Baby led weaning.
Nie. Aż taką masochistką nie jestem.
I bez tego w naszym domostwie widok codzienny jest jak po huraganie.
U nas blw było w innym wykonaniu.
Dziecko pokazywało lub mówiło, co chce jeść.
Bez spinania się i gonienia łyżeczką za tatusia i za mamusię.
Nie je - zje później.
Z przestrzeganiem zasad:
- bez słodkich napojów (z żadnym wyjątkiem)
- bez pseudo napojów (jak kubusie)
- bez zapychaczy (jak gotowe kaszki)
- bez słodzonych serków, jogurtów
- bez pseudo zdrowych przekąsek (jak lubisie i inne czary)
- ograniczona i selektywna liczba słodyczy (reglamentacja :P).
- ograniczona liczba frytek, bo te uwielbia (Starszy kilkanaście lat nie chciał jeść).
Młody wczoraj
wybrane śniadanie
sałata :D
Drugie śniadanie: kiszona kapusta. :D
Litr soku pomidorowego. (!)
Nie wiem, czy taka liczba mu nie szkodzi.
Wędlina (kot zazdrościł).
Do tego podgryziony ogórek.
Chrupki.
Płatki kukurydziane na sucho.
I drożdżówka (tutaj babcia odwiedziła wnuka, ale żeby nie było - pyta, czy może kupić).
Jak ja jestem w domu to skubaniec niczym niemowlak mleko i mleko. Z piersi. Mlekołak.
A poza tym. Co można zrobić, jak się jest za niskim?
Co tam podnóżek. Ustawił również dwie książki. Ale ustawia też na nim śniadaniówkę, drewniane pudełko na klocki, cokolwiek.Wieczorem ręce opadły mi.
Rzucał kalarepą i cieszył się.
Mówię, tłumaczę dlaczego nie wolno.
Reakcji zero. Kalarepa nadal lata.
No to mówię, że zaraz trzepnę w tyłek.
Skubany stał przy lodówce na tym właśnie podnóżku.
Czort schował kalarepę za plecy, oparł się o lodówkę (przytrzymując warzywo opierającymi się plecami) i pokazuje puste ręce, że nic nie ma.
Ręce opadły mi!
I żeby nie było, że wmuszam same warzywa i owoc.
Umorusany w gorzkiej czekoladzie. :)
Picasso.
psycholog pewnie by się zainteresował doborem kolorów ;)
Może będzie malarzem pokojowym? :P
A tu fotka - zachowanie Młodego, gdy odbieram go z żłobka.
i skoki na tym
Zobaczył po drodze kiosk z zabawkami.
Koniec.
A potem drugi sklepik.
Wrzeszczał jakby był obdzierany ze skóry.
Każdy obracał się za nami, niektórzy przystawali obok słuchając czy nie jest katowany i czy przypadkiem nie zadzwonić na infolinię o przemocy.
W sklepie czworo dorosłych usiłowało go uspokoić. Że niech zbiera na prawdziwą furę, bo taką dziewczyny lubią.
A ten nadal jedna pieśń albo darł się auto, albo wrzeszczał ile sił w płucach (sprzedawczyni mówi, że pomiędzy spazmem widziała uśmiech szelmy).
A potem poszedł na całość.
Jak przechodziliśmy przez przejście na zielonym świetle postanowił rzucić się szczupakiem na jezdnię pod auto. Cholera mnie trafiła. Nosz k*/*-. Wrrrrrr
Przegiąłeś Synu, przegiąłeś.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz