Wleciał dziś do nas motyl.
Cudny. Piękny. Żółty.
Na X piętro.
W przededniu początku jesieni taki cud.
Zachwycona natychmiast zamknęłam okno, by motylka pokazać Ticie. To był błąd.
W tym samym momencie kot w amoku dopadł motylka i nadgryzł go, uciekając z nim w pysku.
Po jakimś czasie młody znalazł biedaka nadżartego, ruszały mu się jeszcze skrzydełka... Tita trzymał go w swoich rączkach.
Musiałam dobić. :((
Silniejszy pokonuje słabszego.Motyl nie miał szans.
Koniec lekcji biologii.
Happy end nie ma.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz