Niesamowite jak taki mały człowiek potrafi wzbudzić ogromne pokłady miłości. Chce tylko zaspokojenia podstawowych swoich potrzeb. Jest mu wszystko jedno, czy ma włosy długie, czy krótkie, czy ma na sobie sukienkę, czy spodnie. Drogie ubranie, czy nie. Czy ma obcięte paznokcie, wyczyszczone uszka i nosek. Czy ma czystą buzię, czy może na niej resztkę jedzenia. Obojętne na to, czy w zakamarkach szyi czają się jakieś skarby. Nie przykryje się kołderką i nie poprawi sobie ubrania, gdy zagnie mu się.
Całkowicie zależne od opiekuna. Ufne. Miłość bezwarunkowa do rodziców.
Słodki głosik dziecięcia. Zanim jeszcze wejdzie w tony nastoletnie. Nacieszyć się nim na zapas. :)) Zapamiętać, by później móc odtwarzać i odtwarzać.
Jak cudownie wtulić w takiego małego smerfa. <3
Ta bezradność rozwala mnie na miliony kawałeczków. Warta jest wszystkiego.
niedziela, 28 września 2014
weekendzik
Dwie ciąże. Jedna w XX wieku, druga w XXI.
A tak miało być źle. Jakieś sceny dantejskie, akcje, płacze. Gdzie one są?
I po co takie straszenie? Komu i na co?
Gdy rodziłam po raz pierwszy rzadko kogo było stać na telefon komórkowy, internet był tylko w co którymś domu, a i tak było w nim niewiele.
Gdy rodziłam po raz drugi telefon i net stały się codziennością, nałogiem. Net stał się jednym wielkim spamem, w którym ciężko znaleźć coś cennego. Polacy namiętnie i z pasją wpisują do google dolegliwości, zamiast udać się do lekarza.
Jak to brutalnie powiedział Lem: Gdyby nie internet nie wiedziałbym, że na świecie żyje tylu idiotów.
Będąc w ciąży po raz pierwszy miałam tylko czasopismo Mamo to ja (albo podobne) i w "Oczekiwaniu na dziecko". I mamę, teściową, babcie, ciocie.
Będąc drugi raz w ciąży internet kipiał już dobrymi radami i to co uwielbiają Polacy, straszeniem.
Straszeniem, jak jest w ciąży, jaki będzie poród, jak to trudno będzie po narodzinach.
Net przepełniony jest herezjami dotyczącymi karmienia piersią, gdzie przytaczana jest wiedza naszych babć w zakresie karmienia. Np. że po 6 miesiącu w piersi to jest woda. :))) Jako żywo, syn mój młodszy całymi tygodniami odmawiał i czasami nadal odmawia wszystkiego, co nie jest mlekiem, ale oprócz jelitówki niedawno jakoś ani grama nie schudł. Kaloryczna ta woda.
Że dziecko zanadto się przyzwyczai, bo dziecko mamy kuzyna koleżanki wuja z pracy mojej siostry długo piło pierś i nie chciało zrezygnować. :P Dziecko najlepiej wie, do kiedy potrzebuje mleka mamy. Mój mały smerfik potrzebuje, więc nawet jak przeklinam noce bo budzi się ileś razy, tak wiem, że przetrwam to. Bo karmienie trwa tylko chwilę.
Nie inaczej było ze smoczkiem. Nie dawaj. Zaburza odruch ssania. Powoduje wady zgryzu. Zaburza laktację. Już jedno podanie smoczka (butelki) może zaburzyć! Grzmiał internet. Czasami dołączałam do dyskusji i apelowałam o normalność. Nie ma co siać demagogii. I smoczek jest dla dzieci. Świat nie jest wyłącznie biało - czarny, składa się z wielu kolorów pośrednich.
Nawet nie pamiętam jak to było ze smoczkiem przy starszym synu. Po prostu miał, a potem nie miał. Nie pamiętam nic, więc i traumy być nie mogło. :P
A młodszy? W ubiegłym tygodniu sam odrzucił smoczek. Raz, jak mu wpadł w rączki usiłował nadjeść lateks masując boki dziąsła przez wychodzące piątki.I wywalił. Tylko panie ze żlobka chcą na usypianie smoka. No to dostaną. A tak to smok leży i się kurzy. I nawet nie wiem, gdzie jest.
A tak miało być źle. Jakieś sceny dantejskie, akcje, płacze. Gdzie one są?
I po co takie straszenie? Komu i na co?
Młody miał wyjątkowy weekend. Moje dziecko jadło! Jadło, z moich rąk też. I dynię. I zupę. I kaszę jaglaną. Avocado, jabłko. I świeży sok z marchwi i jabłka. I całą bułkę wczoraj na spacerze. A wszystko opite mlekiem. Ba!
środa, 24 września 2014
codzienność
Dziś po przerwie młody podążył do żłobka.
Jak wracaliśmy stanęliśmy w kolejce (tak mi zasmakowała herbata z miodem u kumpeli, że musiałam go po prostu nabyć) . Stała też kobieta z synkiem w wózku. Dziecko było niezadowolone z postoju (jak i moje,Tita jak czuje zakupy w powietrzu, zaczyna wrzask). Jak siebie zobaczyli tak krzykacze ucichli i zaczęli się obserwować.
- Zobacz, chłopczyk. Ale starszy. - rzekła do synka
- ile ma?
- 16 miesięcy
- a nie, to jednak ty jesteś starszy bo masz 18.
:))
Idziemy dalej. Na osiedlu spotkałam sąsiada z wnuczkiem w wózku. Też takim kilkanaście miesięcy.
- Dwa lata ma? - rzekł do mnie sąsiad
- eeee 16 miesięcy???
- o_O (takie spojrzenie dostałam w odpowiedzi i sobie poszedł).
Coś mi moje dziecię postarzają.
A tak poza tym ...............
Jak wracaliśmy stanęliśmy w kolejce (tak mi zasmakowała herbata z miodem u kumpeli, że musiałam go po prostu nabyć) . Stała też kobieta z synkiem w wózku. Dziecko było niezadowolone z postoju (jak i moje,Tita jak czuje zakupy w powietrzu, zaczyna wrzask). Jak siebie zobaczyli tak krzykacze ucichli i zaczęli się obserwować.
- Zobacz, chłopczyk. Ale starszy. - rzekła do synka
- ile ma?
- 16 miesięcy
- a nie, to jednak ty jesteś starszy bo masz 18.
:))
Idziemy dalej. Na osiedlu spotkałam sąsiada z wnuczkiem w wózku. Też takim kilkanaście miesięcy.
- Dwa lata ma? - rzekł do mnie sąsiad
- eeee 16 miesięcy???
- o_O (takie spojrzenie dostałam w odpowiedzi i sobie poszedł).
Coś mi moje dziecię postarzają.
A tak poza tym ...............
zapachniało jesienią.....
dom pszczółek, ciekawa sprawa :)
wtorek, 23 września 2014
O przedsiębiorczości
Syn dzisiaj poinformował mnie, że codziennie od kolegi z klasy odkupuje jedną bułkę.
Po zakończeniu miesiąca ma koledze za odżywianie zapłacić 20 złotych. :PPP
Fajne jest w tym to, że ową bułkę za zeta przygotowuje dla syna jakaś mama.
Na pewno nie z myślą, że jej syn będzie handlował otrzymanym śniadaniem.
A tak główka pracuje. Chłopacy zadowoleni.
Jeden nie jest głodny, drugi ma coś w kieszeni.
Jakieś pytania? :DD
Po zakończeniu miesiąca ma koledze za odżywianie zapłacić 20 złotych. :PPP
Fajne jest w tym to, że ową bułkę za zeta przygotowuje dla syna jakaś mama.
Na pewno nie z myślą, że jej syn będzie handlował otrzymanym śniadaniem.
A tak główka pracuje. Chłopacy zadowoleni.
Jeden nie jest głodny, drugi ma coś w kieszeni.
Jakieś pytania? :DD
matka Polka wraca ze sklepu
poniedziałek, 22 września 2014
przeżycia małe i duże
Po 40 latach wygraliśmy w siatę! Mistrzostwo świata. oooooo
A ja tu zamiast przed TV to na koncercie BS.
Wejście do Areny było magiczne.
Jakby człowiek cofnął się w latach.
I znowu był nastolatkiem.
I znów szalał w pogo przy różnych zespołach.
Armia.
Proletaryat.
Kult. Przede wszystkim Kult.
Republika.
Kobranocka.
Aż buzia uśmiechnęła mi się do wspomnień, pomimo że dojazd był tragiczny. Korek i brak możliwości skrętu, brak miejsc do zaparkowania i zostawienia auta, wrrr. Zostawiłam, gdzie nie wolno i niczym na maratonie pobiegłam, by niczego nie stracić.
Byli cudni.
A poza tym życie toczy się dalej. Wśród zrywów, jak rano, no ale cóż zrobić, cóż. :PP
Dziś przekonałam się, że pieniądze leżą na ulicy. Dwie dychy po prostu tak sobie leżały. W podmuchach wiatru nie odleciały. Owszem grosze w życiu znajdowałam, ale w papierku? hihi
A ja tu zamiast przed TV to na koncercie BS.
Wejście do Areny było magiczne.
Jakby człowiek cofnął się w latach.
I znowu był nastolatkiem.
Armia.
Proletaryat.
Kult. Przede wszystkim Kult.
Republika.
Kobranocka.
Aż buzia uśmiechnęła mi się do wspomnień, pomimo że dojazd był tragiczny. Korek i brak możliwości skrętu, brak miejsc do zaparkowania i zostawienia auta, wrrr. Zostawiłam, gdzie nie wolno i niczym na maratonie pobiegłam, by niczego nie stracić.
Byli cudni.
A poza tym życie toczy się dalej. Wśród zrywów, jak rano, no ale cóż zrobić, cóż. :PP
szukam skarbów
harlekiny pójdą tam gdzie ich miejsce
równamy krok! równamy!
heeeelp!!!! help me!!!!
na dworze
Dziś przekonałam się, że pieniądze leżą na ulicy. Dwie dychy po prostu tak sobie leżały. W podmuchach wiatru nie odleciały. Owszem grosze w życiu znajdowałam, ale w papierku? hihi
niedziela, 21 września 2014
Lekcja biologii
Wleciał dziś do nas motyl.
Cudny. Piękny. Żółty.
Na X piętro.
W przededniu początku jesieni taki cud.
Zachwycona natychmiast zamknęłam okno, by motylka pokazać Ticie. To był błąd.
W tym samym momencie kot w amoku dopadł motylka i nadgryzł go, uciekając z nim w pysku.
Po jakimś czasie młody znalazł biedaka nadżartego, ruszały mu się jeszcze skrzydełka... Tita trzymał go w swoich rączkach.
Musiałam dobić. :((
Silniejszy pokonuje słabszego.Motyl nie miał szans.
Koniec lekcji biologii.
Happy end nie ma.
Cudny. Piękny. Żółty.
Na X piętro.
W przededniu początku jesieni taki cud.
Zachwycona natychmiast zamknęłam okno, by motylka pokazać Ticie. To był błąd.
W tym samym momencie kot w amoku dopadł motylka i nadgryzł go, uciekając z nim w pysku.
Po jakimś czasie młody znalazł biedaka nadżartego, ruszały mu się jeszcze skrzydełka... Tita trzymał go w swoich rączkach.
Musiałam dobić. :((
Silniejszy pokonuje słabszego.Motyl nie miał szans.
Koniec lekcji biologii.
Happy end nie ma.
piątek, 19 września 2014
piątek
Czuję się jak w Ferdydurce. W świecie absurdu i obłędu.
Mój poziom agresji wzrasta.
Nadto Tita ma trudne dni. Znowu są krzyki, jęki bez przerwy, non stop. Idzie oszaleć. Głowa pęka na kawałki.
Może i to zęby, bo pcha znów rączki do buzi. Ślini się od paru tygodni jak nigdy wcześniej. Śliniaki spakowane zostały miesiące temu, bo nigdy nie były potrzebne, a tu księcia trzeba przebierać, bo do pasa mokry i mokry.
Zaaplikowałam mu dziś przeciwbóla. I sobie też. A co.
Z domu wyjść dziś nie było można, bo padało. Wczoraj wyszliśmy, ale też pojękiwał i wrzeszczał.
W domu ambitnie trenuje wszelakie ćwiczenia, działające na mój system nerwowy. W wieży pstryka guzikami, że tylko patrzeć, kiedy zepsuje. Ścisza, robi głośniej, za głośno, wyłącza głos wtedy, kiedy chcemy coś usłyszeć z tv. Trzaska szufladami bez pamięci i nie wzrusza go to, że są zablokowane i nigdy nie udaje się mu ich otworzyć, za to jaki hałas cudny jest. Trzaska drzwiczkami od kuchenki, próbuje lodówkę otworzyć.
Oczywiście gdy z nim jestem sama nic nie chce jeść. Mleko i mleko i nic innego nie liczy się. Za to liście w parku, lub zużyte pałeczki higieniczne do zjedzenia dlaczego nie.
Potrafi drzwi otworzyć na klatkę schodową. Udało mu się już zejść jedno piętro niżej, gdy wychodziliśmy na dwór. 18 stopni pokonał zanim go dopadłam.
Dwa ostatnie dni rozłożyły mnie. Psychicznie.
Jutro będzie lepszy dzień.
Mój poziom agresji wzrasta.
Nadto Tita ma trudne dni. Znowu są krzyki, jęki bez przerwy, non stop. Idzie oszaleć. Głowa pęka na kawałki.
Może i to zęby, bo pcha znów rączki do buzi. Ślini się od paru tygodni jak nigdy wcześniej. Śliniaki spakowane zostały miesiące temu, bo nigdy nie były potrzebne, a tu księcia trzeba przebierać, bo do pasa mokry i mokry.
Zaaplikowałam mu dziś przeciwbóla. I sobie też. A co.
Z domu wyjść dziś nie było można, bo padało. Wczoraj wyszliśmy, ale też pojękiwał i wrzeszczał.
W domu ambitnie trenuje wszelakie ćwiczenia, działające na mój system nerwowy. W wieży pstryka guzikami, że tylko patrzeć, kiedy zepsuje. Ścisza, robi głośniej, za głośno, wyłącza głos wtedy, kiedy chcemy coś usłyszeć z tv. Trzaska szufladami bez pamięci i nie wzrusza go to, że są zablokowane i nigdy nie udaje się mu ich otworzyć, za to jaki hałas cudny jest. Trzaska drzwiczkami od kuchenki, próbuje lodówkę otworzyć.
Oczywiście gdy z nim jestem sama nic nie chce jeść. Mleko i mleko i nic innego nie liczy się. Za to liście w parku, lub zużyte pałeczki higieniczne do zjedzenia dlaczego nie.
Potrafi drzwi otworzyć na klatkę schodową. Udało mu się już zejść jedno piętro niżej, gdy wychodziliśmy na dwór. 18 stopni pokonał zanim go dopadłam.
Dwa ostatnie dni rozłożyły mnie. Psychicznie.
Jutro będzie lepszy dzień.
wtorek, 16 września 2014
Mam!
Mam!
Mam bilet!
I nikomu go nie oddam!
Wiem, wiem.
Dla niektórych to tylko facet, który ma już za dużo lat i nie można na nim oka zawiesić.
I w ogóle i w szczególe.
A dla mnie może mieć 180 lat.
Uwielbiam BS i nic i nikt tego nie zmieni!
Gdyby każdy lubił to samo, mówił to samo i myślał w ten sam sposób świat byłby nuuuuudny.
-------------------
Pamiętasz Brat ten cytat: tak sobie myślę, że gdyby wszyscy ludzie byli sobie braćmi, to by nie było sióstr? :P
https://www.youtube.com/watch?v=mRJciFLW2t0
Mam bilet!
I nikomu go nie oddam!
Wiem, wiem.
Dla niektórych to tylko facet, który ma już za dużo lat i nie można na nim oka zawiesić.
I w ogóle i w szczególe.
A dla mnie może mieć 180 lat.
Uwielbiam BS i nic i nikt tego nie zmieni!
Gdyby każdy lubił to samo, mówił to samo i myślał w ten sam sposób świat byłby nuuuuudny.
-------------------
Pamiętasz Brat ten cytat: tak sobie myślę, że gdyby wszyscy ludzie byli sobie braćmi, to by nie było sióstr? :P
https://www.youtube.com/watch?v=mRJciFLW2t0
pierwsze "autko" do którego chciałem wejść,
mama póki co oszczędza dwuzłotówki ;)
mama póki co oszczędza dwuzłotówki ;)
jak już wejść to jak najwyżej :P
zeskakuję
poniedziałek, 15 września 2014
bez tytułu
No to sumplementujemy się elektrolitami.
Poza tym po badaniu nic więcej. Osłuchany, zajrzała w gardzieło, sprawdziła brzuszek, główkę, przygięła główkę do tułowia. Lekki stan podgorączkowy, nic więcej. Badanie nie podobało mu się. Darł się okrutnie.
Byle przy biegunce pił, rzekła.
Była zdziwiona, skąd młody podłapał chorobę.
Jak to skąd, żłobek.
Zresztą nie tylko on.
Dziś mama poległa, a tak liczyła, że ominie ją to.
I Lubego zgina.
W tym tygodniu nie dajemy Tity do placówki. Niech sobie sami chorują. ;)
Pytanie tylko, ile osób w ten sposób załatwili.
Najgorsze jednak, że auto bym rozwaliła.
Nie zauważyłam skarpy na osiedlu przy lekarzu i zamiast przyhamować, dodałam gazu.
Już, już widziałam przychodnię {już był w ogródku, już witał się z gąską}, a że byliśmy lekko spóźnieni.... U tego lekarza nie czeka się w durnych kolejkach.
Zbyt rzadko tam jeżdżę, zanim zauważyłam spowalniacz, było za późno. :///
Łupnęło, jakby podwozie rozpadło się.
Miałam stracha ruszyć potem.
Kiedyś, w poprzednim aucie - Kaśce, tak przywaliłam w skarpę, że uderzyłam głową w sufit. Wtedy też intieligientie pomyślałam, że taka piękna droga, a dają ograniczenie km/h. :P
No ale tamto auto było małe, a kombiakiem tak przywalić.... to trzeba być naprawdę.... Nienormalnym.
Dobrze, że mój Luby nie z tych co wrzeszczą. Ani nawet krzyczą. Mówią po wszystkim spokojnie. Mam unikat w domu.
Ech, teraz będę jeździć i cały czas zastanawiać się, czy coś się nie rozsypie. Brak mi słów na siebie. Chyba nie potrafię normalnie życ. :(
Taka anegdota. Prawdziwa. Kobieta miała wypadek. Jechała z dzieckiem. Nic wielkiego im się nie stało. Zadzwonili po pana męża. Pan mąż przyjechał, przybiegł, ominął rodzinę i dopadł do auta, sprawdzając szkody.
Ale miałam też dziś trochę radochy. Poszliśmy z młodym na spacer bez wózka. Chodziliśmy sobie po lesie nad jeziorem. Jechał gostek, który nie wyhamował na zakręcie rowerem. Jego analiza ryzyka jak i moja nawaliła. Zamiast skręcić przywalił w drzewo, wywaliło go z roweru, a jego bambetle się rozsypały - słoiki i inne skarby lasu. Nie mogłam. Łzy spływały mi ze śmiechu. Musiałam się plecami obrócić, bo to było z mojej strony niekulturalne. Te rżenie. Mistrz.
Poza tym po badaniu nic więcej. Osłuchany, zajrzała w gardzieło, sprawdziła brzuszek, główkę, przygięła główkę do tułowia. Lekki stan podgorączkowy, nic więcej. Badanie nie podobało mu się. Darł się okrutnie.
Byle przy biegunce pił, rzekła.
Była zdziwiona, skąd młody podłapał chorobę.
Jak to skąd, żłobek.
Zresztą nie tylko on.
Dziś mama poległa, a tak liczyła, że ominie ją to.
I Lubego zgina.
W tym tygodniu nie dajemy Tity do placówki. Niech sobie sami chorują. ;)
Pytanie tylko, ile osób w ten sposób załatwili.
Najgorsze jednak, że auto bym rozwaliła.
Nie zauważyłam skarpy na osiedlu przy lekarzu i zamiast przyhamować, dodałam gazu.
Już, już widziałam przychodnię {już był w ogródku, już witał się z gąską}, a że byliśmy lekko spóźnieni.... U tego lekarza nie czeka się w durnych kolejkach.
Zbyt rzadko tam jeżdżę, zanim zauważyłam spowalniacz, było za późno. :///
Łupnęło, jakby podwozie rozpadło się.
Miałam stracha ruszyć potem.
Kiedyś, w poprzednim aucie - Kaśce, tak przywaliłam w skarpę, że uderzyłam głową w sufit. Wtedy też intieligientie pomyślałam, że taka piękna droga, a dają ograniczenie km/h. :P
No ale tamto auto było małe, a kombiakiem tak przywalić.... to trzeba być naprawdę.... Nienormalnym.
Dobrze, że mój Luby nie z tych co wrzeszczą. Ani nawet krzyczą. Mówią po wszystkim spokojnie. Mam unikat w domu.
Ech, teraz będę jeździć i cały czas zastanawiać się, czy coś się nie rozsypie. Brak mi słów na siebie. Chyba nie potrafię normalnie życ. :(
Taka anegdota. Prawdziwa. Kobieta miała wypadek. Jechała z dzieckiem. Nic wielkiego im się nie stało. Zadzwonili po pana męża. Pan mąż przyjechał, przybiegł, ominął rodzinę i dopadł do auta, sprawdzając szkody.
Ale miałam też dziś trochę radochy. Poszliśmy z młodym na spacer bez wózka. Chodziliśmy sobie po lesie nad jeziorem. Jechał gostek, który nie wyhamował na zakręcie rowerem. Jego analiza ryzyka jak i moja nawaliła. Zamiast skręcić przywalił w drzewo, wywaliło go z roweru, a jego bambetle się rozsypały - słoiki i inne skarby lasu. Nie mogłam. Łzy spływały mi ze śmiechu. Musiałam się plecami obrócić, bo to było z mojej strony niekulturalne. Te rżenie. Mistrz.
ale wkoło jest wesoło
Sezon chorób uważam za otwarty.
Nie poszłam do pracy.
Starszy nie poszedł do szkoły.
Młodszy nie poszedł do żłobka.
A takie piękne plany były na weekend.
Ba, już wychodziliśmy z domu!
Spakowani!
Umówieni!
Dograni w opiece nad Titą!
Ubrani!
Młody już był w wózku.
Tylko buty ubrać i zamknąć drzwi.
A tu zamiast tego akcja za akcją.
W niedzielę miała być powtórka.
Znów piękne plany.
Wszystko dograne.
I dupa.
Wołowa.
Zaległam w łóżku.
Przeczyszczenie tym razem moje i to nie duchowe.
Gorączka i to nie wiadomo kogo, czy Młody jest gorący czy to ja.
Starszy padł wczoraj.
Jeszcze Luby się trzyma. Względnie, bo też go lekko zginało. I kot.
Moja stara waga powróciła. :/ Komuś dietę odchudzającą? :(
Pierwszy raz idę z dzieckiem po pomoc do lekarza. Z chorym dzieckiem. Pomimo, że humor dopisuje, dokazuje i jest radosny, to nie wolno bagatelizować symptomów, które ma.
Więc idziemy.
Nie poszłam do pracy.
Starszy nie poszedł do szkoły.
Młodszy nie poszedł do żłobka.
A takie piękne plany były na weekend.
Ba, już wychodziliśmy z domu!
Spakowani!
Umówieni!
Dograni w opiece nad Titą!
Ubrani!
Młody już był w wózku.
Tylko buty ubrać i zamknąć drzwi.
A tu zamiast tego akcja za akcją.
W niedzielę miała być powtórka.
Znów piękne plany.
Wszystko dograne.
I dupa.
Wołowa.
Zaległam w łóżku.
Przeczyszczenie tym razem moje i to nie duchowe.
Gorączka i to nie wiadomo kogo, czy Młody jest gorący czy to ja.
Starszy padł wczoraj.
Jeszcze Luby się trzyma. Względnie, bo też go lekko zginało. I kot.
Moja stara waga powróciła. :/ Komuś dietę odchudzającą? :(
Pierwszy raz idę z dzieckiem po pomoc do lekarza. Z chorym dzieckiem. Pomimo, że humor dopisuje, dokazuje i jest radosny, to nie wolno bagatelizować symptomów, które ma.
Więc idziemy.
sobota, 13 września 2014
piątek, 12 września 2014
złomiara powraca
Dziś pierwszy raz miałam odebrać Titę ze żłobka.
Pierwszy, bo dotychczas zaprowadzany był jak najpóźniej i zabierany jak najwcześniej, by jak najmniej czasu na początku przebywał w placówce (nie miał adaptacji jak inne dzieci). Przez Lubego rzecz jasna, bo ja w tych godzinach pracuję.
Miejsce, gdzie w żłobku zostawia się wózki, pokazałam Lubemu w pierwszym dniu. Zresztą chyba nie było trzeba, bo co dzień widział multum wózków zostawionych.
Od wczoraj trułam, by dziś nie zapomniał wózka, bo stamtąd ok. 3 km do domu mam.
Miał mnie podwieźć do Ogrodów, bo czarodziejskiej PEKI jeszcze nie mam, stamtąd bym już pomknęła sobie na nogach mając PEKĘ w poważaniu.
Jakie było moje zdziwienie, jak zapytał się w czasie tej krótkiej jazdy, czy chcę wózek!?
Zapomniał, że wiózł go nadal w aucie.....!!!
Na skrzyżowaniu, jak ostatnia kretynka wyciągałam wózek, by potem parę kilometrów pchać pusty wózek do żłobka.
Jeszcze tylko zdobytego towaru było mi napakować i heja przez miasto.
Gdzie faceci mają głowę????
Czułam się jak prawdziwa kretynka. Złomiara pełną gębą.
Pierwszy, bo dotychczas zaprowadzany był jak najpóźniej i zabierany jak najwcześniej, by jak najmniej czasu na początku przebywał w placówce (nie miał adaptacji jak inne dzieci). Przez Lubego rzecz jasna, bo ja w tych godzinach pracuję.
Miejsce, gdzie w żłobku zostawia się wózki, pokazałam Lubemu w pierwszym dniu. Zresztą chyba nie było trzeba, bo co dzień widział multum wózków zostawionych.
Od wczoraj trułam, by dziś nie zapomniał wózka, bo stamtąd ok. 3 km do domu mam.
Miał mnie podwieźć do Ogrodów, bo czarodziejskiej PEKI jeszcze nie mam, stamtąd bym już pomknęła sobie na nogach mając PEKĘ w poważaniu.
Jakie było moje zdziwienie, jak zapytał się w czasie tej krótkiej jazdy, czy chcę wózek!?
Zapomniał, że wiózł go nadal w aucie.....!!!
Na skrzyżowaniu, jak ostatnia kretynka wyciągałam wózek, by potem parę kilometrów pchać pusty wózek do żłobka.
Jeszcze tylko zdobytego towaru było mi napakować i heja przez miasto.
Gdzie faceci mają głowę????
Czułam się jak prawdziwa kretynka. Złomiara pełną gębą.
środa, 10 września 2014
takie tam
Dziecię w żłobku zostało pochwalone. Że gdyby więcej takich dzieci było, byłoby lepiej.
Moje nie pluje w trakcie posiłku, interesuje go otaczający świat.
Poza tym nie przejawił dziś specjalnej euforii, że tata po niego przyszedł. Za to rano zareagował alergicznie na same drzwi od placówki.
Poza tym pani została zapytana o ranę na szyi, ale zrobiła tylko wielkie oczy.
Dziś młody spał w żłobku, a potem w domu mi jęczał, stękał, ileś godzin podchodził do spania po południu i gucio. A specjalnie zrobiłam mu w domu popołudnie bez wychodzenia, by odpoczął sobie. Zresztą dziś lało.
Poszliśmy na dół do sklepu. Biegał po nim, ustawiał herbatę, poprawiał ceny, stukał w szybę z kiełbasą, oglądał towary. Próbowałam coś kupić. Potem, jak wbijałam PIN od karty młody stanął pod drzwiami i ktoś z impetem wpadł do sklepu. Nie zdążyłam zareagować prócz słów uważaj, młody oberwał drzwiami, przewrócił się aż kabanos wypadł mu z ręki. Kobieta zrobiła oczy Shreka i przeprosiła, wystraszyła się małego ludzika, którego nie widziała. Najlepsze jest to, że natychmiast z podłogi podniósł młodego i przytulił chłopak, może 10-letni. Spotykam niesamowitych młodych ludzi, o nich też kiedyś notkę napiszę. Ticie nic nie było, tylko się wystraszył. Płacz trwał z dwie sekundy.
Teraz śpi, ale rzuca się co chwila. Oj ten żłobek poprzestawiał całkiem jego spanie. On nie śpi, a ja dostaję jobla. Dopiero gdy zasypia mogę zrobić cokolwiek w mieszkaniu.Wcześniej nawet jeść normalnie nie mogę. Najczęściej posiłki połykam byle szybciej. Bardzo zdrowo.
Moje nie pluje w trakcie posiłku, interesuje go otaczający świat.
Poza tym nie przejawił dziś specjalnej euforii, że tata po niego przyszedł. Za to rano zareagował alergicznie na same drzwi od placówki.
Poza tym pani została zapytana o ranę na szyi, ale zrobiła tylko wielkie oczy.
Dziś młody spał w żłobku, a potem w domu mi jęczał, stękał, ileś godzin podchodził do spania po południu i gucio. A specjalnie zrobiłam mu w domu popołudnie bez wychodzenia, by odpoczął sobie. Zresztą dziś lało.
Poszliśmy na dół do sklepu. Biegał po nim, ustawiał herbatę, poprawiał ceny, stukał w szybę z kiełbasą, oglądał towary. Próbowałam coś kupić. Potem, jak wbijałam PIN od karty młody stanął pod drzwiami i ktoś z impetem wpadł do sklepu. Nie zdążyłam zareagować prócz słów uważaj, młody oberwał drzwiami, przewrócił się aż kabanos wypadł mu z ręki. Kobieta zrobiła oczy Shreka i przeprosiła, wystraszyła się małego ludzika, którego nie widziała. Najlepsze jest to, że natychmiast z podłogi podniósł młodego i przytulił chłopak, może 10-letni. Spotykam niesamowitych młodych ludzi, o nich też kiedyś notkę napiszę. Ticie nic nie było, tylko się wystraszył. Płacz trwał z dwie sekundy.
Teraz śpi, ale rzuca się co chwila. Oj ten żłobek poprzestawiał całkiem jego spanie. On nie śpi, a ja dostaję jobla. Dopiero gdy zasypia mogę zrobić cokolwiek w mieszkaniu.Wcześniej nawet jeść normalnie nie mogę. Najczęściej posiłki połykam byle szybciej. Bardzo zdrowo.
wtorek, 9 września 2014
jesień idzie ku nam przez park
Dziś Tita jak zobaczył przedszkolanki zaczął krzyczeć i usiłował dostać się na ręce taty. Różowo nie ma.
Dziś miał na sobie pampers z nazwą Bambino, czy coś w ten deseń. o_O
A wczoraj pół paczki pieluch daliśmy do placówki ... ???
Dziś przyjechał ze szramą na szyi. Widać na zdjęciu. Mama moja pytała mnie, czy ich przywiązują za szyję... brrr
Katar, który dostał po dwóch dniach pobytu w placówce nadal się go trzyma.
Poza tym w ostatnim tygodniu trzy osoby powiedziały, że Tita ma moje oczy i spojrzenie jak ja. Miód na serce matki. Ogromnie miło mi to słyszeć, że coś po mnie odziedziczył. Bo tak to cały tatuś.
Za to dziś Starszy stwierdził, że jest chory. Ma katar! To koniec. Facet z katarem to katastrofa. Witki mi całkiem opadły. Nie było taryfy ulgowej. Nie na katar i smarkanie w chusteczkę. Pomknął do szkoły. Wczoraj z aktywności z polskiego przywiózł czwóreczkę, dziś z pracy na lekcji z matematyki piątkę. W czerwcu pierwszy egzamin zawodowy.
W przyszłym miesiącu mają praktyki na Polibudzie w laboratorium. Pierwszy kontakt z dorosłą pracą. Dumna jestem strasznie z syna. To ostatnie miejsce prócz medycyny, gdzie czegokolwiek mogłabym się nauczyć. A z syna jest fajny chłopak, tylko czasami nie chce pogodzić się z tym, że nie jest już małym dzieckiem. Ale kto z nas nie zachował w sobie cząstki małego dziecka? :)
Dziś byliśmy pod drugiej stronie ulicy. Przeważnie skręcamy na prawo, dziś to było na lewo hehe i nie piszę tu o opcji politycznej.
Uwielbiam miejsce, gdzie mieszkam. Jest tu wszystko. Miasto i nie miasto zarazem.
Nazrywałyśmy z mamą trochę grzybków. Sowy zostały zjedzone. Jest godzina 22 i jeszcze żyję*. :)
* Trochę straciłam czucie w palcach jednej ręki, ale przypomniało mi się, że przedzierałam się dziś przez pokrzywy i używałam ręki do przejścia dalej. :P
Dziś miał na sobie pampers z nazwą Bambino, czy coś w ten deseń. o_O
A wczoraj pół paczki pieluch daliśmy do placówki ... ???
Dziś przyjechał ze szramą na szyi. Widać na zdjęciu. Mama moja pytała mnie, czy ich przywiązują za szyję... brrr
Katar, który dostał po dwóch dniach pobytu w placówce nadal się go trzyma.
Poza tym w ostatnim tygodniu trzy osoby powiedziały, że Tita ma moje oczy i spojrzenie jak ja. Miód na serce matki. Ogromnie miło mi to słyszeć, że coś po mnie odziedziczył. Bo tak to cały tatuś.
Za to dziś Starszy stwierdził, że jest chory. Ma katar! To koniec. Facet z katarem to katastrofa. Witki mi całkiem opadły. Nie było taryfy ulgowej. Nie na katar i smarkanie w chusteczkę. Pomknął do szkoły. Wczoraj z aktywności z polskiego przywiózł czwóreczkę, dziś z pracy na lekcji z matematyki piątkę. W czerwcu pierwszy egzamin zawodowy.
W przyszłym miesiącu mają praktyki na Polibudzie w laboratorium. Pierwszy kontakt z dorosłą pracą. Dumna jestem strasznie z syna. To ostatnie miejsce prócz medycyny, gdzie czegokolwiek mogłabym się nauczyć. A z syna jest fajny chłopak, tylko czasami nie chce pogodzić się z tym, że nie jest już małym dzieckiem. Ale kto z nas nie zachował w sobie cząstki małego dziecka? :)
Dziś byliśmy pod drugiej stronie ulicy. Przeważnie skręcamy na prawo, dziś to było na lewo hehe i nie piszę tu o opcji politycznej.
Uwielbiam miejsce, gdzie mieszkam. Jest tu wszystko. Miasto i nie miasto zarazem.
Hipodrom
jaszczurka <3
tu się przyznam do mistyfikacji, grzyb rósł, ale nie w tym miejscu,
ale mech był tak piękny, że musiałam :P
Nazrywałyśmy z mamą trochę grzybków. Sowy zostały zjedzone. Jest godzina 22 i jeszcze żyję*. :)
* Trochę straciłam czucie w palcach jednej ręki, ale przypomniało mi się, że przedzierałam się dziś przez pokrzywy i używałam ręki do przejścia dalej. :P
poniedziałek, 8 września 2014
zdjęciowo - komórkowo
pracuję, pracuję całe dnie
z babą i mamą w zoo
całą Polska czyta czyli narodowe czytanie Sienkiewicza czyli ostatni weekend na Starym
a powyżej udziela się Jacek ze Zmienników czyli pan Hryniewicz
a ci z jakiej to bajki?? zabłądzili??
dziś w Botaniku, nieustanny zachwyt
i nic to, że jeszcze zaległe fotki wakacyjne czekają :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)




.jpg)






































