Wracamy ze żłobka.
Młodzian niemrawy.
Po drodze pytam, czy chce jagodziankę.
Nie chce.
Pokazuje krzesełko przy "kawiarni".
Na dworze - na ulicy.
Zastanawiam się, o co chodzi.
Zgaduję.
A tu bidulek chciał napić się mleka, a że zawsze mówię, że nie ma gdzie usiąść i nie można jeść, to znalazł krzesełko dla mamy.
Jak zrozumiał, że nie zamierzam na ulicy go nakarmić wpadł w rozpacz.
Następne długie minuty tak krzyczał, że każdy nas oglądał.
W końcu przekupiłam go sokiem.
31 miesięcy.
Miesiąc więcej niż dwa i pół roku.
Dla niektórych to za długo na karmienie piersią.
Że dziecko za duże.
A dla dziecka pierś nie jest atrybutem seksu. Negliżu.
Dla dziecka to jedzenie i picie. I bliskość. I mama. I lista się ciągnie.
To człowiek dorosły ma skrzywienie.
A dziecko wie, co dla niego jest najlepsze.
Jest mądrzejsze niż niejeden dorosły.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz