Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szczepienie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szczepienie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 października 2015

29 miesięcy

Waga - 14.100
Wzrost - kto to wie.





Dziś jesteśmy po szczepieniu na pneumokoki.
Miasto finansowało dla dzieci ze żłobka.
Póki co dostał jakieś cętki na buzi.

I coś sobie zrobił dziś z jednym oczkiem, jest zaczerwienione. Leczymy mlekiem mamy. Już lepiej.

A mnie zdrowotnie zmyło dziś ze świata żywych.

Młodzież urwała kran w kuchni. Bo lepiej urwać kran niż umyć znajdujące się tam talerze. ;)

Poza tym jakiś debil dziś na drodze dwupasmowej jeździł slalomem prawa - lewa, lewa - prawa zajeżdżając co chwila komuś. Gdybym miała kamerę w aucie na pewno bym poszła z nagraniem na policję. Przez debila miałam hamowanie.Debil oczywiście tego nie zauważył.

Jest świetnie.

PS Po szczepieniu miałam przekazać informację o tym fakcie do lekarza ostatniego kontaktu - o podwyższeniu odporności. 
Dziś dokonuję tego dopisku po kilku miesiącach i ze zdziwieniem stwierdzam, że informacja, że nastąpiło podwyższenie odporności jest prawdziwa.

czwartek, 28 maja 2015

Bilans 2-latka

Pomknęłam z Młodym do lekarza na zaległe szczepienie. I od razu na bilans dwulatka.
Młody ma po tatusiu chyba syndrom białego fartucha.
Poziom współpracy poniżej krytyki haha.

- Pokaż oczko.
(młody znieruchomiały wpatrzony w ścianę)
- Pokaż rączkę.
(młody nadal wpatrzony w dal bez najmniejszego ruchu)
- Zajrzę do buzi.
(wrzask jakby obdzierali ze skóry).

środa, 16 lipca 2014

MMR

Jesteśmy dziś po szczepieniu MMR.
Odwlekałam, odwlekałam, od akcji ząb do akcji ząb, bo trójki nadal w natarciu, więc odpuszczałam i odstawiałam na później, później, później ale w końcu dojrzałam.

Po paru godzinach od szczepienia zszedł ze mnie strach, ale byłam sparaliżowana. Pewnie dopiero za parę tygodni odetchnę ...

Powikłania po szczepieniu. Loteria. Czy bardziej zaszkodzi dziecku, że nie zaszczepi się go, czy że zaszczepienie spowoduje uaktywnienie uśpionej choroby? brr

Pani dr miała dziś problem z wystawieniem zaświadczenia, że karmię piersią. Bo wystawia się do roku* życia dziecka. Ha niby dlaczego pytam, skoro Kodeks pracy nie wskazuje żadnej granicznej daty karmienia? W moich planach było dostarczyć pracodawcy aktualne zaświadczenie. A artykuł KP znam, więc sobie mogła podarować. Tiaaa, w końcu wypisała, łaski w tym nie robiła. Pomyłka w nazwisku standardowo znowu jest.
 _________
* później po roku dziecię pewnie pije krowę z kartonu


Tita zbadany został przed szczepieniem. Jak myślałam, ani mu się śniło być badanym, darł się coraz głośniej, a na wadze skakał tak, że przez parę minut tylko przeskakiwały cyfry. W końcu na chwilę zatrzymało się na 11.950 (w pampku) i na tym poprzestaliśmy. Zgodnie z pomiarami ma mniej niż jak miał roczek. U pielęgniarki przed wkłuciem zapanował szał, dobrze, że był ze mną starszy syn i pomagał mi ogarnąć chaos.

Kolejne szczepienie jak będzie miał 18 miesięcy. Trzy wkłucia - nie wyobrażam sobie tego.

Poza tym u mnie lekki stres trwa i trwa. Jeszcze inny temat. Idzie oszaleć ...

Oprócz tego wczoraj był miły dzień konfrontacji z sąsiadką z dołu. Spotkanie na stopie przyjacielskiej pod gołą chmurką. Zniżyłam się do jej poziomu. Jak usłyszałam, że mam u niej robić m.in. remont, bo w wyniku deszczu jej napadało, to wymiękłam. Wymiękłam podobnie jak jej sufit. Od lat uważa, że my jak Paweł i Gaweł. Że ja basen mam w domostwie, więc u niej leje się. I teraz nawet balkon jej przeszkadza. W jej teorii to ja odpowiadam za wszystko, za koklusz i opady deszczu również. Oczywiście postraszyła mnie sądem. Wiele już od niej usłyszałam w życiu. Że sprowadzam sobie fagasów, że ich biję, że płaczą przeze mnie, że jestem durną babą, syfiarą i w ogóle i w szczególe. Nawet kiedyś poinformowała mnie, że mam tu siostrę i że kiedyś pracowałam na wartowni w mundurze (hahah :D).
Poinformowałam ją wczoraj, że od 2 lat czekam na sprawę w sądzie i mam w d***e to co mówi i inną podwórkową łaciną ją poczęstowałam (również popukałam się sugestywnie po czole własnym) po czym ze względną gracją oddaliłam się wraz z wózkiem. Babsztyl darł się nadal (bo, żeby leczyła się już dawno jej powiedziałam). No to jeszcze stanęłam i wykrzyczałam, żeby cieszyła się, że tu może mieszkać, bo fuksem nabyła prawo do lokalu. Ale się wkurzyła na mnie. :P (to było mieszkanie służbowe jej męża, który dziesiątki lat temu od niej uciekł, a potem nie dała mu rozwodu i gdy zmarł, sukcesją prawo do nabycia lokalu przeszło na nią). 

Jutro wielki dzień pakowania.

Piorę, prasuję, kupuję, latam po składach i apiać od nowa. Jakże wczoraj było moje zdziwienie, gdy okazało się, że nawet wyprałam piłkę do tenisa. :) Pewnie Tita wykonał celny za 10 pkt rzut do bębna pralki (otwierana od góry). :P

idziemy wraz z mamą na zakupy wyjazdowe

a tu sobie ze starszym synem dogadzaliśmy :P



Starszy odmówił zabrania mojego poczciwego starego Schneidera na wyjazd. Że to obciachowy aparat. Bo jak to na kliszę robić zdjęcia w dzisiejszych czasach? Wstyd ... Pamiętacie dziewczyny, jak fajne fotki były pstrykane? Oj przewraca się młodzieży w głowach. Aparat, który lata temu kosztował całą moją wypłatę... :P