Na cmentarzu. Przy grobie mojego ojca. Dziecko dokonało obliczeń.
- 32 lata już tu leży i nic nie robi.
Mam mocny sen. Mąż mówi, że Lily rano kładła mi łapę na buzię, by mnie obudzić (i dostać jeść), a tu nic.
Budzik. Zerwałam się. - kochanie jaki jest dziś dzień tygodnia? Niedziela? - wtorek, przecież byłaś wczoraj w pracy Próba wstania nr 2. Idę do łazienki. - ała - co zrobiłaś - uderzyłam się drzwiami w czoło To będzie dobry dzień.
Dziecię w szkole. - nareszcie koniec tych głupich wakacji i nudy Również cieszyłam się, że mam koniec urlopu. Jesteśmy nienormalni.
31 sierpnia
Odbieram dziecko od babci. Wita mnie słowami: - Jutro szkoła. Nareszcie.
Dziecko: mamo, zaraz będzie padać. małż: skąd takie wnioski? dziecko: słyszę grzmoty małż: to był samolot.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz