wtorek, 17 listopada 2015

o najmłodszym

Ostatnie hity tygodni.
"citaj" (czytaj)
"citaj"
"citaj"
I idzie się bawić.
I od nowa.
"citaj"
I tak już od 5 rano.
Książka pod nos, ciemno, ale już książka w ręku.



Ale w weekend to dopiero dał nam popalić.

Byłam w sobotę z koleżankami w kawiarni.
Zjadłam tiramisu i już jak jadłam, wiedziałam, że za słodkie.
Już zaczęło mnie mdlić.
A potem to tylko chciałam dojechać do domu, a miałam daleko.
Oczywiście bez mleka po powrocie się nie obyło.
I w Titę wstąpił diabeł wcielony.
Do 23 pełen wigoru szalał roznosząc mieszkanie.
A ja zgęgana, w łóżku, ledwo, ledwo.
W niedzielę po 5 stwierdził, że wyspał się.
I dopiero zaczęło się.
Jeszcze nie widziałam go w takiej akcji.
Skoki na łóżku.
Wyskoki ze specjalnym lądowaniem na pupie.
Jak spadł z łóżka powiedział "ała" i dalej skakał.
Jak łupnął w ścianę to się nie wzruszył.
Skakał po nas wszystkich.
Stał na trzycentymetrowym brzegu łóżeczka!
Wszedł na parapet.
Wisiał na stole.
Jak leżałam skakał pomiędzy moją głową, rękoma, nogami.
Jak nie wycyrkulował, to obrywałam.
Starszy to tylko krzyczał "ała, moje żebra".
O 15 spowolniał.
I zasnął.
Jak się obudził było już dobrze.
I ja powracałam do żywych.
I nie wiem, co było w tym ciastku.
Ja się zatrułam, a w Titę diabeł wstąpił.

Powiedziałam jedno. Że gdyby tak miał wyglądać każdy dzień moje macierzyństwa, to wolałabym nie mieć dzieci. ;P


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz