czwartek, 29 stycznia 2015

O jedzeniu inaczej ;)

Młody rozwala mnie w niektórych aspektach.

Dziś jedliśmy obiad i wkładał Lubemu na talerzu resoraka w rybę, by autko jej skosztowało. I do tego było oczywiście dodane: aaaaaaaa!!!! (znaczy dobre).

Oglądałam ostatnio jak Makłowicz gotuje. W Norwegii <3 smażył renifera i na końcu oczywiście degustował. Młody patrzy na niego i znowu aaaaaaaaaaa!!!!.

Młody dostaje coś do jedzenia i dzieli się jedzeniem z interaktywną żyrafą. Kęs Tita, kęs dla żyrafy. :P

Dziś na talerzyku były na końcu dwa plasterki kalarepki. Jeden duży, drugi ledwo, ledwo. Sobie wziął duży, malutkiego podarował ze szczerego serca babci. I za nic nie chciał zamienić się. :PP

I abstrahując od jedzenia rozlaliśmy coś na tacce. Babcia mówi, że ma pójść do kuchni i powiedzieć dziadkowi, by dał ściereczkę. Młody zamiast tego poszedł do ubikacji, chwycił za papier toaletowy i przyciągnął go do pokoju rozwijając go. Nadgarstki mi rozwalił. 

<3 uwielbiam

środa, 28 stycznia 2015

o chorobie cd.

Luby:
- zobacz sportowcy też chorują,
 ?????
 - mówili, że grają w katarze.

No żart na miarę Strasburgera.

Dzwonię wczoraj do żłobka, że młodego ani mnie nie będzie w żłobku na tym spotkaniu.
Pani mnie pocieszyła.
Spotkania nie będzie.
Wszystkie panie przedszkolanki z grupy na zwolnieniu lekarskim.
Z jego grupy przyszło czworo dzieci!
I trafiły do innej grupy....
Co piąte dziecko przyszło do żłobka, a przecież już w zeszłym tygodniu były czystki...
No to powiedziałam, że go nie będzie do końca tygodnia. Zanim poszedł na rewizytę lekarską zapowiedziałam, że go dalej nie będzie. :)


niedziela, 25 stycznia 2015

o jedzeniu, o tym i owym

Będąc ostatnio w sklepie stwierdziłam, że dziwna ze mnie matka.
Młody jeszcze trochę i skończy 21 miesięcy, a tyle towarów w sklepie nigdy jemu nie kupiłam. ;P
Nigdy młodemu nie kupiłam ani jednej puszki mm, ani jednej kaszki gotowej, ani jednego słoiczka - ani warzyw ani owoców. Nie dostał żadnego danonka, żadnego monte. Żaden kolorowy jogurt. Żadne Kubusie. 
Kaszkę sama gotuję, lubi z jagodami. 
Mleko wiadomo.
Warzywa i owoce je - ale nie ze słoików.
Sok z marchwi uwielbia (sokowirówka) i zaraz mu właśnie zrobię.
Ma ileś warzyw, które wręcz połyka.
Jogurt kupuję biały, do którego dokładam owoce. Za jogurtem jednak nie przepada, z nabiału pochłania w nadmiarze żółty ser (jak jego starszy Brat...).
Wiadomo, że żadnej czekolady jemu nie kupiłam. Jeszcze cukierka nie dostał.
Ani lodów. 
Ma jeszcze czas na cukier prosty. Co nie oznacza, że nie dostanie zwykłego ciastka lub kawałka ciasta czy piernika jak robię. Wtedy wiem, że są tam podstawowe produkty - mąka, cukier, jajko masło/margaryna, ser itd itp.

sobota, 17 stycznia 2015

sprzed chwili

małpiata w kuchni na blacie, coś pożera
mówię do Lubego
- co ona tam je?
Idzie spojrzeć i chichra sie:
- sałatę  :PPPPPP

czwartek, 15 stycznia 2015

czwartek to mały piątek

Dziś podsłuchałam w żłobku rozmowę mamy z przedszkolanką.
:P
Aczkolwiek trudno nazwać podsłuchaniem skoro była w szatni, gdzie przebieramy dzieci.
I rzecz była o niejadkach.
Grupa Tity.
Czyli z założenia max różnica wieku dzieci w grupie powinna być 4 miesiące. Ale raczej to jeden wiek.
I jedna mama mówi, jak córka mówi, że coś tam trzeba posmarować szoko szoko (czekolada). I że młoda danonka zjadła. Wapń dla zdrowych kości? haha :D Takim syfem karmić takie maluszki...A potem, że dziecko nie je... A jak ma jeść inne produkty, skoro podstawą jego jedzenia to cukier i to przetworzony... A potem za lat kilkanaście zdziwienie skąd nadwaga. Dlaczego nie je warzyw i je jedne produkty... Nie powielę błędów żywieniowych jak ze Starszym.

Młodego buciki wczoraj.


ze śmietaną z lodówki
ale wrzeszczał na widok bucika i podłogi :)


Młody wczoraj został zważony. 12.900. 
Dziś patrzę, a on pod blatem w kuchni nie mieści się. A blat ma 90 cm.

Wieczorna lektura. ;)





A tak traktuje się babcine harlekiny.

A to małpiata w okazałości.

A oto Pimpek. Kradnący Pimpuś.

Jestem zmęczona. Dziś wieczorem padłam ze zmęczenia. Spałam razem z młodym. Teraz przed północą oboje urzędujemy. Dobrze, że czwartek to mały piątek. :))

A potem będziemy znowu spać. I może będzie dla mnie miejsce w łóżku.




wtorek, 13 stycznia 2015

jest dobrze :)

Dziś młody skutecznie zagłuszył jedyny program, który chciałam obejrzeć w tv. Oj dzisiejsze płuca były bardzo zdrowe.
Nie ma zmiłuj.
Nie ma czytania gazety. Czytania  czegokolwiek. Oglądania. Ładuje się z książeczkami bez względu czy to 6 rano, czy północ. Nie ma, że chcemy robić coś swojego. Musi być jego i to teraz, natychmiast!
I strony przewraca i każe sobie powtarzać setny raz nazwy i obrazki. 
I w puzzlach (alfabecie) trzeba mówić, jakie to literki. Jak nie powiemy potrafi tak wrzasnąć, że na chwilę można przestać słyszeć. :P

niedziela, 11 stycznia 2015

za co nie kocham mojego miasta - post otwarty

za co nie kocham mojego miasta - post otwarty do uzupełniania



obraz jak w Bośni i Hercegowinie ...
centrum miasta, ruina

a nie lepiej obciąć gałęzie?

traktor w mieście? w centrum? serio?

jedna ulica a na niej kilkanaście (poprawka - zliczyłam, jest ich dziesięć!)

domowy parking na trawniku?

zakaz wyprowadzania psów
a jak ten pies miałby tam się znaleźć?
miałby być tam wrzucony górą w te krzaczory?

 chyba z rok tam "parkował"...
i z coraz mniej elementów się składał ...


Przy drodze spacerowej na Malcie. Wstyd!!!


nie miasta - kraju - za debilną ustawę śmieciową

piątek, 9 stycznia 2015

Małgorzata Musierowicz

Dziś moja ulubiona pisarka kończy 70 lat!

Czytana przez dzieci, czytana przez nastolatki, matki i babcie.

Pisząca w ciepłym i bliskim sercu klimacie.

Czytać Musierowicz to dotknąć lepszego świata, uruchomić w sobie ludzkie odczucia i serce. Nigdy nie będę zbyt stara na książki Małgorzaty Musierowicz.

Czy wiedzieliście, że bratem Małgorzaty Musierowicz był zmarły niedawno Stanisław Barańczak?


Książki M. Musierowicz zajmują ważne miejsce na moich półkach i w moim sercu.


czwartek, 8 stycznia 2015

smęcę i narzekam

Kumpela mi dziś napisała, że czyta bloga jednej wariatki.
:)
Nie zamierzam negować. No bo czymże jest życie, jak nie snem wariata?

Dziś pomiędzy pracą, a odbiorem młodego musiałam odwiedzić dermatologa. Nie cierpię lekarzy!  Myślałam że to będzie szast - prast. W końcu idę prywatnie więc płacę, chcę wejść i wyjść. Jak najkrócej. A tam siedzi pierwszy pacjent z 20 minut. Co można robić w gabinecie u derma przez tyle czasu?  Tak naprawdę byłam zapisana jako pierwsza, ale pani sobie wyczytywała nazwiska po swojemu i pomimo mojej prośby paniusia przede mną nie zamierzała mnie przepuścić (czytaj: miała gdzieś małe czekające dziecko w żłobku). No ale kolejna kobieta była inna, więc nie wszystkie kobiety są zołzowate, ale tę jedną miałam ochotę poddusić
.

środa, 7 stycznia 2015

zdjęciowo żłobek

Dziś po błogim lenistwie i przeszło dwutygodniowej przerwie Tita podążył do żłobka. Nie ukrywam, miałam obawy. Dorosłym trudno po wolnym z powrotem wpasować się w tryby pracy, a takiemu maleństwu? Na szczęście mój syn nie miał takich dylematów, wpadł tam jak w dym z radością. Gdy odbierałam maleństwo, przedszkolanka stwierdziła, że po tak długiej przerwie jest wszystko ok, ładnie jadł, ładnie spał. Pomimo -3 wróciliśmy do domku na pieszo bezskutecznie wypatrując kotków. 

Starszy przywiózł od teściów zeszyt.... Podaje mi. Mój zeszyt z języka polskiego! Sprzed 23 lat ... Gdzieś tam ostał się... Niesamowite otworzyć takie pudełko wspomnień, przenieść się w czasie...

wtorek, 6 stycznia 2015

hej za rok matura

Czytam książkę o moim mieście w XIX wieku.

"Egzaminy maturalne odbywały się dwa razy do roku - w okresie wielkanocnym i we wrześniu. Trwały kilka tygodni. W pierwszym etapie przeprowadzano egzamin pisemny, a następnie ustny. Egzamin pisemny obejmował następujące przedmioty: język łaciński, grecki, niemiecki, francuski, okresowo hebrajski i matematykę. W Wielkim Księstwie Poznańskim do chwili usunięcia języka polskiego z programu nauczania obowiązywał egzamin również z tego przedmiotu. W jednym dniu pisano prace z dwóch przedmiotów. Wymagało to ogromnego wysiłku. Tematyka prac była dość różnorodna. Tak np. Hipolit Cegielski zdający maturę w roku 1835 opracowywał następujące tematy: z języka polskiego "O przyczynach i skutkach gminoruchów"; z niemieckiego "Jakie okoliczności złożyły się aby budzić Minnesang [śpiew miłosny - uwaga autorów] w dobie cesarzy szwabskich"; z francuskiego "Rzut oka na rządy Karola Wielkiego".
Komisja po przejrzeniu prac decydowała o dopuszczeniu abiturienta do egzaminu ustnego. Zdawano go w jednym dniu ze wszystkich przedmiotów, a mianowicie z łaciny, greki, niemieckiego, polskiego, francuskiego, religii, matematyki, historii, przyrody, fizyki i propedeutyki filozofii. W sumie trwał on około dziesięciu godzin, rozpoczynał się bowiem o 8.30 i kończył po godzinie 20. Przewidziany był czas na dwugodzinną przerwę obiadową. Najwyższe wymagania stawiano przy egzaminie z łaciny i niemieckiego. Słabsze rezultaty z innych przedmiotów mogły być wyrównane przez świetne wyniki na egzaminach z języków klasycznych lub matematyki. Matura była prawdziwym egzaminem dojrzałości, nie wszystkim udawało się go zdać. W gimnazjum Marii Magdaleny procent uczniów, którzy nie przebrnęli tej ostatniej przeszkody, kształtował się w granicach 5%. Były oczywiście lata, kiedy był on znacznie wyższy, np. w 1876 r. na 8 zdających tylko 3 uzyskało maturę, dla odmiany w 1900 r. wszystkich 20 maturzystów zakończyło swą gimnazjalną edukację".

Nie zdałabym tamtej matury. Ba, jako kobieta nie byłabym do niej dopuszczona, owa szkoła była tylko mężczyzn.

Kobiety....dla nich były inne szkoły ...

"W P. od XVII w. dziewczęta z zamożnych domów mieszczańskich pobierały naukę w klasztorze Benedyktynek, mieszczącym się w Pałacu Gorków. Program obejmował naukę religii, pisania, śpiewu i robótek ręcznych. Dla zdolniejszych wychowanek przewidziano lekcje z łaciny, czytania nut, śpiewu, po pewnym czasie wprowadzono także język francuski. Przejmowanie kształcenia dziewcząt przez osoby świeckie z trudem torowało sobie drogę w świadomości społeczeństwa".

Trochę tęskno, że parę wieków temu szkoły dla mężczyzn potrafiły wykształcić mądrych ludzi, a dziś ..... Dla kobiet nastały jednak lepsze czasy ... niż przed wiekami.

masz babo co chciałaś

Nieopublikowane wcześniej zapiski.

Pierwsza ciąża była dla mnie w miarę łaskawa. Oprócz bólów wzrostowych wiadomego narządu przez jakiś okres czasu, uskuteczniania haftów w pierwszym trymestrze, mdłościami na początku i zgagą na koniec miałam sielankę. Do 7 miesiąca ciąży biegałam za MPK, przeskakiwałam przez łańcuchy, a na swoim weselu w zaawansowanej ciąży tańczyłam do upadłego. Obżerałam się niedojrzałymi jabłkami prosto z drzewa i jeździłam, gdzie chciałam. W 7 miesiącu sielanka skończyła się - rozwarcie, szpital, szwy, tabletki. Potem żyłam już spokojniej, ale dalej na lajcie. Po 2 miesiącach ściągnięcie szwu. Trochę później poród naturalny. 

niedziela, 4 stycznia 2015

20 miesięcy

Nowy rok czas zacząć. :)



Waga - 12.800. Około.
Wzrost - 88?.
Słowa - zlepki, rzadko.
Lubi - wspinaczkę.
Lubi - mleko mamy.
Lubi - żłobek.
Kocha - książeczki, puzzle, auta (w tej kolejności).
Śpi raz w ciągu dnia i w nocy z przerwą na popicie mleka.
Lubi zabawę.
Lubi wygłupy.
Sięga rączką do drzwi i otwiera naciskając klamkę.
Jest na nie - i nie- i nie.
Uwielbia wyrzucać z szafy, szkło również.
Jest uparty i musi postawić na swoim.
Jest głośny.

Reszta zapisków - w pamiętniku prowadzonym odręcznie. Wspaniała sprawa wrócić teraz do szczegółowych zapisków z np. 8 tygodnia życia.

coraz więcej zwolenników mojej kawy :P



a to znak: "nie ma"