niedziela, 20 sierpnia 2023

Pracowita niedziela.

Moja babcia mawiała, że niedzielna praca w gówno się obraca. Możliwe, jednak z mężem wykorzystujemy wolny czas do różnych prac, często porządkowych i remontowych.

Dnia 15 sierpnia minęło 5 lat kiedy

zamieszkałam ku swojej radości w tym własnym domu z ogrodem. Przez ten czas remonty nas nie opuszczają. Ale ja lubię gdy w końcu przestrzeń jest dla mnie dobrze zagospodarowana i cieszy oko.

Dziś padło na schody, powycierane już (!) od wchodzenia w obuwiu (w laczkach również). 

Szary wiruje pył. Znowu. Kiedyś tu o pyle już pisałam. 😁 Mąż szlifował schody, ja po rannym biegu na 14 km, potem już z szmatą szalałam, aby pyłu było jak najmniej.

Jest godzina 21, właśnie zakończyłam prace porzadkowe. Jestem z siebie zadowolona.

Połowa stopni już polakierowana (jakoś trzeba wchodzić i schodzić z góry, druga jutro). Wyglądają już dobrze.

Młody ostatnie dni na obozie karate. To już jego czwarty wyjazd. Dziś znowu zapomniał zadzwonić. 😁 Nasz urlop też się skończył. I dobrze, bo lubię by blisko pracy. Z uwagi na średnie fundusze,  (inflacja pisowska i koszty życia), zwiedzaliśmy jedynie pobliskie fyrtle. Odwiedziliśmy pałac w Rogalinie, zamek i parowozownię w Kórniku, katedrę i wieżę widokową w Gnieźnie oraz muzeum miniatur w Pobiedziskach. A poza tym mieliśmy tak cudną pogodę, że ulewy były takie, że mamy przed sobą uszczelnienie komina. 🤣 W jeden dzień było ciut ponad 10 stopni, na ogrodzie pracowałam w opasce na uszy, tak pis**** złem. A dziś jakieś 32 stopnie...

Dziwny ten rok. Bardzo późno przyszła wiosna, zima była bez opadów, wiosna zimna. Wszystkie rośliny wystartowaly z dużym opóźnieniem. Nie było w tym roku mleczy, na agreście miałam 8 gronek (!), malina i jeżyna nie ma owoców, u sąsiadów była na drzewie jedna brzoskwinia, która zresztą spadła na naszą drogę. Jak w Seksmisji. Pomidor zaczął ładnie rosnąć, to zaczęło lać parę tygodni, zimno, bez słońca, pomidor zaczął padać. Małe pomidorki rosną pięknie, duże ... słów brak. 

Warzywa pozostałe miały się dobrze. Miałam pełno rzodkiewki, sałaty, szczypioru, bobu,  ogórków, miałam trochę grochu, sałaty i kalarepy, nadal mam dużo cukini i dyni, buraków, szczypioru, papryki, marchewki, pietruszki, kopru. Małorolna pełną gębą. Blog zakurzyl się z niepodania, ale udzielam się na Twitterze, a czasu na wszystko nie staje. Oczywiście pierwsze tygodnie warzywa ostro podlewalam bo deszcz zaczął padać całkiem niedawno. Była taka susza, że w lipcu zaczęły spadać liście z drzew na działce.

PS Nadal nie kupiłam samochodu. W Polsce na rynku samochodowym posucha, ceny używek aut w górę o 40-70%. Porażka. 

Jak porażką jest inflacja w Polsce, cały czas z Węgrami (i czasami Turcją) jesteśmy na podium inflacyjnym.

Mam dość nie-rządów pisowskich ignorantów ekonomicznych. Zapisałam się na męża zaufania do komisji wyborczej. Będę patrzeć im na ręce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz