wtorek, 9 grudnia 2014

terrorysta czyli historia o tytule: jak wykończyć matkę

Codzienność ...


I wieczory i dnie i noce....
Młody śpi, ale nerwowo...
Oczy co chwilę otwierają się i zaczyna się wrzask. Buzia w podkowę i te oczy pełne pretensji, że nie leżę koło niego, przytulona.
A tu pranie do wywieszenia, inne do wyprasowania, gdzieś zrobiona herbata.... A tu bym coś napisała, poczytała, zrobiła. A tu leżeć każą.
Nie zawsze potrafię pogodzić się z tym, że nie mam dla siebie czasami nawet i 5 minut dziennie. I nerwy mi puszczają.

Od paru dni mamy 2 nowe ząbki. Górne piątki. Czyli 18 zębów z nami. Jeszcze dolne i mleczaki w końcu w komplecie będą z nami. I mam nadzieję, że infekcje sobie pójdą w siną dal.

Dziś Tita tak się rozdarł w sklepie, że kobieta przybiegła i otworzyła dodatkową kasę. :P Ma siłę chłopak.
Wczoraj pogadałam z rodzicami z grupy Pszczółkowej.
Najpierw z jedną mamą. Jej synek miał to samo co Tita w tym samym okresie. Mikołaj w żłobku ich ominął. Pytałam z ciekawości jaką diagnozę postawił lekarz - też, że wirus. I tak samo katar, kaszel i gorączka, ale tamto dziecko miało do 40 stopni brr. I jakiś pół-antybiotyk dostawał.



No i pogadałam z jednym tatą. Ten z kolei mówił, że jego dziecko przez pierwsze i tu na palcach wyliczał miesiące może było z 15 dni w żłobku. Aż dziwne, że dziecka nie wypisali .... Że non stop choroby i nawet szpital. I dopiero teraz jak ma zbadany poziom żelaza i dostaje dodatkowo lekarstwa, to przestał chorować.

Terrorysta nie śpi. A mnie trafi jaśnista cholera.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz