Po raz pierwszy w historii!!
I mówimy tu o zespole, który ostatnio tak fatalnie na krajowym podwórku grał w 1988!! Gdy miałam 13 lat! Który gorzej grać już nie może. Dziwy, zaiste, dziwy.
Młody chętnie i radośnie chodzi do żłobka. Czasami nawet sobie śpiewa po drodze.
Uśmiechniętego odbieram. Wskakuje mi w ramiona, przytula się. Tak jest co dzień.
Dziś nagle w szatni po uśmiechu nieoczekiwanie wybuchnął płaczem. Dostał mleko w szatni, uspokoił się. Wyszliśmy. Schodzimy ze schodów, gdzie normalnie ucieka i cieszy się - stanął i ponownie ryk.
Nie dowiedziałam się o co chodzi, czy coś boli, czy głodny. Bułki nie chciał.?!!
Na siłę włożyłam do wózka, wycie.
Nie mam w zwyczaju, ale postanowiłam go przekabacić.
Obiecałam wizytę w sklepie z zabawkami. Akurat miałam przy sobie środek płatniczy, który otrzymał od Babci.
Chciałam kupić coś porządniejszego, jedno - ale solidne, ale wybrał małego Tomka i autko małe. Oglądaliśmy Peppę, ale nie kupowałam, bo ostatnio średnio się tym bawi (chociaż nowy ogromny autobus był po zbóju czadowy!!!).
Dorzuciłam literki na magnes i jakąś myszkę i poszliśmy. Oczy i okrzyki podążały za różnymi zabawkami, ale był zdecydowany na to, co ma w rączce.
Przymierzyłam mu czapkę. Sceny dantejskie. Wrzask.
Kierunek do domu. Po drodze jęki, marudzenie.
W domu nie lepiej. Trzymanie się moich kolan. Lub lodówki. Mało zabawy.
Przyniósł sardynki w puszce. Zjadł połowę.
Przyniósł buraczki w słoiku. Spróbował.
Przyniósł ser pleśniowy. Spróbował.
Zjadł połowę ogórka zielonego.
Popił mlekiem.
I ryk.
Stwierdziłam, że może to zmęczenie.
Zapytałam, czy chce się położyć.
Godzina 19 i poszliśmy do łóżka. Dzień dziecka bo bez mycia. I śpi .... Truteń mały. Zmęczony był.
Wczoraj zaliczyłam z nim wizytę u dermatologa. Tzn. towarzyszył mi.
Również wrzaski uskuteczniał.
- dlaczego krzyczy?
- chce pić
- a co mu pani daje do picia?
- mleko z piersi
- no to proszę nakarmić dziecko
!!!
I tak pierwszy raz w życiu będąc u lekarza i siedząc przed nim rozmawiałam z lekarzem karmiąc dziecko. Bez słów, że za duży, że mleko to już woda itd. itp.
Można? Można.
Wypróbowaliśmy również plastry na jazdę. Ostatnie trasy po przeszło 200 km kończyły się tak samo. Tym razem wykonałam telefon do przyjaciela. Zgodnie z zaleceniem kolegi farmaceuty naklejony został plaster na pępek Młodego (!) oraz plastry Transway na oba nadgarstki. I co? I miodzio!
Młody zasnął w aucie, bo to była pora drzemki. Jak się przebudzał - siedziałam obok - udawałam, że śpię i też zamykał oczy. I spał cały czas. Pod blokiem budziliśmy go! Cztery godziny przespał w aucie! Bez ekscesów! I nawet później w nocy spał.
No i wczoraj namiętnie trenował wymowę słowa pipa, ku radości pewnej osoby. :PP
Sprawdziłam dziś zakupione literki. A raczej wiedzę Młodego. Odłożyłam X oraz V. Polskich znaków nie było.
Przy nielicznych miał dylematy. Pięciu liter nie zna. Resztę wskazał! Zdolny mój syn!
Koniec przynudzania. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz