Kluska po powrocie z weekendu jak zobaczył kota przybieżył do niego na czworakach. Jego główka znalazła się przed twarzą kotki, po czym otworzył szeroko buzię. Hmm nie uczymy go dawać buzi, więc co to miało być? Cmok czy kanibalizm zwierzęcia? Kot nie ryzykował, co dalej nastąpi, zwiał prędko.
Tita ostatnio budzi mnie w specyficzny sposób. Bardzo oryginalne "aaaa-ja", "aaaa-ja" bo jest wraz z plaskaczem. Syn najpierw próbuje trafić ręką w moją głowę, więc obrywam rączką, a potem zjeżdża ręką po buzi. Mocno zjeżdża. :) I tak ileś razy. Kocha mnie. :P
Dziś rano jak ładował się to oczywiście musiał wcisnąć się w łóżku między rodziców. I jaki uśmiech. Innej opcji nie było.
Wczoraj również umiejętnie wysłał tacie do pracy 5 smsów. :)
Wczoraj też zostawiłam go w wózku nieprzypiętego pod osiedlowym małym sklepikiem. Poszłam tylko totka wysłać. Co chwilę patrzyłam na niego, odwracam się do sprzedawczyni i nagle cień pod nogami. Kurde, nie tylko zwiał z wózka, ale jeszcze dwa schodki pokonał i do środka do sklepu wpadł.
Wyszliśmy dziś na spacerek. Tylko na dół bo pogoda nieciekawa, więc chciałam w każdej chwili móc powrócić. Wypuściłam go z wózka i jakoś dziwnie szedł. Potknął się, więc mówię, by szedł wolniej. Idzie dalej, znów potknięcie. Myślę, że zmęczony, chce mu się spać i stąd to. Ale patrzę ponownie, a tam jego bucik pije wodę, no podeszwa w połowie odkleiła się! W sandałku, który nie ma nawet 2 miesięcy i który nie był z tak najniższej półki, bo z 60 zł kosztował. No to zgarnęłam młodziana i jednak kierunek centrum handlowe i nowe buciki.
Ledwo zdzierżył przymierzenie bucików, ale coś tam kupiłam.
W galerii handlowej jak wypuściłam wbiegał do kolejnych sklepów i czarował oczami sprzedawczynie. Czaruś mały. Również dobiegał do lustra i manekiny oglądać. Na zaplecze też miał ochotę. :)
zasuwam w nowych bucikach
W końcu chciałam, by przystanął i pytam się, gdzie samolot. No to spojrzał do góry i pokazał mi palcem. Patrzę i zaznałam szoku. Bo nigdy nie widziałam, że dach tam jest szklany i widać przez niego niebo. :) Synek mądrzejszy.
a tu sobie wejdę
i pokulam się też ;)
uffff po wielkich akcjach starszy obrócił filmik :D
Wracamy. Minął nas facet na hulajnodze. Miał może z 45 lat i przemknął jak wicher, zaznałam wręcz szoku. o_O
Po drodze powrotnej wypuściłam go na łąkę. Chodził, szarpał roślinność, w końcu parę razy zaliczył upadek na pupę. Ale nadal walczył z naturą i nie poddawał się w chodzeniu. W pewnym momencie włączył marudzenie idzie do mnie przewraca się raz, drugi. Patrzę a tam mrówka na szyi. Zaraz druga i kolejna. Patrzę, a tu ileś mrówek na nim. Zgarnęłam, wyszliśmy z łąki, wróciliśmy do drogi, pozdejmowałam przy drodze ubrania, obejrzałam, wytrzepałam spodnie, skarpetki. Parę z nich musiało ugryźć, bo parę czerwonych obwódek zobaczyłam. Chyba z 40 mrówek z niego ściągnęłam, w większości nie przeżyły pobytu na Ticie! Nie dość, że coś mu wyszło na nóżkach i rączkach, to jeszcze mrówy. Zgarnęłam i pęd ku domu. Po drodze widziałam jeszcze lepsze okazy w trawie, bo jakieś giganty. Pocieszyłam się, że tylko tamte go obsiadły. Młody został natychmiast wykąpany, wysmarowany, dostał cysia i zmęczony padł. Śpi nadal, a ja go oglądam, bo kto to wie, co za dziadostwo go obsiadło.





