Tita spoko. Raz tylko po postawieniu diagnozy miał zbijaną temperaturę.
Wczoraj byliśmy w tej knajpie. Młodemu ciężko było usiedzieć, bardziej to nabiegałam się/inni się za nim nabiegali.
I ubrałam mu takie spodnie, które w pasie okazały się sporo za szerokie, bo spadły mu na dzień dobry na kolana.:P
Starszy podarował mu swój krawat, został obwiązany i młodzian mógł szaleć.
Jutro na wizytę kontrolną idziemy, ale będzie spoko, wiem to.
Już wczoraj zaczął jeść, dokazuje na całego.
Mleko mamy daje radę. ;) Zdecydowanie skraca jakiekolwiek choroby. ;)
Młody ma chochliki w oczach. Chyba będzie łobuzem. Czort rozrabia i w głos się śmieje, pierwszy do figli. A jakie miny przy tym robi.
Dziś Lubemu taki nr wywinął, że nie nadaje się tego powtarzać. Wymiata.
I wziął również brudny kawałek ręcznika papierowego powiedział be i poszedł wyrzucić go do śmieci.:P
_______________
Dopisek z wtorku.
Luby niestety sam był na rekontroli z młodym. Pierwszy raz w życiu wizyta z Titą u lekarza beze mnie ... :(( chlip chlip
Ależ byłam zła, że nie potrafił wynegocjować takiej godziny, że i ja mogłabym być.
A teraz najlepsze.
Po lekarzu dostałam sms z bogatą treścią:
"wszystko ok antybiotyk do czwartku podawać"
Facet!!! Kurtyna.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz