........................................................................................
Tak czy owak, łupy są.
Moje parcie na szkło nie mija. Słoikolaf trwa. Mam już świeżutki dżem z jagód, agrestu, truskawek. Syrop z kwiatów z czarnego bzu. Jagody w słoiczku.
I było pięknie.
Nawet aż za. Stwory fruwające śmigały i atakowały. Wyjątkowe upierdliwce nie pozwalały na prace u podstaw. Jedne z nich pacnęłam i zbierałam sobie dalej. Dopiero w aucie zobaczyłam, że jestem z lekka pokąsana na twarzy. Po drodze już zaczęłam puchnąć.
Spałam w opasce z kompresem z octu jabłkowego. Dziś opuchlizna z czoła i policzka przeszła na oko. Wyglądam ślicznie. W pracy prezentowałam się znakomicie. Poszłam nawet do lekarza ostatniego kontaktu. Jutro zdjęcia w pracy do broszury dla pewnego króla (to nie żart). Stwierdziłam, że jak uplasuję się w pierwszym rzędzie i mnie ów król dojrzy, to może z litości zafunduje mi operację plastyczną?
:DDDDDPrzecież wszystko może się zdarzyć. :DDDD
Luby właśnie mnie skomplementował. Stwierdził, że wyglądam jak dr Jekyll & mr Hyde. Albo jakbym z dwa ciosy zaliczyła.
Krótko mówiąc - jest dobrze!!!!
Za to po powrocie z jagód czekał na mnie obiad na życzenie. Placki po węgiersku w wykonaniu Lubego (przepis oczywiście wziął z Internetu). Ślinotok zaawansowany.
Gorące. Chrupiące. Doprawione. Pyszne!
A poza tym sobotnie było tak:
Układanie w parach, układanie w kolorach.
Wyjadanie pietruchy.
Radość w czystej postaci.
pływalnia parę dni temu, na górze śmiga młodzież, na dole Młodszy









No i narobiłaś mi smaka na jagody!! :)
OdpowiedzUsuńJagody są pyszne, wsuwam codziennie. :P
OdpowiedzUsuńAle otoczka robactwa i to, jak wyglądam póki co zniechęciło mnie do dalszych zbiorów. brr