Bycie rodzicem jest cudowne.
Nadaje sens, napędza do życia, do walki, do miłości, do radości.
Ale nie jest lukrem.
Nie jest tym, co widzimy w prasie i telewizji.
Już w ciąży pokutuje słodki lukrowy obrazek, jaki to cudowny okres.
Że ciąża to nie choroba (tak, tak zarzućmy sobie na kilka miesięcy 20 kg odważnik na brzuch gigantycznych rozmiarów na stałe to pogadamy).
Ten, który jest autorem tych słów albo nie był nigdy w ciąży, albo był facetem, albo był kobietą ale ciąża była dla niego łaskawa.
Karmienie piersią nie jest łatwe.
Nie jest bezbolesne.
Zapalenia, zastoje, guzy, nawały ....
Zapalenie niejednokrotnie przynosi więcej bólu niż bóle porodowe.
Poród?
Wystarczy odwiedzić ginekologię, gdzie jest porodówka ...
I potem te sielskie obrazki.
Cudne dziecko na rękach u rodzica, uśmiechnięte i szczęśliwe.
Zadbana i uczesana mama, nienagannie ubrana i w manicure.
A potem nagle szok.
Że to nie tak.
Że możemy nie należeć do tych nielicznych szczęściarzy, co to dziecię je, śpi i samo bawi się.
Moje dziecko jest grzeczne.
Moje dziecko nie przechodziło bolesnego ząbkowania.
Moje dziecko było bezproblemowe.
To było kiedyś.
W poprzednim wieku.
Przy starszym synu.
Tak mówiłam, bo tak było.
A może było to tak dawno, że nie pamiętam?
A może zostało to przysłonięte problemami dojrzewania, więc inne poszły w niepamięć? Może tak to działa? Jako wyparcie? Zaprzeczenie?
Zostałam mamą po raz drugi.
I okazało się, że jest zupełnie inaczej jak nie ma na zapleczu babci lub prababci lub cioci, której czasami można zostawić dziecko i pójść spać. Jeżeli jest się zawsze samym i samym. Rodzice i dziecko. I brat, który ma swój świat. Inny świat.
Że to nie tak, że noworodka/niemowlaka/starszaka położymy i on śpi.
Że zanim przy niemowlaku przebierzemy się z piżamy może być godzina popołudniowa.
Że czasami kilka dni robi się podchody, by iść umyć włosy.
Że kawę i herbatę pije się zimną.
Że to nie jest tak, że dziecię położone słodko śpi, a rodzic w tym czasie odpoczywa.
Że o sen dziecka walczy się czasami godzinami.
Że czasami dziecko śpi tylko w łóżku rodziców.
Że trudno znaleźć chwile dla intymności, a jak się znajdzie to chce się tylko spać...
Że położony i uśpiony w końcu smerf potrafi obudzić się po chwili (mój kaszel, psiknięcie,szczeknięcie psa, sygnał pociągu, klakson auta, jedno wypowiedziane słowo do domownika* - niepotrzebne skreślić) i niewyspany krzyczeć przez następne godziny nie dając się ponownie uśpić.
Że ząbkowanie potrafi tak dowalić, że odechciewa się wszystkiego.
Że jest problem zjeść posiłek. Do teraz najczęściej połykam szybko jedzenie pracując na wrzody żołądka, bo Titę nie interesuje mój pusty brzuch.
Że jest problem pójść do toalety.
Że próba bycia mamą jednocześnie dla nastolatka i niemowlaka to trudna sprawa i zupełnie inne światy i problemy, które trudno ogarnąć w jednym momencie, a czasami nie można ich odłożyć w czasie.
Że praca nad krasnalem trwa przez całą dobę i przez pierwsze ileś lat bez przerwy.
Że to koniec czytania książek w tym czasie, koniec wolnego czasu, koniec ciszy w domu.
Że to chroniczne zmęczenie i niewyspanie.
To furczenie na siebie nawzajem jeżeli chodzi o rodziców.
Że pomimo tego, że kocha się całym sobą nie zawsze daje się radę.
Że puszczają nerwy i szlag trafia.
Że rodzice (obojga płci) cieszą się, że chodzą do pracy i mogą pobyć w innym środowisku (bardziej cichym bez wrzasków). Że niektórzy nie lubią nawet przez to weekendów?
Dzisiejsze wrzaski doprowadziły mnie do szału!
Nienawidzę wrzasków, a te były nieustanne.
Całymi godzinami, bez względu na to co robiłam.
Ani przeciwbólowe, ani zabawy, ani jedzenie, picie, nic, nic, nic.
Świdrowało mi w głowi, wwiercało się, gotowało.
Nienawidzę wrzasków. Złe wspomnienie z dzieciństwa? Trauma? DDA?
Wrzask powoduje mój wrzask.
Nie mogę, nie dzierżę. Nie umiem przejść obojętnie. Nie umiem nie słyszeć.
A wrzask już jak wstaję z łóżka. Mogę siedzieć przy lapku na łóżku, albo leżeć przy nim. Wstać nie wolno. Mój świat skurczył się. Ma tylko parę metrów.
Dziś starszy jak chciał z nami pobyć podczas kąpieli to nastąpił taki krzyk, że czym prędzej wyszedł.
Wczoraj był okropny wrzask, bo starszy zbyt blisko mnie usiadł.
Idzie oszaleć!
Tita jest kochanym dzieckiem, uwielbiam go każdą swoją cząsteczką, ale nie wyrabiam czasami. Nie wyrabiam...
Macierzyństwo powinno być przedstawiane takie jakie jest.
Bez gloryfikowania.
To nie reklama telewizyjna.
I nie powinno oszukiwać się kobiet.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz