czwartek, 19 czerwca 2014

parę słów o szkodach

Mój laptop padł. No dobra, nie mój, ale dostałam na własny użytek. I padł. Utopił się. W piwie. To znaczy ja go utopiłam.
Bardzo zgrabnie przenosiłam wczoraj Titę do spania. Karmi słodkie popłynęło, wpłynęło i zostało .... Jak przechyliłam lapka wylewało się z niego.

Moi informatycy zabrali się dziś za naprawę. Jeden informatyk amatorski, drugi mam nadzieję in spe. Parę godzin w plecy.
No i mam wizję na lapku. Patrzę na ekran i jest nawet net. Ale klawiatura nie działa. Więc zrobili mi tak, że tu patrzę, a na innej, odrębnej, bezprzewodowej klawiaturze piszę.  Cud miód.

Z innych szkód Tita zerwał mi dziś łańcuszek. Pił sobie cycka i jakoś go korciło i rączki wyciągały się, łańcuszek schowałam, ale za którymś razem nie udało się.

W weekend synek w gościach urwał karnisz. Aż wyrwało się ze ściany. Jak zaliczył potknięcie to poleciał wraz z owym karniszem i firanką.

Szkody, szkody, szkody.

Ostatnio młodzian na spacerku przyuważył mrówki. Patrzył intensywnie z pozycji na kucki, ale dał im spokój. :) Po czym chodząc po schodach przyuważył robala. Robal nie miał tyle szczęścia. Szybko paluszek przycisnął go do schodka i to tyle opowieści.


pomykanie po trawie

Nagrywanie spacerków szybko muszę kończyć, bo nie wiem, na jaki pomysł wpadnie i gdzie młodzian popędzi.

Dziś wolny dzień, można było naładować bateryjki. Weekend za pasem i może znowu czeka nas wyjazd. :))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz