Od paru lat obserwuję niezrozumiałe dla mnie zjawisko. Rozwalania naszego szkolnictwa.
Obniżania standardów.
Zmiany formy pisanej na formę testową.
Podążania w kierunku hamerykańskim.
Testy. Wypełnij, podkreśl.
Wypracowanie. Napisz 150 słów!
Brak ocen w początkowym nauczaniu. Słoneczka i inne twory. Niezjadliwe. Kretyńskie opisy osiągnięć dziecka na świadectwie. Potrzebne komukolwiek jak dziura w moście.
Matura. Zdawana procentowo. Którą trudno w takiej formie nie zdać, a jednak statystyki mówią same za siebie.
Egzaminy. Szóstoklasisty, gimnazjalne, wprowadzające stres i nic więcej.
Gimnazjum. Milowy krok - w tył. Spędzenie młodzieży w najgorszym wieku w jednej szkole, by pokazała, co potrafi. Cud i miód.
Idiotyczna możliwość wyboru przez nauczyciela podręcznika z dostępnych kilkunastu na rynku. W końcu księgarnie muszą zarabiać. A młodzież niech uczy się różnego materiału. No i po dwóch, trzech latach wycinamy kolejne drzewa, bo podręczniki są już nieaktualne.
No i program. Podstawówki okrojony, bo dwa lata zostały zabrane. Gimnazjum początek to powtórki i później nauka nie wiadomo czego. Szkoła średnia, zarówno liceum jak i technikum jeden rok mniej nauki do matury. SUPER!
No to co zostało? Trzeba było zabrać się za młodszą dziatwę i porazwalać to, co jeszcze funkcjonowało.
Skąd znaleźć miejsca dla dzieci w przedszkolach? Utworzyć zerówkę w szkole!
Albo nie, obniżyć wiek szkolny i puścić dzieci prędzej do szkoły! Będzie dużo miejsc w przedszkolach.
Czytam. Statystyki, komentarze, opinie, badania, artykuły.
Jeden z nich.
Bo dzieci nasze muszą pójść wcześniej do szkoły, by dorównać do innych dzieci europejskich.
..... Szczerze? Jakoś nie uważam, że od nich odstają, co najwyżej odwrotnie...Nie uważam, że mojemu pokoleniu coś brakuje. Poza tym, że w latach 80-tych i 90-tych brakowało nauki języków obcych. Teraz młodzież ma odwrotnie. Języki w szkole są na wyciągnięcie ręki, za to wiedza z języka polskiego i historii marna.
Artykuł z profesorem Jerzym Vetulanim neurobiologiem, znawcą mózgu i popularyzatorem nauki.
"Sześciolatki niezdolne do rozpoczęcia nauki są albo niedorozwinięte, albo chore, albo leniwe, albo głupio chowane".
Serio?
Owszem! Uważam, że należy korzystać, że dziecko ma chłonny umysł i poprzez zabawę go uczyć. Jak uczę młodego! Bo może robić to rodzic! Nie odbierając dziecku roku dzieciństwa!
Zrównanie szans dzieci wiejskich z tymi z ośrodków miejskich? Kogo kosztem?
Statystyki. Pierwsze, że te młodsze dzieci szybciej rozpoczynające edukację radzą sobie lepiej od starszych dzieci. Tyle .... że mowa o dzieciach, które zostały do szkoły wysłane wcześniej, bo były po prostu zdolne!
A jak jest teraz? Pierwsze badania mówią, że te młodsze dzieci są o kilka punktów procentowych gorsze. Że emocjonalnie odstają. Że różnica może pogłębić się po zakończeniu III klasy.
Krzyki rodziców! Walka na słowa i argumenty!
Jedni za! Drudzy przeciw!
Milion głosów poparcia za przywróceniem poprzedniego systemu edukacji. Dodajmy - głosów obywateli wyrzuconych do śmieci!
I podsumowanie kogoś innego. Nazwiska nie napiszę. Prawdziwa wisienka na torcie.
Inny artykuł. Dotyczący naszych przyszłych emerytur.
"... I potrzeba potężnych pieniędzy, by tych emerytów utrzymać. Stąd też wzięło się zastosowanie jeszcze innej metody - wprowadzenia obowiązku szkolnego wśród sześciolatków. Żeby szybciej wchodziły na rynek pracy".
Czy jakiś jeszcze rodzic ma jeszcze złudzenia, że chodzi o dzieci
i ich rozwój?
i ich rozwój?
....................................
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz