Kiepsko.
Tita wymagający jest. Mama i mama. Inni mogą być, ale i tak skupia się wszystko na mnie. Możliwość mojej kąpieli? Jak śpi. Możliwość zamknięcia się w łazience? Tak, ale wali w drzwi i krzyczy. Możliwość zjedzenia i wypicia? Tak, jak śpi. Poczytania gazety? Tak, jak śpi. Poczytania książki? Kiedy??
Odbieram go ze żłobka, zanim dojdziemy do domu najczęściej jest godzina 16, zanim dam coś jeść, trochę pobawimy się, zbliża się 17. Od czwartku towarzyszą nam okropne wrzaski, na które reaguję bardzo alergicznie. Wrzaski są już jak wracamy do domu. Nieważne, czy na pieszo, czy autobusem, czy tramwajem.
Wrzaski domowe i uwieszanie się na mnie są standardem. Czasami nawet mogę wejść do kuchni bez krzyku. O tej 17 nie udaje mi się jeszcze zjeść obiadu, a trzeba młodziana kąpać, bo często o 17.30 chce już spać. Oczywiście muszę leżeć obok, nie wolno mi się ruszyć, bo jest wrzask. Jakimś radarem wyczuwa, że obok nie leżę, a czasami podnosi syrenę jak tylko uniosę głowę z łóżka.
W weekend mieliśmy załamanie jedzeniowe. Bałam się, że wylądujemy w szpitalu z odwodnienia. Albo dziąsła, albo gardło, albo pleśniawka (nigdy nie miał), chciał pić, ale jak tylko próbował dotknąć piersi wpadał w rozpacz. Noc była koszmarem. Dzień był tragiczny. Luby ucieszył się, że to koniec z karmieniem piersią. Ale pytam, jaką ma alternatywę? Co w zamian? Mleko sztuczne czy krowie? Co z nocą, kto go uspokoi? Przecież i tak z butelki pić w nocy nie chce. W nocy żadnej butelki nie ruszy. Żaden lateks. Ale nawet gdyby pił - miał podawane łyżeczką, kto wstanie w nocy zrobić cokolwiek? Jak podać łyżeczką, jak młody nie wstaje, tylko leżąc rzuca się na łóżku z zamkniętymi oczami? Co wtedy? Przetrzymać ileś nocy płacz okropny? Ja się do tego nie nadaję, nie wstanę w nocy, choćby nie wiem co. Parę minut po szóstej wychodzę już do pracy, nie mam czasu w nocy na wędrówki kuchenne, już czwartek i piątek ubiegłego tygodnia zarwałam przez pracę, tylko dwie noce i wiem, jakim zmęczeniem to później odkupiłam.
Pokutuje myślenie, że kobieta karmiąca piersią z fanatyzmu karmi dziecko. Bo lubi, więc daje dziecku. Że z jej winy dziecko wisi na piersi mając X czy X miesięcy.
Hehe próbował ktoś na siłę swojemu dziecku podać jedzenie? Wcisnąć np. szpinak? Jak niby ma odbyć się przymus karmienia piersią? Otworzyć buzię dziecku i na siłę wlewać? Przejaskrawiam, bo często spotykam się z absurdami w tym temacie.
Bo tak to nie jest. Dziecko, które nie będzie chciało pić piersi nie ruszy jej. I nieważne, czy będzie mieć 7 miesięcy czy 4 lata. Matka, która nie będzie chciała karmić, nie wykarmi piersią. Tu muszą być obie strony. Chcieć. Nic mi z tego, że będę chciała, by Tita dostawał najbardziej zdrowy pokarm w życiu, jeżeli on nie będzie chciał pić. To jego wybór. Jedyne co mi wtedy pozostanie to odciągać pokarm. Ale to na dłuższą metę spowodować może jedynie osłabienie laktacji. Zmienia się podaż, zmienia się popyt. Bo nie wstanę w nocy odciągać. Bo nie znajdę czasu po powrocie z pracy, jeżeli muszę zająć się dzieckiem. Bo nie zrobię wieczorem, kiedy leżę obok dziecka.
W sobotę gdy nie mógł pić i nie pił już kilkanaście godzin, odciągałam pokarm. Podaliśmy łyżeczką - prawie z pojemniczkiem Aventu usiłował połykać, tak smakowało, więc problem ewidentnie był po stronie gardła albo zębów albo czegoś podobnego. Pierś nie, każde dotknięcie powodowało ból i płacz. Odetchnęłam, że coś prócz małych ilości wody pije, że nie odwodni się, W ciągu doby po wielu płaczach tylko w nocy w końcu trochę wypił piersi. Przez dobę raz! Już wtedy miałam zapalenie i porobiły mi się guzy... Wspaniałe bolące kamienie ...
Dziś powoli wychodzimy już na prostą. Wieczorem Tita już wielokrotnie pił. Jeszcze z piskiem, jeszcze widać, że coś go boli, jeszcze rzucał się, ale chęć była. Tyle, że zmieniła się podaż mleka przez ostatnie dni, więc nie ma tyle, ile powinno. Idzie oszaleć. .........
Cóż poza tym?
Rozmawiałam z teściową ostatnio. Była u lekarza. Wirusowe zapalenie krtani :P To jakaś farsa!
Starszy wczoraj był u lekarza. Antybiotyk, ten sam co ja. Nie pamiętam, kiedy miał antybiotyk i przez ostatnie lata kiedy był w ogóle chory (prócz leserstwa i wymyślania chorób, by uchronić się od szkoły). No ale też nie mogłam doprosić się dotychczas o zakładanie kurtki, bo po co i na co.
Ukończył w zeszłym tygodniu pierwsze praktyki. Z oceną celującą. Ale dumny "wracał z pracy".
Lubego też zgina, ale powiedział, że najwyżej jutro pójdzie do lekarza. Chwalił się ostatnio, że nic go nie bierze, no to ma, podarunek od losu.
Ja nadal kaszlę i te gardło mi dokucza.
Jakaś równowaga w przyrodzie musi być. Nie chorowaliśmy, no to proszę, bonus od losu. Co za szczepy chorobowe młody ze żłobka przynosi ...
Ale żłobek jest super. Młody chodzi chętnie, wychodzi z niego uśmiechnięty, zadowolony. Mimo chorób, jest chwalony.
Przez ostatnie dwa dni usłyszałam:
- dwa razy, że jest kochany
- dwa razy, że jadł jedzenie (dziś cały obiad) deserek już tak nie smakował
- że ładnie śpi
- że ewidentnie ma coś z dziąsłami że mu dokuczają (że jest biedny przez dziąsła)
- że ślini się tak, że dziś trzy śliniaki w żłobku nie dały rady (ostatnio w domu pomimo śliniaków młody z 10 bluzek miał wymienianych w ciągu dnia).
Być może, że niegrzeczność zostawia dla mnie na wieczór. :P
Misja - wykończyć matkę.
Ale poza tym jest kontaktowy, ostatni miesiąc zaobserwowałam rozwój w wielu dziedzinach. <3 <3 Tylko gdyby mniej krzyczał ... no ale tak komunikuje się ze mną, skoro mówić nie potrafi.
Luby, który go rano zaprowadza obserwuje niecierpliwość Tity przed wejściem do sali Pszczółek. W ostatnim miesiącu Tita nauczył się "drobić kroczki" normalnie kłus w miejscu. I tak zapyla w miejscu. Jest strasznie zniecierpliwiony, że drzwi nie otwierają się i nie może wbiec do sali. A tak bałam się ... Niepotrzebnie.
W weekend na dosłownie trzy godziny wyskoczyliśmy do Piły na kawę imieninową. Jak dobrze, że nie mam schodów w mieszkaniu. Tita dał nam popalić w tym czasie.
To tyle zaległości. Muszę skorzystać, że synek śpi i otworzyć Angorę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz