niedziela, 3 lipca 2016

Nie miała baba kłopotów

... więc poszła do lasu.....................................................
........................................................................................


                                                             Tak czy owak, łupy są.

Moje parcie na szkło nie mija. Słoikolaf trwa. Mam już świeżutki dżem z jagód, agrestu, truskawek. Syrop z kwiatów z czarnego bzu. Jagody w słoiczku.

I było pięknie.






Nawet aż za. Stwory fruwające śmigały i atakowały. Wyjątkowe upierdliwce nie pozwalały na prace u podstaw. Jedne z nich pacnęłam i zbierałam sobie dalej. Dopiero w aucie zobaczyłam, że jestem z lekka pokąsana na twarzy. Po drodze już zaczęłam puchnąć. 

Spałam w opasce z kompresem z octu jabłkowego. Dziś opuchlizna z czoła i policzka przeszła na oko. Wyglądam ślicznie. W pracy prezentowałam się znakomicie. Poszłam nawet do lekarza ostatniego kontaktu. Jutro zdjęcia w pracy do broszury dla pewnego króla (to nie żart). Stwierdziłam, że jak uplasuję się w pierwszym rzędzie i mnie ów król dojrzy, to może z litości zafunduje mi operację plastyczną?
:DDDDD
Przecież wszystko może się zdarzyć. :DDDD

Luby właśnie mnie skomplementował. Stwierdził, że wyglądam jak dr Jekyll & mr Hyde. Albo jakbym z dwa ciosy zaliczyła. 
Krótko mówiąc - jest dobrze!!!!

Za to po powrocie z jagód czekał na mnie obiad na życzenie. Placki po węgiersku w wykonaniu Lubego (przepis oczywiście wziął z Internetu). Ślinotok zaawansowany. 
Gorące. Chrupiące. Doprawione. Pyszne!


A poza tym sobotnie było tak:
 Układanie w parach, układanie w kolorach.

 Wyjadanie pietruchy.

 Radość w czystej postaci.


 pływalnia parę dni temu, na górze śmiga młodzież, na dole Młodszy




2 komentarze:

  1. No i narobiłaś mi smaka na jagody!! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jagody są pyszne, wsuwam codziennie. :P
    Ale otoczka robactwa i to, jak wyglądam póki co zniechęciło mnie do dalszych zbiorów. brr

    OdpowiedzUsuń