Praca.
Dzwonek do drzwi. Wstaję, by otworzyć. Dzwoni telefon stacjonarny na biurku. Najpierw otwieram drzwi, wpuszczam kogoś, wracam do telefonu. W tym czasie równolegle zaczyna dzwonić drugi stacjonarny w drugim pokoju. Dopadam do pierwszego telefonu. Nikogo już nie ma. Biegnę do drugiego telefonu. Zdążyłam. Dzwoni komórka w pierwszym pokoju. Biegnę.
Ten, którego wpuściłam patrzył na mnie z niepojętym wyrazem twarzy. Ale, ale o co chodzi?
Papierologia, z której nie udało wydostać się.
Pretensje. Nie pierwsze.
Matrix.
Z obłędem.
Info.
Drogę dojazdową do domu rozbierają.
Po prostu.
Bez uprzedzenia.
Alternatywy.
Bareja wiecznie żywy.
Jak przeczytałam w opisie pod artykułem, olśniło mnie!
Co zrobić, by odkorkować Dąbrowskiego, Naramowicką, Żeromskiego, inne ulice?
Rozebrać je.
Koniec korków
Ściągnąć płyty, asfalt (z pięknym błędem orto napisałam hahahaha) i już.
Wskakujemy w kalosze i heja!
(zdjęcie z netu)
W ten magiczny sposób wydłużyli mi drogę autem do domu o jakieś 3 km.
Do pieszej ze żłobka dowalili mi z pół kilometra.
Do sklepu dowalili mi z kilometr.
......
Wkurw doskonały.
W domu Młody miał tradycyjnie swój BLW.
Odżywia się sam.
Otwiera lodówkę i sam wybiera, co chce jeść.
Otwiera co 5 minut lodówkę i patrzy, co tam nowego.
I znowu otwiera. I znowu.
Zupełnie, jakby dostawa miała być od zaplecza.
Wypatrzył śmierdziele - szprotki Lubego.
A fuj!!
Młody jak znalazł, to nie ma bata.
Musiałam dać.
Musiałam w tym się babrać szukając mikroskopijnej wielkości mięsa.
Bleeee.
Starszy skupiony ogląda mecz.
Nawet bramki nie zauważył.
Mówi, że ją zasłoniłam.
Młody łaskawie zasnął.
Nie to co wczoraj, o 22 czekał, aż Tata wróci z pracy.
Niewiele dało, że dziś zasnął.
Luby wrócił z pracy. Nie był specjalnie cicho, pokazuję, mówię, że zaraz obudzi Młodego.
Zonk, już siedział w swoim łóżeczku.
22:40 leci Peppa.
Jest cudnie.
Wspaniały dzień.
Wymarzony.
Marzę, by takich było więcej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz