Miejsce: mieszkanie
Czas: październik 2014 r.
Obsada: ja i Luby
Scenografia: pokój. Wieczorny bałagan. My koło siebie. Przed nami stół, przed Lubym estetyczne szczątki makreli w folii, obgryziona marchewka
zostawiona przez młodego, nadgryzione ciastko. I puszka piwa.
Wieczór. Pełen romantyzm. Ja stukam w pasjansa pająka na laptopie. Luby wpatruje się tępo w tv i przysypia. Młody śpi, relaks, przytłumione dźwięki.
Nagle w moją zadumę wkraczają dziwne dźwięki.
Takie przeponowe:
buuuuu
buuuuuuuuuu
buuuuuuuuuuuuuuu
(coś w rodzaju buczenia barana lub pierwszych prób posługiwania się mową ludzką)
Obracam się z niedowierzaniem, a tu inżynier Mamoń z całkowitą powagą udziela mi instrukcji dźwiękowej redukcji biegów w motocyklu.
Marek Piwowski nie zawstydził by się tej sceny w kontynuacji Rejsu.
Ja odpłynęłam i makijaż ze śmiechu też mi spłynął. Jakby ktoś był zainteresowany posiąść wiedzę w zakresie słuchowym, służę odpowiedzią. Ćwiczyłam pilnie buuuuuu. Zapisuję się na egzamin. Już na jedno pytanie motocyklowe znam odpowiedź. :DDD

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz