wtorek, 25 sierpnia 2015

mówienie

Ciężki z nim orzech.
Poprawiam pościel na łóżku.
Młody gardłuje się:
- ula, ula.
- ??? ula? kula? a, piłka tam jest ...

Sklep
- uła, uła
- ????, w końcu olśnienie: buła?
- kiwa że tak
zaraz potem
- pii
- pić?
kiwa, że tak



Na wyjeździe w końcu zaczął mama mówić. Bo dotychczas wolał na mnie baba krzyczeć ku mojej średniej radości.

Teraz już było:
- moja mama
Jest co chwila:
- mama choć 

Dramatycznym głosem nawołuje:
- Peppa, peppa - gdy chce obejrzeć bajkę.
Lub naśladuje pociąg, gdy chce Tomka obejrzeć.

Dziś przynosił po dwie zabawki i mówił:
- di (znaczy dwa)
Dziesięć to di-di.

Arbuz to bubu.

Baran to baaa. 

Auto to brrr, bruuuu

Wczoraj uczyłam go jak ma na imię.

Zapytany kto mówi o sobie ja.

Albo kto to zrobił? - mama :P

Słoń to łoł.

Mleko to łeło.

Ała.

Apa. (jak wchodzi po schodach, myk, myk i go nie ma bo zwieje)

Bam. (jak się wywróci)

Bum. 

Gu-gu (gorące) 

Am lub tam (tam)

Niam albo mmmmmm jak coś dobre. Albo aaaaaaaaaaa (takie charakterystyczne)

Bez tłumacza ani rusz.


Są sformułowania i własna mowa, których nie rozumiem. Nie wiem, co to jest bija (pija), apija i inne zlepki.

Śpiewa i nuci sobie po swojemu.

Tak nuci, że wiadomo co to jest.

Wyraźnie mówi: nie, mama, dziadzia, baba, jaja :P, pupa.

Sygnalizuje, że coś ma w pieluszce. Nocnik za pan brat.

Jest nerwus. Jak coś mu nie wychodzi to niczym rasowy choleryk wychodzi z siebie.

Tak naprawdę to wyje jedynie w paru przypadkach.

Gdy chce teraz i natychmiast mleka.

Gdy jest zmęczony i chce spać.

Wtedy wyje do skutku. A mnie trafia. Jaśnista.

No i potrafi specjalnie krzyczeć jak ma widownię. Sklep i te sprawy. Parę razy wystraszył biednych niewinnych ludzi, a to małe z szelmostwem na buzi i zadowoleniem.

Język dwulatka... Mojego dwulatka. Czytałam ostatnio o testosteronie u chłopców. O prowadzonych badaniach, dlaczego chłopcy mówią później. Że niektórzy mają dziesięciokrotnie więcej niż dziewczynki. 

Mój jest stuprocentowym chłopcem hihi. Najpierw dorwał wczoraj jakiś skuter i załączył się alarm. Potem łobuzerka rozszalała się. Usiłowałam przejść z nim przez pasy na zielonym świetle. Trzykrotnie specjalnie wywrócił się na ulicy i kulał na pasach. Jaśnista cholera mnie trafiła.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz