Młody jeszcze trochę i skończy 21 miesięcy, a tyle towarów w sklepie nigdy jemu nie kupiłam. ;P
Nigdy młodemu nie kupiłam ani jednej puszki mm, ani jednej kaszki gotowej, ani jednego słoiczka - ani warzyw ani owoców. Nie dostał żadnego danonka, żadnego monte. Żaden kolorowy jogurt. Żadne Kubusie.
Kaszkę sama gotuję, lubi z jagodami.
Mleko wiadomo.
Warzywa i owoce je - ale nie ze słoików.
Sok z marchwi uwielbia (sokowirówka) i zaraz mu właśnie zrobię.
Ma ileś warzyw, które wręcz połyka.
Jogurt kupuję biały, do którego dokładam owoce. Za jogurtem jednak nie przepada, z nabiału pochłania w nadmiarze żółty ser (jak jego starszy Brat...).
Wiadomo, że żadnej czekolady jemu nie kupiłam. Jeszcze cukierka nie dostał.
Ani lodów.
Ma jeszcze czas na cukier prosty. Co nie oznacza, że nie dostanie zwykłego ciastka lub kawałka ciasta czy piernika jak robię. Wtedy wiem, że są tam podstawowe produkty - mąka, cukier, jajko masło/margaryna, ser itd itp.
Przy Starszym bagatelizowałam jedzenie i teraz żałuję tego. Żałuję, bo nawyki żywieniowe to jedno, ale waga pozostawia wiele do życzenia.... Waga, która zaczęła się mścić dopiero w okresie dojrzewania... Bo najczęściej dopiero wtedy zaczyna się płacić za błędy żywieniowe u dzieci.
Jestem przerażona liczbą nowotworów u dzieci. Liczbą cukrzyków, alergików. Liczbą otyłych dzieci. Większość życia odżywiałam się byle jak... Nie wiem, jaką zapłatę poniosę za bylejakość mojego wcześniejszego jedzenia.
Poza tym jesteśmy po lekarzu. Pisałam niedawno, że młody podejrzanie długo nie choruje (czytaj: nic dawno nie przyniósł ze żłobka).
Specjalnie długo nie czekałam. Chcesz wywołać temat - powiedz o tym głośno.
Ostatnio odbierając młodego ze żłobka zauważyłam, że z każdym dniem coraz mniej wózków stoi.
Miał być balik, miała być też studniówka - impreza pokazowa dla rodziców, co dzieci nauczyły się "przez sto dni" w żłobku.
Potem już słyszałam o odwołaniu baliku, bo za dużo dzieci chorych. Potem, że jednak odbędzie się, bo dzieci (pozostałe) mają już przygotowane stroje na balik i będzie im przykro.
Młody zaczął kaszleć. W czwartek pojechaliśmy do lekarza.
Zapalenie oskrzeli.
Dostał Bactrim i Prospan.
I do kontroli czy wystarczą te leki, czy jednak antybiotyk włączamy.
Zapisuję tu nazwy leków, bo już zdarzyło się, że na blogu szukałam nazwy lekarstwa heheh. Moja pamięć zeruje się z nazw leków po paru dniach, a potem mam całą szafkę buteleczek nie wiadomo kogo i po co. Pani doktor pyta co mam w domu, a skąd mam niby wiedzieć, co mam. Aptekę otworzę niedługo. ;)
Balik nam przeleciał ....:(( a tu już balony nadmuchane, serpentyny, pewnie i druga impreza pozostanie jedynie w kategorii marzeń.
Następna dopiero dzień dziecka. chlip, chlip
Pani doktor stwierdziła, że żłobek młodemu nie służy. Nie zgadzam się z nią. Uważam, że jak na te skupiska chorób i wirusów młody niewiele załapał, a jak załapał bardzo szybko z chorób wychodził. A plusy z przebywania w grupie dzieci i zajęcia dla maluchów są ponad wszystkim.
(Nie jest najgorzej. W zeszłym tygodniu w innym żłobku pięcioro dzieci zatruło się salmonellą - zgroza).
Dziś Tita dostrzegł, że jego papeć góral rozpada się, szwy puszczają a paluch zaraz wyjdzie. Wpadł w panikę. :P Luby musiał zszywać bucika, dopiero po naprawie młodzian uspokoił się hihi.
(Nie jest najgorzej. W zeszłym tygodniu w innym żłobku pięcioro dzieci zatruło się salmonellą - zgroza).
Dziś Tita dostrzegł, że jego papeć góral rozpada się, szwy puszczają a paluch zaraz wyjdzie. Wpadł w panikę. :P Luby musiał zszywać bucika, dopiero po naprawie młodzian uspokoił się hihi.
Poza tym moje starsze dziecko przyprawiało mnie ostatnio o przedzawał. Starość i dojrzewanie nie wyszło Stwórcy :/. Chyba powoli wychodzimy na prostą w komunikacji, chyba powoli zaczyna przedzierać się słońce przez chmury... Było ciężko...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz