Sobota.
Dzwonek do drzwi.
- roletki, żaluzje?
czy tych ludzi pogięło? skąd ich na takie wywiejewo niesie?
Tita nam zmienia się. Niesamowite w jakim szybkim stopniu następuje rozwój.
Jak to mawiają wszystkie trzy babcie jest bardzo mądry i wszystko rozumie. ;)
Stara się coś po swojemu gadać, wczoraj Starszy mówił, że powiedział pies. :P
A propos psa poszłam ostatnio do sklepu z zabawkami i pytam się, czy są zwierzątka, takie figurki.
Kobieta pyta jakie zwierzęta.
No takie jak w zoo, krowa, pies - wyliczam. I dopiero sobie uświadomiłam, co ja jej mówię. Wybuchnęłam śmiechem i nie mogłam uspokoić się.
Zwierzątka kupione. Tita w sklepie z zabawkami ożywia się. To nie jest obojętność jak kilka miesięcy temu, teraz to są podskoki, wyciąganie rączek, okrzyki.
A w domu bawi się na całego. Autka jeżdżą kierowane jego rączką, akustycznie sobie dodaje: brum, brum. Na auto odpychacza wchodzi nam cyrkowiec i tylko patrzeć, kiedy sobie zęby wybije.
Książeczki non stop w użyciu. Przynosi i trzeba powtarzać, co tam jest. Pokazuje i pokazuje paluszkiem. Więc mówimy w kółko: koza, kogut, krowa, pies, kot ...
W ogóle życzy sobie powtarzania różnych słów. Pokazuje drzewo, kwiat i dopomina się, by powiedzieć, jak się nazywa. I znów i znów. A zapytany później pokazuje.
Zwierzątka figurki uwielbia. Przenosi je z miejsca na miejsce, układa, znowu z nimi wędruje.
Piłeczki też kocha.
Co ciekawe, bardziej bawi się zabawkami w czasie spędzonym ze mną, niż z tatą.
Z kolei z tatą myje zęby (ponoć aż na brzuchu bywa przez to mokry), przy mnie nie da sobie ani szczoteczki podać. Zaiste dziwne.
Chyba w środę ostatnia trójka w końcu przebiła się, ale muszę raz jeszcze to sprawdzić. :)
Czyli 16 ząbków mamy.
Tita jak jest z siebie zachwycony (jak gdzieś wejdzie, coś zrobi, jak powinien) bije sobie brawa. Wygląda to komicznie.
Ostatnio przytuliłam się do mojego, Tita stał trzymając w dwóch rączkach zwierzątka. Jak to zobaczył rozdarł się okrutnie i oba zwierzątka ze złości cisnął o ziemię. O synku haha :P
W tygodniu zaliczyłam też dzień konia. Gdyby to był środek cyklu byłoby to zrozumiałe. Ale nie był, a ja wyjadłam z lodówki wszystko, co tylko było można zjeść. Jedzeniu nie było końca. A jaki miks! Na szczęście kolejnego dnia było już normalnie :P
W tygodniu obserwowaliśmy ze starszym, jak instalowali na ulicy przenośną suszarkę do robienia zdjęć. Mogłabym pracować w tej służbie, reakcje ludzi na suszarkę były czadowe. Żeby nie było, na ulicy jest znak drogowy, że może być kontrola, a w tv podają, gdzie będą stać. Kierowcy reagowali tak kapitalnie na suszarkę, że żal nam było z synem opuścić widowisko i wrócić do domu.
Dziś młody maszynką został obcięty. Spore już włosy miał wypłowiałe, spłowiałe, już do oczu zaczęły wchodzić, za ucho wystawać. Włosy spalone od słońca w kolorze abstrakcji. Nowa fryzura przez każdą osobę została zauważona. :P Podobnie jak moja fryzura, nad którą też obojętnie nikt nie przechodzi hihi.
I nadal bijemy się z myślami o żłobku. No tak nagle to na nas spadło ...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz