przed 17 zasypia i śpi. Kto by kiedyś pomyślał.
Wczoraj dwukrotnie spadł z łóżka naszego. Raz weszłam do kuchni, a ten obrócił się dwukrotnie i spadł. No to włożyłam rożek, by uniemożliwić takie akrobacje. Szukam w wysokiej szafce leków, a ten razem z rożkiem spadł ...
Poza tym dostaje jobla w mieszkaniu. Dziś było pięknie na dworze, a wyjść nie można. Dobrze, że wygląda, że jego przebieg choroby jest ciut lepszy niż u mnie.
poniedziałek, 6 października 2014
po lekarzu
Byliśmy u lekarza.
Podgłośniowe (?) wirusowe zapalenie krtani.
Antybiotyku brak, za to bierzemy Groprinosin i Zyrtec. Kropelki.
Znaczy, że w tym tygodniu żłobka brak.
Przebieg choroby może być różny, więc oby nie było gorzej niż teraz.
Podgłośniowe (?) wirusowe zapalenie krtani.
Antybiotyku brak, za to bierzemy Groprinosin i Zyrtec. Kropelki.
Znaczy, że w tym tygodniu żłobka brak.
Przebieg choroby może być różny, więc oby nie było gorzej niż teraz.
niedziela, 5 października 2014
sobota, 4 października 2014
17 miesięcy
Tyle minęło.
Kiedy i dlaczego nie wiem.
Czas biegnie i gna do przodu.
Może to ja jestem coraz starsza i mam takie odczucie??
Ten miesiąc podsumowań będzie inny.
Ostatni miesiąc to rozpoczęcie żłobka.
To szereg plusów, minusów.
To zmierzanie się z wirusami.
To oczekiwanie, co tym razem będzie.
Co tym razem przyniesie wieczór lub noc.
Cóż znowu.
Po tygodniu pobytu w domu chyba w okolicach weekendu miał prawie 38 stopni, więc na kolejny poniedziałek i wtorek został w domu.
Poszedł w środku tygodnia a dziś - sobota zaczął kaszleć i pierwszy raz jakby coś z gardłem miał.
o_O
Dotychczas z wszystkich leków, które miał kupowane to było:
- przeciwból (na zęby)
- żel (na zęby)
- krople do oczu (jako noworodek by przetkać kanalik - nie były skuteczne, zaprzestaliśmy)
- sól morską
- witaminę K i D
We wrześniu pierwszy raz zakupiłam smectę i to z elektrolitami.
Dziś przybyłam z tantum verde i czymś odkrztuśnym.
Kiedyś, w dawnych czasach w żłobkach robili czystki, by mniej dzieci chodziło (i tym samym by było mniej pracy), po spaniu były otwierane okna. Wystarczało.
Dziś u Tity w żłobku lista, która jest od września już ma ileś nazwisk wykreślonych. W piątek przybyło kolejne dziecko. Matki wymiękają i wypisują dzieci.
I ja też wymiękam.
Nie znam tego z autopsji. Starszy rozpoczął przygodę z placówkami jako dziecko blisko 3 letnie. Miał już inną odporność organizmu. Raz na jakiś czas coś przyplątywało się, najczęściej jakiś katar.
A Tita przez ten wrzesień nawet nie wiem, czy więcej chodził do żłobka, czy był w domu.
Ale plusy żłobka są.
Chętnie siedzi na nocniczku i ostatnio coś tam zrobił.
Pięknie je jedzonko, jest bardzo chętny na jedzenie i ładnie opróżnia miseczki.
Ma sporo wrażeń w żłobku, aż tyle, że bywa, że o 16.30 zasypia już na noc.
Wczoraj widziałam jak dzieciaczki siedzą na ławeczce jedno obok drugiego w oczekiwaniu na chrupek kukurydziany. Cudowny widok.
A Luby ostatnio troszkę później go zawiózł i natrafił już na jakiś program z muzyką. Coś się działo za drzwiami.
Nie jesteśmy w stanie zapewnić mu w domu takiego programu. Nawet jak ja czy Luby z nim jesteśmy to musimy posprzątać, umyć naczynia, poprać, ugotować, upiec, iść na zakupy, napisać pismo. A tam w blokach tematycznych zgodnie z rozkładem mają zajęcia, panie na zapleczu nie mają tarki do prania, garnka na kuchni i ubrań do przeprasowania. Mają tylko dzieciaczki.
A jedzenie naprawdę jest urozmaicone. I nie byłabym w stanie tak różnorodnie każdego dnia przygotowywać posiłków. Sama bym chciała to jeść. Jak powiedziała ostatnio przedszkolanka, te porcje są tak duże, że sama by się nimi najadła.
Kumpela oddała swoją córkę do innego żłobka też w tym samym terminie. Jak się widzimy, to pytamy się, tym razem co? U niej teraz córka była też w domu, bo gorączka. Wcześniej wysypka. W jej żłobku była teraz szkarlatyna. W innym bostonka. Na bogato. Od wyboru, do koloru. W żłobku tylko słyszę, jak co chwila kolejne dziecko idzie, wraca, znów idzie i apiać.
Bardzo ciężko mi było oddać malucha do żłobka. Ale teraz lecę po niego na skrzydłach.
W planach na październik mają naukę higieny - mycia rączek i odkładania zabawek po zabawie. I inne. Bo wrzesień był adaptacyjny. Zapoznawczy.
Gdyby tylko małe maluchy nie chorowały. Staremu ciężko chorować, a jak takiemu maleństwu coś jest to serce ściska.
A co poza tym?
Waga nadal koło 12 kg.
Wzrost nie wiem.
Mówić nie chce.
Lubi nas karmić i nawet jeszcze palem popychać, by z kogoś buzi jedzenie nie wyleciało.
Jest pogodniejszy i częściej uśmiecha się.
Nadal uwielbia mleczko.
Nadal nie lubi swojego łóżeczka do snu.
Obudził dziś tatę rzucając na jego plecy ziemię z kawałkiem kwiatka. Bez doniczki.
Jest cudowny.
Kiedy i dlaczego nie wiem.
Czas biegnie i gna do przodu.
Może to ja jestem coraz starsza i mam takie odczucie??
Ten miesiąc podsumowań będzie inny.
Ostatni miesiąc to rozpoczęcie żłobka.
To szereg plusów, minusów.
To zmierzanie się z wirusami.
To oczekiwanie, co tym razem będzie.
Co tym razem przyniesie wieczór lub noc.
Cóż znowu.
Po dwóch dniach pobytu w żłobku dostał katar. Zostało wrzucone na konto żłobka, ale pewnie to przez piątki, bo i przy poprzednich zębach katar nam towarzyszył. Ślini się na potęgę, dziś przez godzinę trzy bluzki miał przebrane. Po miesiącu katar nadal występuje.
W każdym razie po dwóch dniach przez następne 3 dni zostawiliśmy młodego w domu.
Poszedł na kolejny cały tydzień.
I w sobotę tydzień później rodzinnie rozłożyliśmy się jelitówką.
Znowu nie wiadomo, czy to żłobek, czy kumpel z pracy, którego parę dni wcześniej spotkałam i witałam się z nim, podając rękę. Właśnie mówił, że dopiero powstał po jelitówce do życia.
Jelitówka skosiła wszystkich.
Potem jeszcze załatwiłam kumpelę i jej syna kiedy już miałam nadzieję, że nie rozsiewamy paskudztwa polegli też.
Zaliczyliśmy lekarza. Osłuchowo nic nie było, z badań nic nie wynikło. Pisałam - miał dużo pić i elektrolity uzupełniać.Po tygodniu pobytu w domu chyba w okolicach weekendu miał prawie 38 stopni, więc na kolejny poniedziałek i wtorek został w domu.
Poszedł w środku tygodnia a dziś - sobota zaczął kaszleć i pierwszy raz jakby coś z gardłem miał.
o_O
Dotychczas z wszystkich leków, które miał kupowane to było:
- przeciwból (na zęby)
- żel (na zęby)
- krople do oczu (jako noworodek by przetkać kanalik - nie były skuteczne, zaprzestaliśmy)
- sól morską
- witaminę K i D
We wrześniu pierwszy raz zakupiłam smectę i to z elektrolitami.
Dziś przybyłam z tantum verde i czymś odkrztuśnym.
Kiedyś, w dawnych czasach w żłobkach robili czystki, by mniej dzieci chodziło (i tym samym by było mniej pracy), po spaniu były otwierane okna. Wystarczało.
Dziś u Tity w żłobku lista, która jest od września już ma ileś nazwisk wykreślonych. W piątek przybyło kolejne dziecko. Matki wymiękają i wypisują dzieci.
I ja też wymiękam.
Nie znam tego z autopsji. Starszy rozpoczął przygodę z placówkami jako dziecko blisko 3 letnie. Miał już inną odporność organizmu. Raz na jakiś czas coś przyplątywało się, najczęściej jakiś katar.
A Tita przez ten wrzesień nawet nie wiem, czy więcej chodził do żłobka, czy był w domu.
Ale plusy żłobka są.
Chętnie siedzi na nocniczku i ostatnio coś tam zrobił.
Pięknie je jedzonko, jest bardzo chętny na jedzenie i ładnie opróżnia miseczki.
Ma sporo wrażeń w żłobku, aż tyle, że bywa, że o 16.30 zasypia już na noc.
Wczoraj widziałam jak dzieciaczki siedzą na ławeczce jedno obok drugiego w oczekiwaniu na chrupek kukurydziany. Cudowny widok.
A Luby ostatnio troszkę później go zawiózł i natrafił już na jakiś program z muzyką. Coś się działo za drzwiami.
Nie jesteśmy w stanie zapewnić mu w domu takiego programu. Nawet jak ja czy Luby z nim jesteśmy to musimy posprzątać, umyć naczynia, poprać, ugotować, upiec, iść na zakupy, napisać pismo. A tam w blokach tematycznych zgodnie z rozkładem mają zajęcia, panie na zapleczu nie mają tarki do prania, garnka na kuchni i ubrań do przeprasowania. Mają tylko dzieciaczki.
A jedzenie naprawdę jest urozmaicone. I nie byłabym w stanie tak różnorodnie każdego dnia przygotowywać posiłków. Sama bym chciała to jeść. Jak powiedziała ostatnio przedszkolanka, te porcje są tak duże, że sama by się nimi najadła.
Kumpela oddała swoją córkę do innego żłobka też w tym samym terminie. Jak się widzimy, to pytamy się, tym razem co? U niej teraz córka była też w domu, bo gorączka. Wcześniej wysypka. W jej żłobku była teraz szkarlatyna. W innym bostonka. Na bogato. Od wyboru, do koloru. W żłobku tylko słyszę, jak co chwila kolejne dziecko idzie, wraca, znów idzie i apiać.
Bardzo ciężko mi było oddać malucha do żłobka. Ale teraz lecę po niego na skrzydłach.
W planach na październik mają naukę higieny - mycia rączek i odkładania zabawek po zabawie. I inne. Bo wrzesień był adaptacyjny. Zapoznawczy.
Gdyby tylko małe maluchy nie chorowały. Staremu ciężko chorować, a jak takiemu maleństwu coś jest to serce ściska.
A co poza tym?
Waga nadal koło 12 kg.
Wzrost nie wiem.
Mówić nie chce.
Lubi nas karmić i nawet jeszcze palem popychać, by z kogoś buzi jedzenie nie wyleciało.
Jest pogodniejszy i częściej uśmiecha się.
Nadal uwielbia mleczko.
Nadal nie lubi swojego łóżeczka do snu.
Obudził dziś tatę rzucając na jego plecy ziemię z kawałkiem kwiatka. Bez doniczki.
Jest cudowny.
czwartek, 2 października 2014
niedziela, 28 września 2014
Tita
Niesamowite jak taki mały człowiek potrafi wzbudzić ogromne pokłady miłości. Chce tylko zaspokojenia podstawowych swoich potrzeb. Jest mu wszystko jedno, czy ma włosy długie, czy krótkie, czy ma na sobie sukienkę, czy spodnie. Drogie ubranie, czy nie. Czy ma obcięte paznokcie, wyczyszczone uszka i nosek. Czy ma czystą buzię, czy może na niej resztkę jedzenia. Obojętne na to, czy w zakamarkach szyi czają się jakieś skarby. Nie przykryje się kołderką i nie poprawi sobie ubrania, gdy zagnie mu się.
Całkowicie zależne od opiekuna. Ufne. Miłość bezwarunkowa do rodziców.
Słodki głosik dziecięcia. Zanim jeszcze wejdzie w tony nastoletnie. Nacieszyć się nim na zapas. :)) Zapamiętać, by później móc odtwarzać i odtwarzać.
Jak cudownie wtulić w takiego małego smerfa. <3
Ta bezradność rozwala mnie na miliony kawałeczków. Warta jest wszystkiego.
Całkowicie zależne od opiekuna. Ufne. Miłość bezwarunkowa do rodziców.
Słodki głosik dziecięcia. Zanim jeszcze wejdzie w tony nastoletnie. Nacieszyć się nim na zapas. :)) Zapamiętać, by później móc odtwarzać i odtwarzać.
Jak cudownie wtulić w takiego małego smerfa. <3
Ta bezradność rozwala mnie na miliony kawałeczków. Warta jest wszystkiego.
weekendzik
Dwie ciąże. Jedna w XX wieku, druga w XXI.
A tak miało być źle. Jakieś sceny dantejskie, akcje, płacze. Gdzie one są?
I po co takie straszenie? Komu i na co?
Gdy rodziłam po raz pierwszy rzadko kogo było stać na telefon komórkowy, internet był tylko w co którymś domu, a i tak było w nim niewiele.
Gdy rodziłam po raz drugi telefon i net stały się codziennością, nałogiem. Net stał się jednym wielkim spamem, w którym ciężko znaleźć coś cennego. Polacy namiętnie i z pasją wpisują do google dolegliwości, zamiast udać się do lekarza.
Jak to brutalnie powiedział Lem: Gdyby nie internet nie wiedziałbym, że na świecie żyje tylu idiotów.
Będąc w ciąży po raz pierwszy miałam tylko czasopismo Mamo to ja (albo podobne) i w "Oczekiwaniu na dziecko". I mamę, teściową, babcie, ciocie.
Będąc drugi raz w ciąży internet kipiał już dobrymi radami i to co uwielbiają Polacy, straszeniem.
Straszeniem, jak jest w ciąży, jaki będzie poród, jak to trudno będzie po narodzinach.
Net przepełniony jest herezjami dotyczącymi karmienia piersią, gdzie przytaczana jest wiedza naszych babć w zakresie karmienia. Np. że po 6 miesiącu w piersi to jest woda. :))) Jako żywo, syn mój młodszy całymi tygodniami odmawiał i czasami nadal odmawia wszystkiego, co nie jest mlekiem, ale oprócz jelitówki niedawno jakoś ani grama nie schudł. Kaloryczna ta woda.
Że dziecko zanadto się przyzwyczai, bo dziecko mamy kuzyna koleżanki wuja z pracy mojej siostry długo piło pierś i nie chciało zrezygnować. :P Dziecko najlepiej wie, do kiedy potrzebuje mleka mamy. Mój mały smerfik potrzebuje, więc nawet jak przeklinam noce bo budzi się ileś razy, tak wiem, że przetrwam to. Bo karmienie trwa tylko chwilę.
Nie inaczej było ze smoczkiem. Nie dawaj. Zaburza odruch ssania. Powoduje wady zgryzu. Zaburza laktację. Już jedno podanie smoczka (butelki) może zaburzyć! Grzmiał internet. Czasami dołączałam do dyskusji i apelowałam o normalność. Nie ma co siać demagogii. I smoczek jest dla dzieci. Świat nie jest wyłącznie biało - czarny, składa się z wielu kolorów pośrednich.
Nawet nie pamiętam jak to było ze smoczkiem przy starszym synu. Po prostu miał, a potem nie miał. Nie pamiętam nic, więc i traumy być nie mogło. :P
A młodszy? W ubiegłym tygodniu sam odrzucił smoczek. Raz, jak mu wpadł w rączki usiłował nadjeść lateks masując boki dziąsła przez wychodzące piątki.I wywalił. Tylko panie ze żlobka chcą na usypianie smoka. No to dostaną. A tak to smok leży i się kurzy. I nawet nie wiem, gdzie jest.
A tak miało być źle. Jakieś sceny dantejskie, akcje, płacze. Gdzie one są?
I po co takie straszenie? Komu i na co?
Młody miał wyjątkowy weekend. Moje dziecko jadło! Jadło, z moich rąk też. I dynię. I zupę. I kaszę jaglaną. Avocado, jabłko. I świeży sok z marchwi i jabłka. I całą bułkę wczoraj na spacerze. A wszystko opite mlekiem. Ba!
środa, 24 września 2014
codzienność
Dziś po przerwie młody podążył do żłobka.
Jak wracaliśmy stanęliśmy w kolejce (tak mi zasmakowała herbata z miodem u kumpeli, że musiałam go po prostu nabyć) . Stała też kobieta z synkiem w wózku. Dziecko było niezadowolone z postoju (jak i moje,Tita jak czuje zakupy w powietrzu, zaczyna wrzask). Jak siebie zobaczyli tak krzykacze ucichli i zaczęli się obserwować.
- Zobacz, chłopczyk. Ale starszy. - rzekła do synka
- ile ma?
- 16 miesięcy
- a nie, to jednak ty jesteś starszy bo masz 18.
:))
Idziemy dalej. Na osiedlu spotkałam sąsiada z wnuczkiem w wózku. Też takim kilkanaście miesięcy.
- Dwa lata ma? - rzekł do mnie sąsiad
- eeee 16 miesięcy???
- o_O (takie spojrzenie dostałam w odpowiedzi i sobie poszedł).
Coś mi moje dziecię postarzają.
A tak poza tym ...............
Jak wracaliśmy stanęliśmy w kolejce (tak mi zasmakowała herbata z miodem u kumpeli, że musiałam go po prostu nabyć) . Stała też kobieta z synkiem w wózku. Dziecko było niezadowolone z postoju (jak i moje,Tita jak czuje zakupy w powietrzu, zaczyna wrzask). Jak siebie zobaczyli tak krzykacze ucichli i zaczęli się obserwować.
- Zobacz, chłopczyk. Ale starszy. - rzekła do synka
- ile ma?
- 16 miesięcy
- a nie, to jednak ty jesteś starszy bo masz 18.
:))
Idziemy dalej. Na osiedlu spotkałam sąsiada z wnuczkiem w wózku. Też takim kilkanaście miesięcy.
- Dwa lata ma? - rzekł do mnie sąsiad
- eeee 16 miesięcy???
- o_O (takie spojrzenie dostałam w odpowiedzi i sobie poszedł).
Coś mi moje dziecię postarzają.
A tak poza tym ...............
zapachniało jesienią.....
dom pszczółek, ciekawa sprawa :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)














.jpg)



















.jpg)




