Najpierw była lekcja przyrody 1.
lekcja przyrody 1
Przenosimy się w czasie.
Lipiec 2017.
Relaks.
Ciepło.
Jesteśmy na balkonie.
Oglądamy z Młodym ważkę.
Pokazuję Młodemu jakie ma fajne oczy et cetera.
Nagle ważka wzbija się i wbija w pajęczynę.
O nie.
Muszę ją uwolnić.
Rozglądam się, czym tu można pajęczynę rozwalić, jest, miotełka.
To trwało z 5 sekund.
Gdy wyprostowałam się do ważki zdążył dopaść obrzydliwie ohydny najwstrętniejszy na świecie z wstrętnym wielkim odwłokiem pająk i rzucił się na zdobycz.
Tego było dla mnie za dużo.
Wydałam się z siebie przeraźliwy wrzask i uciekłam w panice.
Sąsiedzi odwrotnie, wybiegli na balkony.
Teść, który stał koło mnie otworzył oczy i nic nie rozumiał, co się stało.
Wyjątkowo ohydna lekcja.
Dziękuję.
Wszelakim pająkom dziękuję.
Bleeeeeeeeeeee.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz