Dziś w żłobku była impreza dla rodziców. Uczestnictwo w zajęciach dzieci. I nic tam, że Tita nie chciał śpiewać, ani pokazywać. To nic!
Gdy zobaczyłam Synka, jak siedzi na krzesełku napłynęły mi łzy do oczu i mało brakowało bym buczała na całego.
Wiele dzieci na widok rodziców wpadło w spazm, wisząc na ich szyjach i nogach nie pozwalając oddalić się. Nawet nie było mowy, by siedziały wraz z dziećmi.
Inny przechodził bunt, nie uczestnicząc w zajęciach (spuszczona głowa, wzrok wbity w dywan).
Mój na mnie tylko zerkał.
Ale za to co dziewczynki wyprawiały!!!!!!!
Pierwsze do mówienia, do nazywania kolorów w języku polskim i angielskim, pierwsze do pokazywania rączkami. Pierwsze do głośnego śpiewu.
A chłopcy w tym czasie (poza zbuntowanym) słuchali po prostu. ;)
Po imprezie jako jedyna mama zabrałam Młodego do domu. Dopiero koncert rozpoczął się, jak rodzice zaczęli wracać do pracy. Jeden wielki spazm i ryk.
Młodego musiałam zabrać, bo zaczął kaszleć.
Zirytowałam się wczoraj na jego katar. Co jak co, ale na zapchany nos mam alergię.
Dokonaliśmy zakupu. Katarek. Do użytku wraz z domowym odkurzaczem. Luby jak usłyszał to myślał, że sobie z niego robię jaja. Jak zobaczył, że to serio stwierdził, że operacja smarki wygląda jak z programu Śmierć na 1000 sposobów.
Po południu popędziłam z Młodym do lekarza. Jakieś wirusowe. Osłuchowo ok, gardło ok, pobędzie trochę w domu. Dostał neosine i syrop wykrztuśny. Jak pojawi się gorączka lub mocny kaszel mamy wrócić.
Poza tym jestem już spokojna. Dzieci mogą zostać w żłobku w kolejnym roku. Do ukończenia 4 roku życia. Tym samym nie muszę stresować się, czy dostanie się do przedszkola, czy nie. Paranoja! PA-RA-NO-JA! Mamy rodzić wiele dzieci, ale nie ma dla nich miejsc w placówkach, by rodzice mogli być aktywni na rynku zawodowym. Kamień spadł mi z serca.
Ale problem jest nadal. Te miejsca blokują miejsca małym dzieciom do żłobka. :/
sfrustrowana pokrzykuję (młody klik światłem i znowu i bez przerwy)
-nie baw się światłem, bo cię prąd kopnie!!!
- prąd? nie (zadowolenie z siebie)
młody urządza po drodze skoki w kałuży. 3 stopnie Celsjusza, zimno, z nosa mu się sączy.
Wściekła krzyczę
- co robisz!!!
- taplam (i zadowolenie)
Młody głos ma.
I wiadomość dnia.
Starszy za pierwszym razem zdał prawko!!!!!!!!!!!!!
Zupełnie jak mamusia. ha!
Niedaleko pada jabłko od jabłoni.
;)
Można? Można!!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz