Życie nie pozwala mi nudzić się wrzucając pod nogi nowe stadium przypadków. Jak problemy to do mnie. Całe życie.
Jak coś nowego i nowy szlak do zmierzenia się, to dla mnie.
Jak coś w pracy niecodziennego, to pewne jest, że trafi na mnie.
O większości nie mogę nawet pisać i szczerze, to nawet wolę o nich zapomnieć, a nie utrwalać.
Moje życie śmiało by wystarczyło na parę filmów Kieślowskiego.
..............
Czytam czasami w necie posty, że ktoś nudzi się. Że ma nadmiar czasu. Co to jest?
Czy jestem tak nieudolna, czy moja doba jest krótsza? Czy to ten pęd życia w mieście? Kumpela dziś mówiła, że jak wraca do domu po pracy w piątek, to już od popołudnia widać spowolnienie, spokój i weekend. Taaaaaaaaaaaaak ........
..............
Oj dokopał mi ten tydzień.
Mój laptop w końcu został naprawiony.
Klawiatura nowa została zakupiona.
Wymieniona.
Sklejona.
I była parę dni....
Odpaliłam lapka, bo mama popłakiwała, że Starszy jej nie chce czegoś powiedzieć.
(no chcę wejść na fb i tam i tam, a tam zarejestruj się, to co mam wpisać - nigdzie nie ma kont założonych, chcę znaleźć sro i owo i gdzie to jest, ja chcę, gdzieś coś w internecie coś jest bo ktoś jej powiedział, chcę wiedzieć, zobaczyć, a taki znaczek mi się gdzieś pokazał, a co on oznacza, a na pilocie to, a ten zrobił to, a ten nie zrobił, a ja siaka, owaka ... płacz, obraza .... gorzej niż małe dziecko). Postanowiłam być dobrą córką (hłe hłe), Titę wzięłam na kolana usiedliśmy przed lapkiem ........i szok. Fontanna niesamowita, wszystko wokoło, cały lapek wszystko, wszystko, wszystko.
Tego wieczora jeszcze 3 akcje, pranie za praniem, czyszczenie ściany, łóżka .... Lapek poszedł do rozkręcenia, straciłam go na parę dni, ale dziś jest "naprawiony, zrobiony" ... chociaż znowu klawiatura jest osobno. Ale działa, nic nie straciłam... Dobrze mieć dwóch informatyków w domu.
W pracy ... jakiś objaw obłędu. Kuriozum sytuacji, absurdów. Pogoń w walce z papierologią stosowaną. I tylko drzwi otwierające się. Kolejny temat. I następny. I znowu ktoś. I znowu. I następny. I znów. Telefon za telefonem. Sprawa za sprawą. Szał ciał. Śniadanie? Picie? Toaleta? Po co?
Wybiegłam w końcu z pracy, później niż powinnam. Okazało się, że muszę tam wrócić, bo z rozpędu coś zapomniałam zostawić.
A że już młodego miałam po żłobku, to poszłam z nim.
Doszliśmy do domu. W końcu. Prawie. Bo zanim doszłam wiedziałam już, że zgubiłam telefon służbowy. Bieg do domu, Starszy dostał pod opiekę Titę który wrzeszczał i płakał na zmianę i rzuciłam się w pogoń poszukiwawczą. Całą drogę przeszłam ponownie. Po raz trzeci tego dnia do pracy doszłam! Dupa. Dupa wołowa. Oczywiście tel nie było, już był wyłączony. Telefony, telefony z mojego prywatnego numeru do osób X, Y, Z. Zastrzeżenia nr. Myśli, co tam miałam. Co utraciłam z danych, ze zdjęć. Czy nie było jakiś spraw, których można wstydzić się.
Po paru godzinach telefon. Do kumpeli z pracy oddzwonił mój telefon! Moja służbówka, której nr zgodnie z operatorem i jego oświadczeniem miał został zablokowany. Zostało mi zaproponowane spotkanie o określonej godzinie pod najtańszym sklepikiem osiedlowym. Wiedziałam, który ma na myśli. Starszy nie chciał mnie puścić. Poszłam. Nieznany mi człowiek. Oddał mi telefon. Na odchodne dałam mu pieniądz na piwo. I teraz będę czekać na biling, żeby zobaczyć czy nie mam konkursów infolinii i połączeń z Hameryką.
Wieczór. Przytulam się do Tity. On śpi niespokojnie, budzi się, rzuca. Patrzę ... nie wierzę .... Wszystko wszystko wokoło plus ja i synek w zawartości pieluchy. No to znów piorę, młody całościowo pod prysznic wraz ze mną, pościel po raz enty zmieniona, łóżko wyprane.
Błogosławię, błogosławię wynalazcę pralki. Najwspanialszy dla mnie cud technologii to pralka.Mogę robić wszystkie prace, prać nienawidzę.
Poza tym doczytałam wiadomość z przedwczoraj, że wczoraj miałam radę rodziców. Oj kobieto, nawalasz!
22.45
Co jeszcze ma dzień dla mnie? Emocje, emocje, emocje. Nie da się wypowiedzieć ....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz