Rozważania sentymentalne.
W przededniu 3 maja trzy lata temu czułam się jak słonica.
Co najmniej.
81,4 kg. Z taką wagą kolejnego dnia sunęłam do porodu.
A obiecałam sobie, że nie przytyję tak dużo, jak w pierwszej ciąży (wtedy 18 kg).
18 kg na plusie nie było. Fakt. Było 23,4 ;)
Jeszcze parę tygodni ciąży i dobiłabym do setki. ;)
113 cm w pasie.
Prowadziłam skrupulatne zapisy.
Wagi.
Pomiarów w pasie, bioder. I szło migiem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o ciąży. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o ciąży. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 2 maja 2016
piątek, 7 sierpnia 2015
piąteczek, piątunio
I`m so excited.
xDDD
xDDD
Poza tym niedawno minęły trzy lata, jak robiłam test ciążowy. Ale były emocje. Pomimo, że wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały ciążę, nijak nie mogłam w to uwierzyć. Ja? Niemożliwe. hihi
wtorek, 10 lutego 2015
post przyciężki
Wczorajsze spotkanie na światłach wstrząsnęło mnie. Tak bardzo chciałabym, by każda mama która chce, mogła cieszyć się macierzyństwem. A tak często pojawiają się ciąże tam, gdzie ich nie chcą i nawet gdy dziecko rodzi się, najczęściej jest już na starcie skazane na przegranie życia.
Nie umiem sobie wyobrazić, czym jest długoletnie staranie o ciążę. Jak trudna bywa walka by zostać mamą.
Jestem po drugiej stronie barykady. Mam dwóch synów. I nigdy w swoim życiu nie starałam się zajść w ciążę. Po prostu ciąże same zjawiły się, by rozjaśnić moje życie. Życie dwukrotnie mnie zaskoczyło (mam nadzieję, że los więcej niespodzianki dla mnie nie ma, mój dom ma już wszystkich mieszkańców). Jestem spełniona jako mama.
Pomimo tego, że jestem po drugiej stronie barykady, czytałam i czytam kilka blogów kobiet niepłodnych, którym ogromnie kibicowałam, by zostały mamami. Zagłębić się w każdy z tych światów to poznać ból jakim jest choroba niepłodności (nie mylić z bezpłodnością). To świadomość, że nie jest się pępkiem świata i wkoło są inni ludzie. Warto mieć świadomość, że nasz brzuszek ciążowy, dziecko w wózku, dziecko prowadzone za rączkę może dla innej kobiety być źródłem bólu i rozpaczy. Że niechcący możemy kogoś skrzywdzić nieopatrzenie odzywając się. Że niepłodność i bezpłodność to choroba.
wtorek, 6 stycznia 2015
masz babo co chciałaś
Nieopublikowane
wcześniej zapiski.
Pierwsza
ciąża była dla mnie w miarę łaskawa. Oprócz bólów wzrostowych
wiadomego narządu przez jakiś okres czasu, uskuteczniania haftów
w pierwszym trymestrze, mdłościami na początku i zgagą na koniec
miałam sielankę. Do 7 miesiąca ciąży biegałam za MPK,
przeskakiwałam przez łańcuchy, a na swoim weselu w zaawansowanej
ciąży tańczyłam do upadłego. Obżerałam się niedojrzałymi
jabłkami prosto z drzewa i jeździłam, gdzie chciałam. W 7
miesiącu sielanka skończyła się - rozwarcie, szpital, szwy,
tabletki. Potem żyłam już spokojniej, ale dalej na lajcie. Po 2
miesiącach ściągnięcie szwu. Trochę później poród naturalny.
niedziela, 28 września 2014
weekendzik
Dwie ciąże. Jedna w XX wieku, druga w XXI.
A tak miało być źle. Jakieś sceny dantejskie, akcje, płacze. Gdzie one są?
I po co takie straszenie? Komu i na co?
Gdy rodziłam po raz pierwszy rzadko kogo było stać na telefon komórkowy, internet był tylko w co którymś domu, a i tak było w nim niewiele.
Gdy rodziłam po raz drugi telefon i net stały się codziennością, nałogiem. Net stał się jednym wielkim spamem, w którym ciężko znaleźć coś cennego. Polacy namiętnie i z pasją wpisują do google dolegliwości, zamiast udać się do lekarza.
Jak to brutalnie powiedział Lem: Gdyby nie internet nie wiedziałbym, że na świecie żyje tylu idiotów.
Będąc w ciąży po raz pierwszy miałam tylko czasopismo Mamo to ja (albo podobne) i w "Oczekiwaniu na dziecko". I mamę, teściową, babcie, ciocie.
Będąc drugi raz w ciąży internet kipiał już dobrymi radami i to co uwielbiają Polacy, straszeniem.
Straszeniem, jak jest w ciąży, jaki będzie poród, jak to trudno będzie po narodzinach.
Net przepełniony jest herezjami dotyczącymi karmienia piersią, gdzie przytaczana jest wiedza naszych babć w zakresie karmienia. Np. że po 6 miesiącu w piersi to jest woda. :))) Jako żywo, syn mój młodszy całymi tygodniami odmawiał i czasami nadal odmawia wszystkiego, co nie jest mlekiem, ale oprócz jelitówki niedawno jakoś ani grama nie schudł. Kaloryczna ta woda.
Że dziecko zanadto się przyzwyczai, bo dziecko mamy kuzyna koleżanki wuja z pracy mojej siostry długo piło pierś i nie chciało zrezygnować. :P Dziecko najlepiej wie, do kiedy potrzebuje mleka mamy. Mój mały smerfik potrzebuje, więc nawet jak przeklinam noce bo budzi się ileś razy, tak wiem, że przetrwam to. Bo karmienie trwa tylko chwilę.
Nie inaczej było ze smoczkiem. Nie dawaj. Zaburza odruch ssania. Powoduje wady zgryzu. Zaburza laktację. Już jedno podanie smoczka (butelki) może zaburzyć! Grzmiał internet. Czasami dołączałam do dyskusji i apelowałam o normalność. Nie ma co siać demagogii. I smoczek jest dla dzieci. Świat nie jest wyłącznie biało - czarny, składa się z wielu kolorów pośrednich.
Nawet nie pamiętam jak to było ze smoczkiem przy starszym synu. Po prostu miał, a potem nie miał. Nie pamiętam nic, więc i traumy być nie mogło. :P
A młodszy? W ubiegłym tygodniu sam odrzucił smoczek. Raz, jak mu wpadł w rączki usiłował nadjeść lateks masując boki dziąsła przez wychodzące piątki.I wywalił. Tylko panie ze żlobka chcą na usypianie smoka. No to dostaną. A tak to smok leży i się kurzy. I nawet nie wiem, gdzie jest.
A tak miało być źle. Jakieś sceny dantejskie, akcje, płacze. Gdzie one są?
I po co takie straszenie? Komu i na co?
Młody miał wyjątkowy weekend. Moje dziecko jadło! Jadło, z moich rąk też. I dynię. I zupę. I kaszę jaglaną. Avocado, jabłko. I świeży sok z marchwi i jabłka. I całą bułkę wczoraj na spacerze. A wszystko opite mlekiem. Ba!
Subskrybuj:
Posty (Atom)