sobota, 4 października 2014

17 miesięcy

Tyle minęło.
Kiedy i dlaczego nie wiem.
Czas biegnie i gna do przodu.
Może to ja jestem coraz starsza i mam takie odczucie??

Ten miesiąc podsumowań będzie inny.
Ostatni miesiąc to rozpoczęcie żłobka.
To szereg plusów, minusów.
To zmierzanie się z wirusami.
To oczekiwanie, co tym razem będzie.

Co tym razem przyniesie wieczór lub noc.
Cóż znowu.
Po dwóch dniach pobytu w żłobku dostał katar. Zostało wrzucone na konto żłobka, ale pewnie to przez piątki, bo i przy poprzednich zębach katar nam towarzyszył. Ślini się na potęgę, dziś przez godzinę trzy bluzki miał przebrane. Po miesiącu katar nadal występuje.
W każdym razie po dwóch dniach przez następne 3 dni zostawiliśmy młodego w domu.
Poszedł na kolejny cały tydzień.
I w sobotę tydzień później rodzinnie rozłożyliśmy się jelitówką.
Znowu nie wiadomo, czy to żłobek, czy kumpel z pracy, którego parę dni wcześniej spotkałam i witałam się z nim, podając rękę. Właśnie mówił, że dopiero powstał po jelitówce do życia.
Jelitówka skosiła wszystkich.
Potem jeszcze załatwiłam kumpelę i jej syna kiedy już miałam nadzieję, że nie rozsiewamy paskudztwa polegli też.
Zaliczyliśmy lekarza. Osłuchowo nic nie było, z badań nic nie wynikło. Pisałam - miał dużo pić i elektrolity uzupełniać.
Po tygodniu pobytu w domu chyba w okolicach weekendu miał prawie 38 stopni, więc na kolejny poniedziałek i wtorek został w domu.
Poszedł w środku tygodnia a dziś - sobota zaczął kaszleć i pierwszy raz jakby coś z gardłem miał.
o_O
Dotychczas z wszystkich leków, które miał kupowane to było:
- przeciwból (na zęby)
- żel (na zęby)
- krople do oczu (jako noworodek by przetkać kanalik - nie były skuteczne, zaprzestaliśmy)
- sól morską
- witaminę K i D

We wrześniu pierwszy raz zakupiłam smectę i to z elektrolitami.

Dziś przybyłam z tantum verde i czymś odkrztuśnym.

Kiedyś, w dawnych czasach w żłobkach robili czystki, by mniej dzieci chodziło (i tym samym by było mniej pracy), po spaniu były otwierane okna. Wystarczało.

Dziś u Tity w żłobku lista, która jest od września już ma ileś nazwisk wykreślonych. W piątek przybyło kolejne dziecko. Matki wymiękają i wypisują dzieci.
I ja też wymiękam.

Nie znam tego z autopsji. Starszy rozpoczął przygodę z placówkami jako dziecko blisko 3 letnie. Miał już inną odporność organizmu. Raz na jakiś czas coś przyplątywało się, najczęściej jakiś katar.

A Tita przez ten wrzesień nawet nie wiem, czy więcej chodził do żłobka, czy był w domu.

Ale plusy żłobka są.
Chętnie siedzi na nocniczku i ostatnio coś tam zrobił.
Pięknie je jedzonko, jest bardzo chętny na jedzenie i ładnie opróżnia miseczki.
Ma sporo wrażeń w żłobku, aż tyle, że bywa, że o 16.30 zasypia już na noc.

Wczoraj widziałam jak dzieciaczki siedzą na ławeczce jedno obok drugiego w oczekiwaniu na chrupek kukurydziany. Cudowny widok.
A Luby ostatnio troszkę później go zawiózł i natrafił już na jakiś program z muzyką. Coś się działo za drzwiami.

Nie jesteśmy w stanie zapewnić mu w domu takiego programu. Nawet jak ja czy Luby z nim jesteśmy to musimy posprzątać, umyć naczynia, poprać, ugotować, upiec, iść na zakupy, napisać pismo. A tam w blokach tematycznych zgodnie z rozkładem mają zajęcia, panie na zapleczu nie mają tarki do prania, garnka na kuchni i ubrań do przeprasowania. Mają tylko dzieciaczki.
A jedzenie naprawdę jest urozmaicone. I nie byłabym w stanie tak różnorodnie każdego dnia przygotowywać posiłków. Sama bym chciała to jeść. Jak powiedziała ostatnio przedszkolanka, te porcje są tak duże, że sama by się nimi najadła.

Kumpela oddała swoją córkę do innego żłobka też w tym samym terminie. Jak się widzimy, to pytamy się, tym razem co? U niej teraz córka była też w domu, bo gorączka. Wcześniej wysypka. W jej żłobku była teraz szkarlatyna. W innym bostonka. Na bogato. Od wyboru, do koloru. W żłobku tylko słyszę, jak co chwila kolejne dziecko idzie, wraca, znów idzie i apiać.

Bardzo ciężko mi było oddać malucha do żłobka. Ale teraz lecę po niego na skrzydłach.

W planach na październik mają naukę higieny - mycia rączek i odkładania zabawek po zabawie. I inne. Bo wrzesień był adaptacyjny. Zapoznawczy.

Gdyby tylko małe maluchy nie chorowały. Staremu ciężko chorować, a jak takiemu maleństwu coś jest to serce ściska.

A co poza tym?
Waga nadal koło 12 kg.
Wzrost nie wiem.
Mówić nie chce.

Lubi nas karmić i nawet jeszcze palem popychać, by z kogoś buzi jedzenie nie wyleciało.
Jest pogodniejszy i częściej uśmiecha się.

Nadal uwielbia mleczko.
Nadal nie lubi swojego łóżeczka do snu.

Obudził dziś tatę rzucając na jego plecy ziemię z kawałkiem kwiatka. Bez doniczki.

Jest cudowny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz