czwartek, 5 marca 2015

jest dobrze, bo nie jest źle

Luby w poniedziałek zadzwonił do lekarza pierwszego kontaktu. Termin - 10 marca... Super, dla osoby z gorączką i kaszlącej - naprawdę rewelacja.
Mówię, by szedł do jakiegokolwiek lekarza. Poszedł. Usiadł pod poczekalnią i miał czekać na wywołanie. Tam już ileś kobiet. Luby usiadł, po nim ktoś przyszedł, pyta się, kto ostatni. Luby, że on. Otwierają się drzwi ... lekarka wywołuje ...Lubego!! Kobiety wzrokiem zabiły go. zapalenie oskrzeli.

ostatnio zapisałam się do lekarza, tym razem nie spieszę się więc termin na 18 marca przyjęłam z uśmiechem. Totalnie całkowita kpina. Lekarze. Żenada.

Dziś smykłam na Radę Rodziców. Ku ubolewaniu Starszego, który na moje wyjścia i udzielanie się działa bardzo alergicznie. Ale po pierwsze lubię, po drugie dobrze, że pojechałam, bo parę rzeczy ustaliłam i dowiedziałam się, bo w spotkaniach uczestniczy dyrekcja. 


I trasa do technikum. Jeden z odcinków zaprojektowanych i oddanych do użytku nadaje się do programu do absurdów drogowych. Zadałam sobie dziś trud obliczenia odległości i liczby zamontowanych świateł.
Od wjazdu na ulicę do wyjazdu z tej ulicy. Długość ulicy - 900 metrów. Liczba zamontowanych świateł - 10!!!!!!!!!!!! Geniusz projektowania. Witki mi tam zawsze opadają. Do tego często tam jeżdżą Elki. Po jakiego grzyba puszczają Elki, kiedy ruch na drodze jest wielokroć mniejszy - nie pojmę. Jazda od świateł do świateł w ślad za tramwajem i Elkami to naprawdę coś.

Jutro piątek. Jest szansa na prawie zakończenie remontu. Dość pechowy był, cały czas coś go opóźniało .... Lily dostaje już tylko leki domowo. Wykaraskała się fuksiara.

A Luby wysyła mnie do spania. No to na tyle. ;P

prawdziwy jogurcik z żurawiną  i płatkami :P (końcówka posiłku)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz