środa, 6 lipca 2016

AZS

Jesteśmy zdiagnozowani.
Wątpliwości nie ma.
Zaskoczenia nie ma.

Młody od paru miesięcy obsypany był coraz gorzej.
Każdy tydzień przynosił zmianę. Na minus.
Rączki, palce, nóżki, od kilku dni brzuszek.
Zapisywanie do dermatologa to było nieporozumienie (zadzwoń w maju, termin w lipcu, zadzwoń w lipcu termin we wrześniu).

Wzięłam Młodego do mojego dermatologa.
Bywam irytująca u lekarza.
Często z różnymi przypadłościami przybywałam wiedząc, co mi jest.
Idę do lekarza i wiem, co usłyszę.

Teraz już przed lekarzem powiedziałam wszem i wobec, co Młodemu jest.




"Ile ma? Trzy latka?" spojrzała na rączki, brzuszek "książkowe".

Atopik.
Wróg zdiagnozowany.
Koniec z bezsensownym kupowaniem i próbowaniem dziesiątków kremów.

Koniec z myśleniem co znowu dostał do jedzenia, albo co go uczuliło.

Żadne wyrzuty sumienia.

Jestem alergiczką.
Problemy ze skórą mam całe życie.

Walczyłam o zdrowie dla Młodego.

Zrobiłam wszystko co mogłam, by Syna od tego uchronić.


Nie dostawał cukrów. Do dziś nie spróbował waty cukrowej, słodkich napojów. Nie słodzę, nie kupuję lizaków, nie biorę lizaków, gdy rozdają w sklepie.
Zjadł kilka jajek niespodzianek (ale tylko tych ze sreberka, drugich nie ruszy). Same zabawki.
Czekolady je gorzkie.

Długo nie dawałam lodów.
Ostatnio pogniewał się z wieloma warzywami, ale długo jadł pięknie i wiele warzyw.

I walczyłam karmiąc naturalnie piersią. Długo karmiąc, bo przygoda z karmieniem nie zakończyła się jeszcze.
Niestety nie pomogło.
Chociaż kto wie?
Może bez tego ogniska chorobowe byłyby większe i wcześniej?

Czy żałuję, że tak długo karmimy się?
NIE!
Dzięki karmieniu piersią szereg chorób wczesnodziecięcych przeszliśmy lżej. Przebieg prawie zawsze był krótkotrwały i łagodny.
Niektórych wcale nie uświadczyliśmy.
Mleko z piersi jest idealnym sposobem na likwidację zapalenia spojówek (wystarczy zakroplić oko). Ostatnio u siebie wyleczyłam :))

Młody nie ma (póki co) tej alergii, co ja. Na cholerne pyłki.
 Ale o tym będzie inny post. Bo i minusy karmienia są i zamierzam o nich napisać.

Po diagnozie jestem pełna wiary. I optymizmu. I nie uważam, że to koniec świata. Ani dramat.
Przeciwnie.
Cieszę się, że wróg jest poznany.
Mamy jakiś syrop przypisany i maść robioną. Jutro odbieram z apteki.

A w moją dermatolog wierzę.
Bo to pierwsza osoba, która mnie wyleczyła.

A w innym poście opiszę, co Młody dziś wyprawiał.
Przeszedł samego siebie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz