poniedziałek, 9 maja 2016

opowieść o pogardzie

Krótkie historie o wkurwie.


Przełączając programy zatrzymałam się ostatnio na jednym z nich.
Takiej podrzędnej stacji w której pluralizmu i obiektywizmu trudno szukać.
I nie była to telewizja narodowa (zwana reżimowa).

Prowadził jeden łepek.

Banialuki o ochronie życia.
O niechęci do prezerwatyw.
O tym, że jest przeciwko in vitro.
Że najwidoczniej los wie lepiej, że takie osoby nie powinny mieć dzieci.

Sprawdziłam jego życiorys.
Dwoje dzieci.
Jedno spłodzone już z nauczycielką maturalną.
Drugie z kimś innym kilkanaście lat później. Już po dłuższych staraniach.

Doprowadził mnie do furii.
Jak można w tak pogardliwy sposób wypowiadać się o innych ludziach.
Jakim ignorantem trzeba być, by nie wiedzieć, że niepłodność to jest choroba cywilizacyjna. Zataczająca coraz większe koła. Obejmująca coraz więcej osób. W każdym wieku. Z każdego środowiska.
Jaka jest statystyka? Co która para ma problemy z zajściem w ciążę?

Jak ktoś mający dzieci śmie w tak pogardliwy sposób wypowiadać się o dramatach innych ludzi?  G**** wie o tym dramacie i nigdy nie będzie wiedział.
Jakim prawem usiłuje pisać innym życiorysy i dyktować, jak powinni żyć i co robić.

I ten uśmiech samozadowolenia na (tłustej) twarzy. Sorry, ale nie mogłam nie pozwolić sobie na ową złośliwość. 

Nie cierpię takich ludzi. Nie liczących się z nikim, ani niczym.

Dla których moje ja jest najważniejsze.



Ostatnio słyszałam wypowiedź innej kretynki.

Obrończyni życia.

Że zgwałcona kobieta powinna urodzić i te niechciane życie podarować innym ludziom, którzy nie mogą mieć dzieci. Jaką kretynką trzeba być, by powiedzieć takie słowa. Ale jak złośliwie skomentowali w internecie, może sobie na takie słowa pozwolić, bo wygląda tak, że nikt nie miałby ochoty na gwałt.
Ciekawe jak by myślała, gdyby ją zgwałcił własny ojciec, sąsiad lub grupa spitej, obrzyganej młodzieży, która na gwałcie by nie poprzestała. Jaką trzeba być kobietą, by życzyć innej kobiecie dziewięć miesięcy tortur psychicznych i problemów i trudów ciąży i  koszmarnego porodu w imię wydumanych bredni i teorii nawiedzonych ludzi? Dziewięć miesięcy tortur i przypominania o koszmarze i nienawiści do własnego ciała i niechcianego dziecka?

Albo taki obrazek z netu.



Jak można tak perfidnie manipulować? Nawiedzone kółko, które myśli, że około 9 lub 10 tygodniowy płód można zamrozić, a potem można urodzić lub nie? Podła manipulacja. Podła.
Już w naturalnym procesie w wielu przypadkach dochodzi do naturalnych poronień, o których często kobieta nie wie.
Przy in vitro te szanse są drastycznie niższe. Bo pomiędzy zapłodnioną zygotą a obrazkiem jak powyżej są tygodnie walki. Najczęściej przegranej.
Kibicowałam na wielu blogach mamom, które tylko dzięki in vitro mogły zostać mamami. I obserwuję szczęśliwe dzieci w tych rodzinach. I walkę, która czasami trwała kilkanaście lat. A czasami na końcu nie było happy endu. 
A takie nawiedzone kółko usiłuje stworzyć przekaz, że ktoś płody z bijącym sercem, z rozwiniętymi nóżkami i rączkami i podniesioną główką zamraża.... Mój ty smutku....


I co jest żenujące?
Że najczęściej te święte grono obrony życia stanowią faceci lub kobiety w wieku mocno poprodukcyjnym.

Albo takie towarzystwo:


Co to ma być?? To jest grono, które ma decydować o macicach kobiet? Słabe....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz