Diagnoza moja - postawiona z sufitu sprawdziła się.
To angina. Ropna i wirusowa.
Tita ma pierwszy antybiotyk w życiu (bo tego w okresie noworodkowym na zatkane kanaliki który wyrzuciłam po paru użyciach, bo nie pomagał, nie liczę).
Młody grzeczny.
Pije i pije na umór.
I nic więcej.
W niedzielę mamy imprezę w knajpie. Pod znakiem zapytania wyjście w pełnym komplecie.
Zakaz całowania dziecka. Jedzenia z jednej łyżeczki, picia z jednego kubka. Jedzenie i picie pikuś, nie stosuję tego, bo nie zamierzam sprzedać dziecku próchnicy ani niczego podobnego. Ale całowanie? Cmokaski i wygłupy? Będzie trudno.
Szkoda mi, że nie będzie chodził do żłobka. Tyle atrakcji tam mają, że nic dziwnego, że o 6 stoi pod drzwiami z bucikami w ręce, pokazuje na drzwi i jęczy, że chce jechać. Niestety....
Z komórki fotki. Jakość kiepska.
Uwielbiam tę dupcię. <3
W tygodniu jak znalazłam czas, by przeczytać Angorę. Przyleciała małpiata ... i się naczytałam.
Zwierzęta na tle Animal Planet. :P

.jpg)



Oby raz dwa się wyleczyło. Choroby są do du... :P
OdpowiedzUsuńDziękuję, tak właśnie było raz dwa i zniknęło. A kysz choroby. :)
Usuń