środa, 25 czerwca 2014

o najmłodszym

Kluska po powrocie z weekendu jak zobaczył kota przybieżył do niego na czworakach. Jego główka znalazła się przed twarzą kotki, po czym otworzył szeroko buzię. Hmm nie uczymy go dawać buzi, więc co to miało być? Cmok czy kanibalizm zwierzęcia? Kot nie ryzykował, co dalej nastąpi, zwiał prędko.

Tita ostatnio budzi mnie w specyficzny sposób. Bardzo oryginalne "aaaa-ja", "aaaa-ja" bo jest wraz z plaskaczem. Syn najpierw próbuje trafić ręką w moją głowę, więc obrywam rączką, a potem zjeżdża ręką po buzi. Mocno zjeżdża. :) I tak ileś razy. Kocha mnie. :P

Dziś rano jak ładował się to oczywiście musiał wcisnąć się w łóżku między rodziców. I jaki uśmiech. Innej opcji nie było.


Wczoraj również umiejętnie wysłał tacie do pracy 5 smsów. :)

Wczoraj też zostawiłam go w wózku nieprzypiętego pod osiedlowym małym sklepikiem. Poszłam tylko totka wysłać. Co chwilę patrzyłam na niego, odwracam się do sprzedawczyni i nagle cień pod nogami. Kurde, nie tylko zwiał z wózka, ale jeszcze dwa schodki pokonał i do środka do sklepu wpadł. 

Wyszliśmy dziś na spacerek. Tylko na dół bo pogoda nieciekawa, więc chciałam w każdej chwili móc powrócić. Wypuściłam go z wózka i jakoś dziwnie szedł. Potknął się, więc mówię, by szedł wolniej. Idzie dalej, znów potknięcie. Myślę, że zmęczony, chce mu się spać i stąd to. Ale patrzę ponownie, a tam jego bucik pije wodę, no podeszwa w połowie odkleiła się! W sandałku, który nie ma nawet 2 miesięcy i który nie był z tak najniższej półki, bo z 60 zł kosztował. No to zgarnęłam młodziana i jednak kierunek centrum handlowe i nowe buciki.

Ledwo zdzierżył przymierzenie bucików, ale coś tam kupiłam.

W galerii handlowej jak wypuściłam wbiegał do kolejnych sklepów i czarował oczami sprzedawczynie. Czaruś mały. Również dobiegał do lustra i manekiny oglądać. Na zaplecze też miał ochotę. :)

 zasuwam w nowych bucikach



W końcu chciałam, by przystanął i pytam się, gdzie samolot. No to spojrzał do góry i pokazał mi palcem. Patrzę i zaznałam szoku. Bo nigdy nie widziałam, że dach tam jest szklany i widać przez niego niebo. :) Synek mądrzejszy.

a tu sobie wejdę

i pokulam się też ;)


uffff po wielkich akcjach starszy obrócił filmik :D

Wracamy. Minął nas facet na hulajnodze. Miał może  z 45 lat i przemknął jak wicher, zaznałam wręcz szoku. o_O

Po drodze powrotnej wypuściłam go na łąkę. Chodził, szarpał roślinność, w końcu parę razy zaliczył upadek na pupę. Ale nadal walczył z naturą i nie poddawał się w chodzeniu. W pewnym momencie włączył marudzenie idzie do mnie przewraca się raz, drugi. Patrzę a tam mrówka na szyi. Zaraz druga i kolejna. Patrzę, a tu ileś mrówek na nim. Zgarnęłam, wyszliśmy z łąki, wróciliśmy do drogi, pozdejmowałam przy drodze ubrania, obejrzałam, wytrzepałam spodnie, skarpetki. Parę z nich musiało ugryźć, bo parę czerwonych obwódek zobaczyłam. Chyba z 40 mrówek z niego ściągnęłam, w większości nie przeżyły pobytu na Ticie! Nie dość, że coś mu wyszło na nóżkach i rączkach, to jeszcze mrówy. Zgarnęłam i pęd ku domu. Po drodze widziałam jeszcze lepsze okazy w trawie, bo jakieś giganty. Pocieszyłam się, że tylko tamte go obsiadły. Młody został natychmiast wykąpany, wysmarowany, dostał cysia i zmęczony padł. Śpi nadal, a ja go oglądam, bo kto to wie, co za dziadostwo go obsiadło.

post o niczym

Laptop jeszcze nie powstał i możliwe, że nie powstanie. A pisanie na kompie w ciągu dnia jest niemożliwe. Miałabym małego smyka wiszącego na nodze, piszczącego, próbującego się wdrapać i świdrującego dźwiękiem. Już nie piszę o wyrywaniu klawiatury i próby budowania własnych wyrazów. A wieczorem, kiedy w końcu zasypia jestem już tak zmęczona, że wena na pisanie jest stokroć mniejsza, albo wcale jej nie ma, ale nic nie poradzę.

Usiłowałam dziś wieczornie ogarnąć chaos po przyjeździe, ale mój syncio tak nie uważał. Jedna z prób umycia przeze mnie naczyń zakończyła się wyrzuceniem za okno pilota od dekodera. Lot pilota z 10 piętra. Cóż, działa jeszcze, chociaż gruchocze ... Dobrze, że upadek był na trawę.

Dziś pojechałam z synkiem pozałatwiać parę spraw. Uwielbiam to.

Wyjście, pogoń za nim do schodów, bo gna i nie zatrzymuje się.

Wózek, wyjście, schody, do auta.

Pakowanie  młodego do fotelika, zapinanie, składanie wózka do bagażnika, wkładanie, jazda, wyciąganie wózka, rozkładanie, wypinanie dziecka z fotelika, wkładanie dziecka do wózka, jazda i ponownie to samo.

Miałam nadzieję, że gdzieś zaśnie w międzyczasie, a ja otworzę smaczną książkę o PRL i poczytam.

To jest straszne, że ja, mól książkowy w tym roku kalendarzowym przeczytałam JEDNĄ KSIĄŻKĘ. W głowie nie mieści mi się to. I co prawda młody zasnął, ale niestety chęć zrobienia klapen dupen na ławkę okazał się niemożliwością, bo lunęło nadto z nieba. Dobrze, że przypomniałam sobie o gustownym wdzianku w bagażniku, który zostawiła podelegacyjnie teściowa z naszego wspólnego wyjazdu w kwietniu. Kiedyś w dawnych czasach płaszcze przeciwdeszczowe jednorazówki kupowało się w kiosku ruchu. To były czasy. I pomykałam wczoraj w tym jakże gustownym wdzianku. Czułam się niczym lekarz z Leśnej Góry. Może tylko trochę mniej elegancko. :P


Wizyta u dziadków zaliczona.
z babcią


Wizyta na pokazie starych aut zaliczona.  :)

niezłe autko ;P
 ale wiary było :P

piątek, 20 czerwca 2014

piątek - to lubimy :)

Synek młodszy śpi. Dziś na spacerku wpadł w ogromną radość na widok długowłosego rudego psa. Pies się kulał, skakał, podskakiwał, wbiegał na trawnik. Dziecię za nim biegało w piskach radości, okrzykach i odgłosach takich, że nie potrafiłabym powtórzyć. Nie wiem, kto bardziej cieszył się :P. Dźwięki Tita potrafi wydawać takie, że inni, obcy ludzie uśmiechają się przyjaźnie i cieszą. Usłyszałam dziś, że młody jest odważny.
Tiaaaa, aż do momentu kiedy natrafi na psa, który nie będzie lubił dzieci i go wystraszy.
Póki co jednak z jego strony jest afekt głęboki w kierunku psów, a i kot domowy dostaje sporą dawkę uczucia.

Starszy na kompie. Muszę przyznać, że dorasta chłopak. Powoli widzę w nim siebie i cieszy mnie to. Umie załatwić swoje sprawy, zakręcić się tu i tam. Dziś pojechał na policję zarejestrować swój rower, który dostał na dzień dziecka (no dobra, nie na dzień dziecka, tak się złożyło, że zakup wypadł w tym dniu xD).
 I nic to, że wyszło na moje, bo potrzebna była jednak osoba pełnoletnia, nie miał obawy pójść sam  załatwiać i pytać. W tym miesiącu zajął się już zarobkowaniem na własne potrzeby. Jak zostaje w domu (bo w tym wieku nie jeździ się już z rodzicem) to sam idzie po produkty i ugotuje sobie obiad. Pozałatwiał sobie stopnie tak, że lepiej by mi się to nie udało. I ma odwagę mówić, co myśli. Jest szansa, że nie zostanie wdeptany w ziemię w tym świecie, gdzie miejsce jest tylko dla tych, co łokciami potrafią rozpychać się.

Dziś tak zakręcona przyleciałam po pracy, że usiłowałam zamiast kodu do domofonu wbić kod od ksero w pracy. A ponoć już nie jestem blondynką. :) No i na wejściu usłyszałam, że młody daje czadu od kilku godzin .... Hmm na mojej zmianie nic się nie działo. I nawet spał. W domu spał wieczorkiem!!

Młody jest w tak rozkosznym etapie teraz. Sama słodycz. Czasami zastanawiam się, jakim cudem ten cud się pojawił u mnie. Skąd wziął się szkrab co drepcze po mieszkaniu? Skąd akcesoria dziecięce, wózek? Po tylu latach taka niespodzianka, która tak wywróciła mój świat do góry nogami. Czasami wydaje mi się to jak sen. Który minie.

Zatrzymać czas, by tak nie pędził. Tylko jak to zrobić?

czwartek, 19 czerwca 2014

parę słów o szkodach

Mój laptop padł. No dobra, nie mój, ale dostałam na własny użytek. I padł. Utopił się. W piwie. To znaczy ja go utopiłam.
Bardzo zgrabnie przenosiłam wczoraj Titę do spania. Karmi słodkie popłynęło, wpłynęło i zostało .... Jak przechyliłam lapka wylewało się z niego.

Moi informatycy zabrali się dziś za naprawę. Jeden informatyk amatorski, drugi mam nadzieję in spe. Parę godzin w plecy.
No i mam wizję na lapku. Patrzę na ekran i jest nawet net. Ale klawiatura nie działa. Więc zrobili mi tak, że tu patrzę, a na innej, odrębnej, bezprzewodowej klawiaturze piszę.  Cud miód.

Z innych szkód Tita zerwał mi dziś łańcuszek. Pił sobie cycka i jakoś go korciło i rączki wyciągały się, łańcuszek schowałam, ale za którymś razem nie udało się.

W weekend synek w gościach urwał karnisz. Aż wyrwało się ze ściany. Jak zaliczył potknięcie to poleciał wraz z owym karniszem i firanką.

Szkody, szkody, szkody.

Ostatnio młodzian na spacerku przyuważył mrówki. Patrzył intensywnie z pozycji na kucki, ale dał im spokój. :) Po czym chodząc po schodach przyuważył robala. Robal nie miał tyle szczęścia. Szybko paluszek przycisnął go do schodka i to tyle opowieści.


pomykanie po trawie

Nagrywanie spacerków szybko muszę kończyć, bo nie wiem, na jaki pomysł wpadnie i gdzie młodzian popędzi.

Dziś wolny dzień, można było naładować bateryjki. Weekend za pasem i może znowu czeka nas wyjazd. :))

wtorek, 17 czerwca 2014

O jedzeniu słów kilka


Dziś babcia dawała wnuczkowi kompot pomimo że mówiłam, żeby nie dawała. Pytam, po co Ticie cukier?? Ksiądz swoje, organista swoje. A na to ogórek małosolny. No to mówię, że rewoltę będzie miał. Po kąpaniu w ciągu paru minut dwa pampki musiałam zmienić, bo oczywiście rewolucja... Ale co tam, babcia wie lepiej. Ręce mi opadają ... albo już opadły.

Dobrze, że razem nie mieszkamy, bo by mnie trafiło. A tu przyniesie lizaka, a tu wspomni, że loda dała spróbować, mimo że wie, że nie życzymy sobie wprowadzania jej diety w życie naszego synka. Bo tylko troszkę dała ://

I mogę sobie mówić i wie, że nie ma robić. I nie wiem, jak nazwać taką czystą złośliwość... Żeby tylko postawić na swoim...

z babcią na huśtawce


poniedziałek, 16 czerwca 2014

padam, padam

Weekend, weekend i po weekendzie. Rodzina odwiedzona, kontakt z kuzynami i kuzynką zaliczony. Dla statystyk: trzylatek, dwulatek, trzylatek, ośmiolatek i 9 miesięczna panna.
Kuzynka, młodsza o 4 miesiące wpatrywała się w niego jak w obraz, wczepiała rączkami, szczypała, a jak sfrustowana była, że nie umie za nim popędzić i nóżki nie chcą się odepchnąć.I wydawała dźwięki: "u", "u", "u" wyrywając się do niego. :))
Wujek też był boski, biegał za młodym zaoferowany i przestraszony bo tu schody, tu nierówno, tu że się wywraca. I do mnie "opiekujesz się nim", "patrz na niego" ;P.
A Tita chodzi całymi dniami, bez przerwy, non stop. Wstaje, wchodzi, idzie, schodzi. Siada, wstaje, idzie. I czasami wywróci się. I nie da się za nim cały czas chodzić. Fizycznie nie da. A dzięki upadkom nauczy się opanować grawitację i pokonywać nierówności. Jak chodzić, by nie wywracać się. Nie nauczy się jak ktoś jak w kloszu będzie traktował i trzymał za rączkę bądź na rękach. I usuwał przeszkody z drogi.

Niestety na mojej zmianie ostatnio nie chce spać. Od 13.40 do 21 lub 22 jest bez snu. Przemęczony, ale spać nie zamierza. Za to krzyczeć i jęczeć wrzeszczeć lub płakać dlaczego nie? Dziś jeszcze doszła akcja zęby, bo znowu rączki pakuje do buzi, widać już wszystkie trójki gotowe do przebijania się... Siły, przybywajcie do mnie.

Dziś sama sobie zaaplikowałam przeciwbóla. Myślałam, że głowa pęknie mi, ja, wróg tabletek przez wieczór łyknęłam trzy, w tym dwie w mieście.

Gdyby dziś zobaczyła mnie super niania to zakwalifikowałaby mnie do programu dla sfrustrowanych rodziców, tu głowa eksplodowała, a z wózka dobywał się wrzask, niesłabnący wrzask. Więc gdyby ktoś słyszał sfrustrowanego rodzica ze słowami i to nie cichymi "przestań wrzeszczeć" to będę to ja. Jak już tabletki zaczęły działać uspokoiłam się.

Poza tym dzisiaj synek wyrzucił smoczka z balkonu, maszerowali na dół z tatą. :)

Młody rozbawił mnie dziś. Rozumie coraz więcej co do niego mówię. Mówię, by podał mi komórkę moją - rzucił ją wcześniej na podłogę. Obok leżała jego komórka. Zabawka. Nie zrozumiał. No to mówię, że ma mi podać "halo, halo". Idzie, zbiera obie komórki z podłogi. Mi dał zabawkę, sobie zostawił oryginalną komórkę. :PP

śpiące dziecko - najcudowniejszy obraz :)


uwielbiam schody - to mój top one 

też bym chciał mieć takie kulki w domu do zabawy 

dzisiejsze szaleństwo w mieście ;)

a tu mama sfrustrowana usypia mnie już i pada z braku sił, a do domu daaaleko




piątek, 13 czerwca 2014

To i owo

- nie marudź...
- mówiłaś do mnie?
- a do kogo?
- myślałem, że do piekarnika,

Ci faceci. :P

13-tego w piątek kończy się, jak ktoś jest przesądny.

Dwa ostatnie dni to moje masakryczne zmęczenie, musiałam po pracy położyć się spać, bo nie wyrobiłam.
Dziś usiłowałam po południu młodego uśpić, ale ani mu się śniło spać. Wczoraj nie spał po południu do 22 godziny ani pół minuty. Dziś byłam tak zmęczona, że usiłowałam pomóc mu zasnąć, żeby pospać razem z nim. Młodzian urzędował po mieszkaniu i trzaskał u brata szufladami, szafką, jednego grosza wyciągnęłam z jego buzi. Spać nie zamierzał. Przychodził tylko do źródełka wypić świeże mleko i ponownie oddalał się. I przysnęłam. Jak przebudziłam się ogarnęło mnie przerażenie co z młodym, a ten przyszedł do mnie jak spałam, położył się w poprzek na łóżku i spał koło mnie :).

Dopiero koło 19.30 wybyliśmy do sklepów na zakupy zaopatrzyć się w pieluchy. Kupiłam smoczek ale w takim kolorze, by w łóżeczku w końcu go widzieć. Szukania smoczka do snu mam dosyć. :)

Teraz jest blisko północ a ja sobie zajadam szpinak w cieście francuskim. I jakieś berlinki w cieście. Gorące jeszcze. ;) Cóż, jak kocha się jeść to co zrobić. Cóż że 62 kg znów na wadze jest, muszę to jakoś przełknąć. :)

Młody na dworze poczynia sobie znakomicie. Pokonuje już górki w dół (w górę nadal traci równowagę), po stopniach jak wchodzi  szuka oparcia więc albo wchodzi na stojąco, albo gdy uzna, że to niebezpiecznie to na czworakach mknie. Dziś usiłując wejść po schodach uznał, że na żywopłocie nie ma co opierać się. :)
Ale jak biegł w kierunku schodów niczym prawdziwy Indianin wydając odgłosy stracił równowagę i runął do przodu. Podniosłam go i patrzyłam tylko, czy zębów nie wybił. Chyba mu jakiś kask na głowę zakupię, bo te zęby i możliwość wybicia nieustannie mnie martwią.

Ciekawi mnie też fakt, że wypuszczony z wózka ZAWSZE chce iść w innym kierunku, niż zaplanowałam, lub gdzie jest domostwo. Ma talent w tym zakresie. Ciężko go przekonać, by ruszył w kierunku właściwym, kończy się przeważnie, że ładuję kawalera pod pachę i idziemy lub do wózka. :)

Starszy na turnieju gier. ;) Dziadkowie go zgarnęli po pierwszym dniu na noc. Przynajmniej jestem spokojna. Rok szkolny zmierza ku zakończeniu. Jak na szkołę średnią daje radę, aż w szoku jestem. :)

Jutro wybywamy na wieś do rodzinki. Zabieramy mamę. Ciekawe, czy wytrzymamy ze sobą. :D

środa, 11 czerwca 2014

akcja ćma

Przed chwilą zakończyła się akcja ćma. Wyjątkowo dorodna, opasła i obrzydliwa wleciała teraz, po północy i chyba chciała w ciepełku pobyć.

Kot dostał amoku ze szczęścia, z błyskiem w oku urządził polowanie zrzucając wszystko co się dało.

Dwie osoby dorosłe również rzuciły się w pogoń.

I nikt nie mógł złapać.

Że też synek nie obudził się ..... zaiste niepojęte.


Mogę śmiało iść spać, trup wbity w ścianę, to obrzydlistwo w nikogo nie wleci.

Dobranoc.




wtorek, 10 czerwca 2014

codzienność

Z cytatów Starszego.
Kartka na musztardzie napisana przez syna. "Musztarda X (tu imię). Kto dotknie, odkupuje dwie".
:P Cykliczne wojny w domu o ketchup i musztardę. Ciężko załapać się, bo znikają jak powietrze i potem jest wojna kto zjadł i kto je więcej. Mnie w to proszę nie mieszać, bo trudno mi załapać się raz na jakiś czas...

Albo taki tekst: "Dlaczego wyprałaś bluzę bez konsultacji ze mną?". 
Nie ukrywam, opadłam z sił ...

Dziś w końcu definitywnie ostatnia czwórka zębowa Młodego stała się namacalna i wyczuwalna, a nie tylko widoczna. Ostatnia do kompletu.

A w tygodniu obcięłam włoski jemu. Na tyle, na ile pozwolił, bo już patrzeć nie mogłam na szopę na głowie. Wczesny Beethoven albo Późny Mozart, jak to Tatuś do niego mawiał. :) Dla mnie podchodziło pod Wodeckiego. ;)

Teraz śpi snem sprawiedliwego, ale usypianie trwa i trwa i trwa. I położy się na chwilę i reaktywacja. Bo ta mama najlepiej gdyby obok położyła się i już spała.

Dziś sprzedałam swoje autko. Moja Kaśka poszła pod młotek. I jakoś trochę żal ...

potrafię niezły bałagan zrobić, płyty książki lecą,
hmm, gdzie druga skarpetka??

poniedziałek, 9 czerwca 2014

weekend

Tesco
Do personelu w sklepie. Dużym hipermarkecie.
- czy jest czarna soczewica?
- a do czego to jest? (pani nr 1)
- yyy do jedzenia ?????!!!!!!
- nie wiedziałam nawet że czarna istnieje (pani nr 2)

Weekend minął upalnie. Byliśmy w oba dni nad jeziorem. Tita ochoczo wbiega do wody i kąpie się.  Nie boi się wody, jest radosny i szczęśliwy. Aż krzyczy i piszczy z zachwytu.

Tym razem tata jest już jest czujny. Ich pierwszy spacer nad jeziorkiem niedawno temu zakończył się tym, że synek zgubił czujność taty i zanurkował w jeziorze w ubraniu. Co prawda tata usiłował synka jeszcze łapać, ale synek biegł szybciej niż tato :P. Teraz tata uważa już na możliwości synka.

Wczoraj wieczorem Tita przeszedł samego siebie. O 23.30 jeszcze nie spał! Myślałam, że stanę obok, wyjdę z siebie i zagryzę wszystkich. Po 22 zrzucił jeszcze mój kubek po kawie, rozpadł się w drobny mak, więc był włączany odkurzacz.  Świdrujące krzyki wczoraj nie działały na mnie dobrze.  Oczywiście resztki mojej krzyżówki z Angory razem z gazetą zostały zmasakrowane do końca. Również usiłował je wieczornie spożyć.

By tak oddał swojej mamie energię, a tu nic. Nie ma sprawiedliwości w przyrodzie. :P

O 23.35 zasnął .. by obudzić się przed pierwszą.  A potem jeszcze ileś razy. 

Szelma mała. :))


wtorek, 3 czerwca 2014

pierwszy raz / 13 miesięcy

To mój pierwszy blog. Moje pierwsze stawiane kroki w sieci. Czy udolne, czy nieudolne nie wiem.
Chcę zachować ulotną rzeczywistość. Zapisać ją.

Jestem mamą dwóch synów. Starszy jest starszy i raczej rzadko będzie pojawiał się w moich opowieściach, ceni sobie prywatność.
Młodszy kończy dziś 13 miesięcy i na swoje stare lata zwariowałam na jego punkcie.

Zapisuję skrzętnie każdą nową umiejętność. Sprawia mi to ogromną radość. I to będzie w większości blog o młodszym synku.

Trzynasty miesiąc okazał się przełomowy w życiu synka.

Przełomowy, bo pierwszy raz w życiu złapał chorobę - pojawiła się pierwszy raz gorączka. Zawitała na niecałą dobę i zniknęła. Znikąd przyszło, donikąd poszło. Co to miało być, nie wiem.

Przekonał się do swojego autka, co dostał na prezent na roczek. Już się nim bawi i się go nie boi.

Zaczął biegać i przeraża mnie to bo jak raczkowanie i chodzenie odbywało się w miarę bezkolizyjnie, tak biegi urządza jak torpeda. Do tego jeszcze włączone wchodzenie na próg w kuchni i schodzenie, byle szybciej, szybciej. Siniaki i obicia witajcie w nasze progi.

Na dworze coraz lepiej pokonuje nierówności terenu. Śmiało można by z nim na małe górki jechać. Jest pasjonatem wspinaczek, stawiania sobie wyzwań i pokonywania ich. Progi i stopnie są najmilej widziane. Uwielbia i nie ominie jak kilka razy nie spróbuje wejść i zejść.

Wczoraj trenował chodzenie do tyłu.

Trenuje pilnie wchodzenie na stół.

Pozaklejana jest kolejna szafka, wcześniej dekoder, kontakty, poblokowane są szuflady. Ba, światło w kuchni jest zaklejone. :)

Zaczął być bardziej społeczny. Wczoraj na zapytanie o auto przypchał swoje auto.
Gdy ubieram się do pracy lub wyjścia, przynosi swoje buciki.
Próbuje ze mną dyskutować. Lubi rozmowy i wtedy zaczyna swoje aaa na różnych częstotliwościach.
W mowie: mama i baba. To najczęściej. Od wczoraj znów trenuje słowo tata. Dada. Zlepki jakieś, dziś jedne brzmiały na dziadzia. Czasami uda mu się wypowiedzieć imię starszego brata.

Do mojego cycka też gada. Gardłuje rrrrrrr do niego. Co to ma znaczyć, nie wiem. Pewnie, że dobre i smakuje. ;)

W nocy nadal budzi się i budzi i nie ma opcji, że mnie nie ma. Dopóki nie wrócę trwa płacz i wrzask.

Zębów 11. Dwunasty wychodzi i wychodzi. Mamy jedynki i dwójki i czwórki (w tym ta leniwa co się przebija i przebija), ale już górne trójki widzę.

I śpi już sobie. Aż do pierwszej z kilku pobudek nocnych.

kotki, wychodzić do mnie!!