piątek, 8 lipca 2016

starzy rodzice

 To będzie przyciężki post. Nie chcesz - nie czytaj.

Czytałam ostatnio że pan Kor-win jest beneficjentem programu 500+.

Skoro moje dzieci nie kwalifikują się do bycia dwojgiem dzieci wg programu partii o nazwie pseudo Prawo i Sprawiedliwości, to jak plasuje się tam ten pan?

No to sobie spojrzałam w necie.



Dotychczas sądziłam, że różnica wieku pomiędzy moimi synami (piętnaście i pół roku) to sporo.

O jakże myliłam się!!!!

Bo u tego pana rozpiętość wieku pomiędzy dziećmi wynosi jakieś ... 45 lat.

Najstarsze dobijające powoli 50-tki, dwoje najmłodszych w wieku żłobkowym. Ogółem ośmioro. Z różnymi paniami. 72 lata na karku.

Rozumiem, że większość odpowiedzialności za wychowanie dziecka spoczywa na matce. Bo jak tego ojca zabraknie, to jest ta młodsza mama.

Bo czym kieruje się ktoś, kto w wieku  lat 70 ŚWIADOMIE zabiera się za prokreację?

Jestem wrogiem.

Jestem zdecydowanym wrogiem.

W imię tych właśnie dzieci! 

Jestem wrogiem in vitro po 50-tce.

Jestem wrogiem takiej pani aktorki, która mając 60 lat postanowiła urodzić bliźnięta, bo zachciało jej się zostać mamą.

Jestem wrogiem tej mamy z Niemiec, która grubo po 60-tce zafundowała sobie do kilkorga wcześniejszych dzieci kolejną czwórkę (czworaczki).

Jedyny temat przez który weszłam w życiu w spór z moją Mamą Chrzestną.

Powołać na świat można.

Ale co dalej?

Załóżmy, że mam te swoje 41 lat. I zamierzam rodzić dalej.

I nie jest dla mnie argumentem, że i w wieku 20 i wcześniej również można umrzeć na choroby, w wyniku wypadku.

Można - oczywista oczywistość, ale statystycznie prawdopodobieństwo jest kolosalnie mniejsze!  NIE MA PORÓWNANIA!

Moja teściówka jest ze starszych rodziców (takich jak ja dziś).
Teść również.

Po każdym dziesięcioleciu nasza gwarancja (jak to mawia teść) stopniowo mija. I ma rację. Bo z każdym krzyżykiem dopadają nas KOLEJNE problemy zdrowotne. I lepiej nie będzie, jedynie gorzej. Z nadciśnieniem, cukrzycą, z poruszaniem się, z sercem etc.

Młodość teściów to była pomoc rodzicom. Bo fizycznie już było źle. Teściówka nieraz opowiadała, że jako nastolatka sprawdzała, czy mama żyje. Czy tak powinno być? 
Pomimo tego, że pokolenie moich dziadków i wcześniej TO BYŁO SILNE POKOLENIE! Nie takie jak nasze. Zahartowane, żyjące w innym środowisku, spożywające mniej przetworzone produkty. W mniejszym stresie, w mniejszym pędzie.

Obserwuję moją mamę, ciocie. Takie właśnie koło 60-tki. Nie ma żadnej zdrowej osoby. Każda z coraz to nową przypadłością.

Nie wystarczy tylko kochać.

Trzeba kochać i myśleć o naszym dziecku nie teraz i dziś, kiedy mamy jeszcze siły i zdrowie, ale za kilkanaście lat.
Za dwadzieścia parę kiedy dziecko przede wszystkim potrzebowało będzie naszej pomocy, a nie MY JEGO.

Już dziś przy Młodszym mam wiele dylematów. Już dziś wiem, jaka będzie różnica pomiędzy jego dorastaniem, a Starszego. U Starszego odstawałam o jedno pokolenie. Tu już będzie przepaść dwóch pokoleń. Jeżeli dożyję (gwarancji brak) na zebraniach w szkole średniej będę  60-letnią osobą. Od kilkunastu lat obserwuję starszych i wycofanych rodziców na zebraniach w szkole podstawowej, gimnazjum i technikum. Przyjmujących wszystkie informacje bez reakcji. Bez uczestnictwa w życiu szkoły i klasy. Bez szaleństwa. Ot babcie i dziadkowie. Z nazwy rodzice.

Nie ma różnicy? Jest. Jest kolosalna różnica pomiędzy wychowywaniem dziecka przez młodszych rodziców, a zbliżających się do pięćdziesiątki.

A ten pan, o którym mowa powyżej? Czy interesuje go przyszłość własnych dzieci? Bo przyszłość dzieci to nie tylko zabezpieczenie materialne. Bo od tego jest coś ważniejszego. Dziecko powinno mieć możliwość dorastania przy obojgu rodziców. 


Na zdjęciu moja osoba - trochę przed ciążą - po rowerkach stacjonarnych. Wariatka i szalona. Zima. Cienkie spodnie dresówki, bluzka na ramiączkach zakrywająca jedynie cycki. Siedząca w śniegu. Roześmiana, zdrowa i szczęśliwa (oczywiście nic mi potem nie było).

Czy takie samo zdjęcie zrobiłabym sobie za kilkanaście lat? Nie.
Bo wyglądałabym żałośnie.


I w tym wszystkim zabiera się tym dzieciom instytucje babci i dziadków. Fantastyczną instytucję. Dla mnie, dla moich dzieci. Wspaniałą. Bezwarunkową miłość i rozpieszczanie. Bezcenne nauki.

PS I coś dla mnie. Jedno z jego dzieci ma na imię Korynna. :D Jak pięknie.



To nie jest post o wypadkach przy pracy i dzieciach, których przyjście zaplanowane zostało w konstelacji gwiazd.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz