środa, 8 października 2014

o dzieciach małych i dużych

Często czytam blogi parentingowe. Jest ich ogrom w necie, czasami można coś fajnego znaleźć dla siebie, czasami jakaś myśl podłapać, poznać spojrzenie innego rodzica, czegoś nauczyć się.

Często też zaglądam na jedno popularne forum ciążowo - dzieciowe w wieku Titowym, mimo, że jestem tylko czytaczem i nigdy nie zakładałam tam konta. Tam czytam o boomie chorobowym dzieciaczków, wiem jak wyglądają ich układy dnia, snu, posiłków, zapisywanych lekarstw, promocji na Dadę i obuwie i aspektów żłobkowych. Wiem, że u nas jest podobnie i to uspakaja. Nie odbiegamy od nich.

Mam małe dziecko. O nim najczęściej tu piszę. To chwile są tak ulotne, czas tak gna, że zanim obejrzę się, ten czas minie.
Nawet jak jest u mnie nudnie, to nie każę tu zaglądać, czytać. Wprost przeciwnie. Dobrowolność.
Zresztą nie afiszuję się, że piszę. Adres ten dałam tylko osobom, które znam i którym ufam.

Ale ja nie o tym chciałam pisać. Net przepełnia ogólny zachwyt dziecięcy.  Ociekający niejako lukrem i wręcz spływający. Nawołujący do rodzicielstwa bliskości i bez przemocy. Ach i och.

Bo takiego małego maluszka bardzo łatwo kochać. Po prostu. Świat dziecka jest prosty i nieskomplikowany.
Wraz z wiekiem komunikacja komplikuje się. Przestaje być prosta. Z biegiem lat coraz mniej jesteśmy obecni w życiu dziecka. Nasze godziny rozmów mają mniejszą wagę niż jedno zdanie rówieśnicze. Dziecko dokonuje swoich wyborów.

Dziś starszy do mnie rzekł: uciekłem z wf. To niesprawiedliwe, dziewczyny zwalniają, a nas nie.
Tyle mówię o zasadzie sprawiedliwości, prawdomówności, równości. I co tu odpowiedzieć, jak sprawiedliwości nijak nie ma? Jednego ukarzmy, drugiemu odpuśćmy. Jednemu uwagę, a drugiemu za gorsze przewinienie upomnienie (słowne) lub zignorowanie przez nauczyciela czy dyrektora? 

Starszy doświadcza mnie takimi akcjami, że czasami oczy otwierają mi się szeroko. Ale z uwagi na Jego prywatność, pisać o nich nie zamierzam. A czasami wolę jak najszybciej zapomnieć, bo nic nie niesie, poza poczuciem bezsensu.
Trudno jest być rodzicem nastolatka. Wtedy już nie ma tego lukru i cudu miodu. Poczynając od tego, że ciężko przytulać kogoś, kto jest sporo wyższy od nas. I kto najczęściej nie mówi, a burczy, fukając używając przy tym słów, które niekoniecznie chcielibyśmy usłyszeć.
Ciężko takiemu wyrostkowi wyznawać uczucie. Szczególnie, że najpierw potrafi dziecię dokuczyć, by po chwili nagle zmieniać się w potulnego baranka, kiedy jeszcze w rodzicu szaleją emocje, niekoniecznie pozytywne.

I co tu odpowiedzieć na taką ucieczkę, kiedy samemu w tym wieku uciekało się z lekcji, aż furczało?
Dopiero co odnalazłam (po roku) Jego zgubiony worek z wf, w kolejnym tygodniu już go nie miał. Znowu zgubił. A tam buty za pewnie 200 zł, spodenki za sto i jakaś bluzka... Ale co tam.
Zimno jak na Syberii, a ten wraca ze szkoły (druga strona miasta, kilka przesiadek) w krótkich spodenkach. Kurtka? Jaka kurtka? Po co? Czepiam się.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz