poniedziałek, 15 września 2014

ale wkoło jest wesoło

Sezon chorób uważam za otwarty.
Nie poszłam do pracy.
Starszy nie poszedł do szkoły.
Młodszy nie poszedł do żłobka.

A takie piękne plany były na weekend.
Ba, już wychodziliśmy z domu!
Spakowani!
Umówieni!
Dograni w opiece nad Titą!
Ubrani!
Młody już był w wózku.
Tylko buty ubrać i zamknąć drzwi.
A tu zamiast tego akcja za akcją.
W niedzielę miała być powtórka.
Znów piękne plany.
Wszystko dograne.
I dupa.
Wołowa.
Zaległam w łóżku.
Przeczyszczenie tym razem moje i to nie duchowe.
Gorączka i to nie wiadomo kogo, czy Młody jest gorący czy to ja.
Starszy padł wczoraj.

Jeszcze Luby się trzyma. Względnie, bo też go lekko zginało. I kot.

Moja stara waga powróciła. :/ Komuś dietę odchudzającą? :(

Pierwszy raz idę z dzieckiem po pomoc do lekarza. Z chorym dzieckiem. Pomimo, że humor dopisuje, dokazuje i jest radosny, to nie wolno bagatelizować symptomów, które ma.
Więc idziemy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz