Bywa, że nie rozumiem zachowania ludzi. Nie chcę zrozumieć.
Jadę dziś tramwajem. Siedzę. Wchodzi na jednym z przystanków niewidomy. Z laską. Nikt będący koło niego nie pofatygował się, by wstać, by podejść... Siedziałam dalej, ale podbiegłam. Zapytałam, podprowadziłam i pomogłam usiąść. Powiedziałam, że siedzi koło drzwi. To naprawdę tak wiele?
Znieczulica, każdy uczapli się mając na względzie czubek własnego nosa i własną dupę. Nie widzi ciężarnych, matek z małymi dziećmi, starszych, chorych. Liczę się ja. Moje zmęczenie. Inni mnie nie obchodzą. Ja,ja i ja. :(
Wczoraj w żłobku.
Jeden z chłopców był odbierany przez kogoś innego niż mama. To widać na pierwszy rzut oka, brak specyficznej dwustronnej euforii. Spotkaliśmy się później już na dworze. Chłopiec szedł chodnikiem i teatralnie, w dwóch krokach z gracją usiadł na płytę chodnikową. Temperatura 3 stopnie. Zimno, wieje paskudnie.
- wstawaj, ja nie jestem twoją mamą, bym cię miała nieść (?????)
Dziecko, tak jak i Tita opatulony jak bałwanek, iść w stroju niczym z Seksmisji nie jest proste. ....
Poszliśmy dalej. Obracam się. Dalej negocjacje, a dziecko na chodniku siedzi. Obracam się raz jeszcze a młody już położył się na płycie i leży... Wysyłamy kogoś po nasz skarb do placówki, a tu ktoś lekcje wychowawcze uskutecznia na zimnie. :(
Sytuacja druga. Opisana przez Lubego. Poranek. Jedna z mam wciska przedszkolance dziecko, że nie ma czasu przebierać, że musi już biec. Luby spotyka ją później. Poszła do sklepu po bułkę i colę, a potem sobie stała spokojnie przy aucie i jarała ćmika... I po co i na co tak durne zachowanie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz