Lubiłam druk.
Książki, artykuły, gazety.
Informacje, wiadomości.
Akty prawne.
Czytanie to mój nałóg.
Muszę czytać.
To jest silniejsze ode mnie.
I szmergiel wałkowania do końca tematu.
Wiadome, że będąc rodzicem również tematy "okołodziecięce" wpadają na wokandę zainteresowań. ;P
A że uparta jestem jak osioł to nie popuszczam i czytam wzdłuż i wszerz. Czasami po przestudiowaniu danego tematu i perełki wyławiam i w życiu stosuję.
Lubię proste rozwiązania.
Bo czasami rzeczywistość można uprościć.
I rozwiązania łatwe poznać.
Np. banalny sposób na pozbycie się zapalenia spojówek. Bez leków. Ino dostęp do mamy karmiącej.
Banalnie skuteczny sposób na uniknięcie choroby lokomocyjnej u dziecka. Bez leków.
Na pozbycie się karaluchów. Bez psikania, aerozoli.
Na pozbycie się grzyba ze ścian.
Zawsze uważałam, że im mniej leków, tym lepiej. Że są inne sposoby.
Teraz mam nowego hopla.
Dostałam nowy temat. Nieznany mi wcześniej. A że wróg jest silny to i moje nastawienie jest bojowe.
Poddać się nie zamierzam!
Czytam i czytam o AZS.
Prawo ironii losu nr 5.
Teraz, kiedy Młody przestał chorować na cokolwiek, złapał chorobę przewlekłą i być może na całe życie (aczkolwiek wiek, w którym objawiła się choroba przemawia na korzyść).
Ja, która walczyłam jak lwica, by miał dobry start.
Patrzyłam i nadal to robię na jego jedzenie, picie.
Nie szaleję z używaniem chemii w gospodarstwie.
Karmię piersią.
Nie daję cukru.
Nie daję przetworzonego syfu.
I myślę co by było, gdyby nie moja walka?
W którym miejscu byśmy byli?
Jakie jeszcze dolegliwości zdrowotne Młody by miał?
Do jakiego stopnia rozwinęło by się AZS?
Można chuchać i dmuchać i robić jak powyżej, ale wystarczy alergia u jednego z rodziców do rozwinięcia się AZS.
Zbyt wysoka waga urodzeniowa u dziecka. Te 4 kg pulchne bobaski gorzej wychodzą poprzez swoją wagę niż 2 kg kurczaczki.
Poród przez cc pozbawiający dziecko naturalnej bariery ochronnej, którą daje przejście przez kanał rodny.
Środowisko.
Prawdopodobnie szczepienia, które lecząc szkodzą.Środowisko.
A dalej lista się ciągnie.
I jest już moja własna.
Ważny jest czas w kalendarzu, na który przypada ciąża i dostęp do świeżych owoców, warzyw.
Jestem wiosenna, Tita jest wiosenny. Wtedy, kiedy następował intensywny rozwój dziecka możliwości jedzeniowe były gorsze. Szklarniowe, podsypywane ... Idealne warzywa i owoce bez smaku i wartości odżywczych.
Poznaję dziś wroga.
W poprzednim życiu musiałam być czarownicą.
Wierzę, że wszystko co jest wokoło i co stworzyła natura może być i jest przydatne dla człowieka.
I że mamy klapki na oczach nie potrafiąc korzystać z tego, co daje nam natura.
Natura nie produkuje niczego zbędnie!
Odczuwam dziwny sentyment do ziół. Jestem z nimi za pan brat. Musiałam być czarownicą. :P
Poddać się nie zamierzam.
Abstrahując od tego, co powyżej dopadł mnie dzisiaj w pracy ból głowy.
Wzięłam tabletkę.
Bolało nadal.
Wzięłam drugą.
Nadal łupało.
Wzięłam trzecią.
Nie mijało.
Więcej nie miałam.
Oprócz wapna i czasami witamin, tabletki przeciwbólowe biorę rzadko i w ostateczności.
Nie pamiętam, kiedy zaserwowałam sobie trzy.
Chyba w czasie walki z ropieniem w zębie.
Po godzinach bólu dopadło mnie olśnienie.
Wyciągnęłam z kontaktu jakieś pachnidło syfidło.
Im więcej mijało czasu, tym ucisk głowy ustępował.
Taki syf....
Naturalne środowisko, kurka.
A poza tym zacnie opiekowałam się dzisiaj synkiem. Ma stłuczony nos i obdartą skórę pod nim. Matka, kurna fason. Tak to jest jak popędza się dziecko na rowerku, by jechało szybciej. Matka porażka. Mam tylko nadzieję, że zęby trzymają się. Nie miałam odwagi sprawdzić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz