- zobacz sportowcy też chorują,
?????
- mówili, że grają w katarze.
No żart na miarę Strasburgera.
Dzwonię wczoraj do żłobka, że młodego ani mnie nie będzie w żłobku na tym spotkaniu.
Pani mnie pocieszyła.
Spotkania nie będzie.
Wszystkie panie przedszkolanki z grupy na zwolnieniu lekarskim.
Z jego grupy przyszło czworo dzieci!
I trafiły do innej grupy....
Co piąte dziecko przyszło do żłobka, a przecież już w zeszłym tygodniu były czystki...
No to powiedziałam, że go nie będzie do końca tygodnia. Zanim poszedł na rewizytę lekarską zapowiedziałam, że go dalej nie będzie. :)
Wczoraj Luby był z młodym na rewizycie. Jest ok, leki brać jeszcze do jutra rana i już, osłuchowo jest dobrze.
Za to w nocy było szaleństwo. Akcja ząb. Nie spał, odkrywał się, kopał, rzucał i tak całą noc. Wstałam rano po całej nocy prawie nieprzespanej do pracy, zgięta, wściekła i chora.
Niech ten ostatni mleczak przebije się, bo te akcje od września wykańczają mnie. Od czasu jak piątki na tapecie to jak nie infekcje, to katar do pasa i krzyki od bólu. Wrrrrr
Łeb mi zaraz pęknie, a Starszy jeszcze mecz oglądał w ręczną z Chorwacją i wrzeszczał okrutnie. Czuję się fatalnie.
Zaaplikowałam sobie dwa apapy, Luby trzy - też go złamało.
Bosko.
Tylko tak dalej.
Przepraszam za styl.
Przepraszam za styl.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz