Pokazywanie postów oznaczonych etykietą choroba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą choroba. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 listopada 2021

Post o chorobach. Pogrom.

W piątek dziecko nieoczekiwanie pomknęło do wc. Zwymiotowało raz, później drugi. Dołem też.

Nieświadomi  atrakcji (ja aczkolwiek niechętnie) zezwoliłam na udanie się do szkoły. Uparł się jak osioł, bo to wymiana Zingsów, najlepszy dzień w tygodniu, idzie i koniec.

Poszedł. 

Wrócił ok, wieczorem lekko apatyczny, w sobotę też taki średni.

Ale git.

Sobota. Pomknęłam tu i tam. Położyłam się spać. Toaleta moja. Do piątej rano co chwilę. Górą. Dołem. Nad ranem małżonek dostarczył mi apap, wyczerpana padłam i zasnęłam. Niedziela była leżąca. Bejt. Zjadłam pół banana, wypiłam szklankę rosołu, wypiłam kompot i zjadłam jabłka z niego. Aż tyle. Stwierdziłam, że pewnie ta woda butelkowana za długo stała i zaszkodziła mnie.

czwartek, 13 października 2016

Wpis w pamiętniku.

Coś o chorobach należałoby napisać.
Już dawno nic się u nas zdrowotnie nie działo.
Poza wielomiesięczną akcją z AZS i próbą doprowadzenia skóry Malca do stanu bez zadrapań, ran, blizn i uszkodzonej skóry. Dziś jest dobrze, ale o tym kiedy indziej.

Ale ad rem.
 
We wrześniu Tita coś tam czasami kaszlał i poszłam z nim do lekarza.
Osłuchowo czysty, gardło czyste.
No to wróciliśmy.
Do tego katarzysko z nosa leciało.
Nadal chodził do przedszkola.
Potem ja poczułam się gorzej, ale nie mogłam z pracy czmychnąć bo mieliśmy okrojony stan osobowy i kontrolę na karku.
I tak się pogłębiało i pogłębiało i pogłębiało, aż w końcu cholera mnie trafiła.
W weekend pogorszyło się Młodemu. Ponad 40 stopni temperatury i jak mi zwymiotował dwukrotnie to wystraszyłam się.
Lubego zaczęło zwijać również.
Starszy kaszlał.

Jak nigdy hurtowo poszliśmy do lekarza.
Tita wirusowe. Lekko czerwone gardło, nic więcej. Zostawiliśmy go w domu w tym tygodniu.
Luby wirusowe. Jakieś lekarstwa dostał.
U mnie oskrzela. Pani doktor zapytała się, czy palę papierosy.
Ja!!!!!
Wróg ćmików i tego smrodu.
Kaszel mam zacny, ale czuję się już lepiej.

Luby u lekarza:
- chce pan zwolnienie??
- nie chcę
- jak to nie chce pan odpocząć?
- już jestem na opiece 

kulamy się więc, Starszy jak nigdy nie pomknął do lekarza 
 :)))

Zdrowy jest kot.

Oby tak dalej.

A poza tym objadłam się jak owe prosię. Zrobiłam parówki w cieście francuskim ze serem i prawie wszystkie zjadłam. Dostałam ciążowy brzuch. Znaczy spożywczy. :D

wtorek, 26 lipca 2016

rozważania uzupełnione

Zawsze lubiłam czytać.
Lubiłam druk.
Książki, artykuły, gazety.
Informacje, wiadomości.
Akty prawne.
Czytanie to mój nałóg.
Muszę czytać.
To jest silniejsze ode mnie.

I szmergiel wałkowania do końca tematu.

Wiadome, że będąc rodzicem również tematy "okołodziecięce"  wpadają na wokandę zainteresowań. ;P

A że uparta jestem jak osioł to nie popuszczam i czytam wzdłuż i wszerz. Czasami po przestudiowaniu danego tematu i perełki wyławiam i w życiu stosuję.

Lubię proste rozwiązania.

wtorek, 3 maja 2016

3 latka /36 miesięcy



Waga - 15.100
Wzrost - 100,5

Urodziny pod znakiem choroby, jęczenia, marudzenia.
"Juś nie mam siły" rzekł właśnie.
W ostatnich tygodniach dwukrotnie podłapał jakiegoś wirusa.
W jedną noc kaszlał tak ostro i się dusił, że myślałam że zawitamy w nocy do szpitala.
Zrobiliśmy mu w środku nocy inhalację i w końcu zasnął spokojnie.
Zaliczyliśmy lekarza.
Ponoć załapuje te infekcje dlatego, że wykazuje cechy alergiczne.
Ponoć z tego wyrośnie.
Siedzimy od czwartku w domu.
Trochę już wychodzimy, ale ogólnie wszystkie atrakcje dużego miasta ominęły nas.

sobota, 2 kwietnia 2016

SKS /gracja roku

Znany skrót? Dla mnie tak.

Rozszerzę.

SKS = Starość Ku*wa Starość.

Tam w środku jest przekleństwo.

Teść mój mawiał zawsze, że pierwszą gwarancję traci się po 40-tce.

Położyłam się wczoraj jako zdrowa osoba. Jako 40-latka.

Nad ranem trafiła mnie cholera. Jaśnista. Obudziła się połamana 41 latka.

Obrócić się na drugi bok było niemożliwe.

Wstać również.

Nie mogłam nawet ręki podnieść do góry! Prawej zresztą.

By zrobić coś z ową ręką, to drugą ręką przenosiłam pierwszą.

Luby pomagał mi zwlec się z łóżka. Stękałam i jęczałam.

Podniesienie deski z wc było wyczynem.

Czułam się podobnie jak po cc. Wszystkie koleżanki śmigały, a ja przez parę tygodni miałam problemy ze wszystkim. Z chodzeniem, spaniem (jedna pozycja do snu), wstawaniem.

 W szpitalu jeszcze by wstać z łóżka korzystałam nawet z krzesła.Tragedia.

Teraz łupie, ale to już nie to, co w godzinach porannych. Rozchodziłam. Może dziś w nocy/nad ranem powtórka z rozrywki.

SKS. Na całego.
-------------------------------------------------------------------

Kalejdoskop dnia. 

środa, 9 marca 2016

Dzieje się.

Dziś w żłobku była impreza dla rodziców. Uczestnictwo w zajęciach dzieci. I nic tam, że Tita nie chciał śpiewać, ani pokazywać. To nic!

Gdy zobaczyłam Synka, jak siedzi na krzesełku napłynęły mi łzy do oczu i mało brakowało bym buczała na całego.
Wiele dzieci na widok rodziców wpadło w spazm, wisząc na ich szyjach i nogach nie pozwalając oddalić się. Nawet nie było mowy, by siedziały wraz z dziećmi.
Inny przechodził bunt, nie uczestnicząc w zajęciach (spuszczona głowa, wzrok wbity w dywan).
 Mój na mnie tylko zerkał.

Ale za to co dziewczynki wyprawiały!!!!!!!

Pierwsze do mówienia, do nazywania kolorów w języku polskim i angielskim, pierwsze do pokazywania rączkami. Pierwsze do głośnego śpiewu.

A chłopcy w tym czasie (poza zbuntowanym) słuchali po prostu. ;)

Po imprezie jako jedyna mama zabrałam Młodego do domu. Dopiero koncert rozpoczął się, jak rodzice zaczęli wracać do pracy. Jeden wielki spazm i ryk.

Młodego musiałam zabrać, bo zaczął kaszleć.

Zirytowałam się wczoraj na jego katar. Co jak co, ale na zapchany nos mam alergię.

Dokonaliśmy zakupu. Katarek. Do użytku wraz z domowym odkurzaczem. Luby jak usłyszał to myślał, że sobie z niego robię jaja. Jak zobaczył, że to serio stwierdził, że operacja smarki wygląda jak z programu Śmierć na 1000 sposobów.


 


Po południu popędziłam z Młodym do lekarza. Jakieś wirusowe. Osłuchowo ok, gardło ok, pobędzie trochę w domu. Dostał neosine i syrop wykrztuśny. Jak pojawi się gorączka lub mocny kaszel mamy wrócić.

Poza tym tradycyjnie w żłobku dzieci kaszlały.

Poza tym jestem już spokojna. Dzieci mogą zostać w żłobku w kolejnym roku. Do ukończenia 4 roku życia. Tym samym nie muszę stresować się, czy dostanie się do przedszkola, czy nie. Paranoja! PA-RA-NO-JA! Mamy rodzić wiele dzieci, ale nie ma dla nich miejsc w placówkach, by rodzice mogli być aktywni  na rynku zawodowym. Kamień spadł mi z serca.
 Ale problem jest nadal. Te miejsca blokują miejsca małym dzieciom do żłobka. :/

sfrustrowana pokrzykuję (młody klik światłem i znowu i bez przerwy)
-nie baw się światłem, bo cię prąd kopnie!!!
- prąd? nie (zadowolenie z siebie)


młody urządza po drodze skoki w kałuży. 3 stopnie Celsjusza, zimno, z nosa mu się sączy.
Wściekła krzyczę
- co robisz!!!
- taplam (i zadowolenie)

Młody głos ma.


I wiadomość dnia.
Starszy za pierwszym razem zdał prawko!!!!!!!!!!!!!

Zupełnie jak mamusia. ha!
Niedaleko pada jabłko od jabłoni.
;)

Można? Można!!

poniedziałek, 15 lutego 2016

chorobowo część II

Początek zapalenia oskrzeli.
Na szczęście antybiotyk niepotrzebny, więc stresu u mnie brak.
Bo w końcu jak to jest -  chodzi do żłobka ponad 3 miesiące i żadnej choroby? Można było być zaniepokojonym. ;)
Sam katar i choroby które znikały, zanim zaczęły się?

Poza tym nic nie dziwi mnie bo w żłobku, na ulicy, w sklepach słyszałam wszędzie kaszlące dzieci.

Pewnie byłoby też inaczej gdybyśmy tydzień temu jak czasami kaszlał z nim poszli.
A tak to więcej nic mu nie dolega (no chyba że katar z nosa).

niedziela, 14 lutego 2016

chorobowo

Jutro lekarz.
Tydzień temu zaliczyliśmy w końcu termy.
Było fajnie, ale chyba trochę przemarzliśmy.
Tita szał we wodzie, to jego żywioł.
Ale byłoby za dobrze.
Trochę później zaczął kaszleć. Niewiele. Rzadko. Ale jednak.
I nic więcej.
W czwartek i piątek i Luby i ja czuliśmy się już marnie.
Coś z gardłem.
Ale Starszemu nie powiedzieliśmy (bo też by zaraz twierdził, że jest chory ;p).
Aczkolwiek również kaszlał.

poniedziałek, 18 stycznia 2016

jestem zła

Scenka dziś.
Stoi sok na stole.
Wiadome, że Młodego.
Sąsiad pyta, czy to kubuś (nie zamierzam pisać nazwy tego syfu z dużej litery). -  dlaczego to w innym poście

Któregoś razu w sklepie pytam o soczki dla dzieci.
Pani mówi, że ma kubusia. :/
Pytam, czy ma jakiś prawdziwy soczek.
Ona, że nie.
Patrzę sama po półkach i pokazuję jej, że ma.
A ta, że to nieodpowiednie, że to sok od któregoś roku życia ?!?!?!?!
A sok był normalny same składniki naturalne i bez dodatków.
Za to syfny kubuś w opinii tej pani byłby w sam raz.
I taka pani sprzedaje towary....

wtorek, 22 grudnia 2015

wtorek

Tamten post w końcu uzupełniłam.

klik

Dziś nie jest najlepszy dzień, przetarłam mojego biednego Franula, nie wiem czemu uparłam się, że się tam zmieszczę. ://

A liczba dokumentów przerosła mnie dziś.

Za to niedługo święta.

Młody w domu, bo ostatnio miał gorączkę. Luby poszedł z nim do lekarza, ale nic nie stwierdziła, prócz tego, że jest to przez pogodę i brak mrozów. Uszy, gardło, osłuchanie ok.
Ale my z Lubym też mamy ostatnio stan podgorączkowy, więc mnie nie dziwi.

Chcę wolnego.

Jestem zmęczona.

Sklep Lidl.

- czy jest mleko skondensowane?
- nie ma

Ok, nie ma to nie ma, szukam innych produktów, patrzę - a tu mleko jest.

tia ....

wtorek, 3 listopada 2015

30 miesięcy - dopisek

Waga - 14.500
Wzrost - prawie 97 cm

Dwa i pół roku.

I sprzedana choroba od niefrasobliwej babci, która choruje na zapalenie krtani, a uparła się jeździć z nami na Wszystkich Świętych. Cały dzień - cała niedziela - 300 km w aucie razem.

Młody dziś w nocy dusił się, Starszy narzeka na gardło i katar, Luby narzeka.
A ja jestem zdrowa (jeszcze) i wściekła!!!!

Ostatni miesiąc to sukces nocnikowy. Wręcz uwielbia na nim siedzieć. :)) Od miesiąca nieważne czy dzień czy noc, czy ma pieluchę - do poważnych spraw pędzi po nocnik.

Do spania, na wyjścia i do żłobka zostawiam mu pieluchę. W domu jak jest ze mną nie zakładam.
Puzzle i książki i ciuchcie na tapecie.
Bajka niezmiennie Peppa i Tomek.
Lubi maskotki, w tym wielbłądy.

Ostatnio kładł się spać.
Brałam po kolei maskotki i zmieniając głos pytałam, czy chce myszką/psem/z misiem/żabą/itd spać.
I w ten sposób całą stertę zgarnął do łóżka, aż głowy nie było widać. xD

Codziennie wybiera sobie coś do spania. Dziś to pudełko ze skarbami. Inne dnia miś. Innego wielbłąd. Innego pociąg z wagonem. :))

Mowa powoli. Powoli. Topornie do przodu.

Je to co lubi. Sam sobie wybiera z lodówki. W żłobku je wszystko i z dokładką.
Uwielbia mleko.
Nieustannie i bez przerwy.

Potrafi w sekundę rozpłakać się. Dziś tak było jak pogroziłam mu palcem hihi.
Śmiechotek.

Uwielbia przytulaski, dawać buzi, jak powiedzieli w żłobku, że to pieszczoch. :)

wtorek, 6 października 2015

długi post

Start do żłobka nie był ciekawy.

Płacz i krzyk przy rozstaniu. Płacz w ciągu dnia.

Potem płacz przy rozstaniu.
Krzyki mama i tata. Nawet baba do pomocy i ratunku była wołana.

czwartek, 24 września 2015

o Młodym słów parę

Wczoraj Młody powrócił do żłobka.
Prawie 2 tygodnie przerwy, bo po antybiotyku mieliśmy go w domu przetrzymać.
Cały dzień w żłobku przepłakał.
Dziś Lubego nie chciał w szatni puścić krzycząc mama i tata na przemian.
Ale płacz było mniej niż wczoraj.
I usłyszałam, że pierwszy garnie się do spania (???).

Zauważyłam jedno.
Po pobycie w żłobku wieczory są spokojniejsze.
Nie ma już takiego szału w domu i takich wariactw. Nie ma demolki zabawek ani domostwa. Nie ma wieczornych krzyków i jęków. Nie ma wiszenia na nodze.

sobota, 12 września 2015

Poszpitalnie.

Migawki z codzienności.

Zastanawiałam się, kiedy dopadnie nas pierwsza choroba żłobkowa. 
Szczerze, to aż tak szybko się jej nie spodziewałam. Dawałam sobie jeszcze tydzień, dwa czasu.
Ale pogoda była zdradziecka. Wiatr, czasami chłód, różnica temperatury pomiędzy porankiem i popołudniem znaczna i do tego niekiedy padał deszcz. Ale i tak dzieci codziennie wychodziły na plac zabaw.

sobota, 22 sierpnia 2015

sobotnio

Koniec urlopu. To zawsze boli.
Mija prawie 2 miesiące wakacji Młodego.
Dwa miesiące bez chorób, kaszlu, kataru, czegokolwiek.
Jedynie wysypki alergiczne na skórze.
Jedno wyeliminowane. Nabiał w nadmiarze.
Ale co mu dokucza u Babci? Póki co zagadka, ile razy tu nie jesteśmy, skórę na nogach i częściowo rękach ma fatalną.
Woda?
Proszki?
Jedzenie?
Hmmm......

dziecko małe, dziecko duże

sobota, 1 sierpnia 2015

Choroby

Podsumowanie.

Do czasu pójścia do żłobka (wrzesień 2014 r.) żadna choroba.

01 wrzesień  - 30 czerwiec żłobek.

I przygody zaczęły się:

wtorek, 9 czerwca 2015

poniedziałek, 30 marca 2015

o chorobie i o czorcie

Starszy zakończył dziś zwolnienie od szkoły z powodu zapalenia krtani.*
Młodszy rozpoczął dziś wolne od żłobka z powodu zapalenia krtani. Luby z nim pomknął do lekarza, bo w nocy kaszlał (dziecko, nie Luby, ani lekarz). Na szczęście bez antybiotyku (Starszemu przepisali).


Ja nie dam się chorobie. Zrobiłam sobie zupę cebulową. ;)

Skorzystałam dziś z wyszukiwarki na blogu i spisałam młodego choroby.

poniedziałek, 23 lutego 2015

no cóż

Starsze dziecko powróciło z wyjazdu. Tym razem jego jazda i powrót nie stresował mnie - dużo mniej kilometrów miał do pokonania w porównaniu z ostatnim obozem.
Za to niemało stresu kosztował mnie jego pobyt na miejscu od czasu, jak zrelacjonował jak oglądał akcję zabrania helikopterem pechowca ze stoku. Wtedy już całkiem miałam dość, chociaż przed babciami grałam twardzielkę.

A potem zaliczył kontuzję kolana i nawet trochę odetchnęłam, że nie roztrzaska się tam.

Autokar z młodzieżą przymknął. Co za pożegnania były ;)). Grupa lekko kontuzjowana, ale zadowolona. 
Zadałam kontrolne pytanie, czy na pewno zabieramy jego walizkę (bo jakaś dziwna wydawała mi się), a że był środek nocy i z lekka ciemno więc widoczność ograniczona.
Tak, jego - rzekł mój syn. :P

Jego nie była. Dojechaliśmy do domu, otrzymał telefon i trzeba było wracać i wymienić się na właściwą torbę.

zwinęłam Jemu zdjęcie z insta ;)

Mój suvenir.



środa, 28 stycznia 2015

o chorobie cd.

Luby:
- zobacz sportowcy też chorują,
 ?????
 - mówili, że grają w katarze.

No żart na miarę Strasburgera.

Dzwonię wczoraj do żłobka, że młodego ani mnie nie będzie w żłobku na tym spotkaniu.
Pani mnie pocieszyła.
Spotkania nie będzie.
Wszystkie panie przedszkolanki z grupy na zwolnieniu lekarskim.
Z jego grupy przyszło czworo dzieci!
I trafiły do innej grupy....
Co piąte dziecko przyszło do żłobka, a przecież już w zeszłym tygodniu były czystki...
No to powiedziałam, że go nie będzie do końca tygodnia. Zanim poszedł na rewizytę lekarską zapowiedziałam, że go dalej nie będzie. :)