Było sporo planów, zamierzeń.
I powoli wszystko sypało się.
Pierwszy lockdown. Obostrzenia. Panika. Obłęd.
Brak pracy męża. Jego przymusowy pobyt w domu z dzieckiem. 180 dni .....
Powoli zaczęliśmy funkcjonować w zmienionej rzeczywistości.
W końcu wrzesień. Tita poszedł do pierwszej klasy. Otwarto szkoły! Nie tylko! U nas lepiej, bo syn poszedł do nowej dopiero wybudowanej. Budowanej w ostatnich miesiącach w pandemii. Najpiękniejszej pewnie w gminie. Nowoczesnej, przestronnej, pięknej.
Pierwszy miesiąc minął w sukcesie. Nauka odbyła się. Młody cały miesiąc chodził do szkoły.
Kolejny. Pierwszy przypadek w wyższej klasie. Inna klasa wypadła na kwarantannę. My chodziliśmy dalej.
Komunikaty ministerstwa zdrowia nie były optymistyczne. Domino postępowało. Coraz więcej przypadków z każdym tygodniem. Coraz więcej zgonów.
W przeciwieństwie do początku roku coraz częściej i coraz bliżej było słychać o kimś z pozytywnym wyniku.
Ale jeszcze kulaliśmy się.
W piątek i sobotę zaziębiłam się. W piątek biegałam pomiędzy budynkami bez kurtki. W sobotę przemarzłam na pogrzebie. Niedziela to już była gorączka i ból mięśni. Z biegania nici. Potem zadzwoniłam o urlop. A że Młody też był niewyraźny, to ze mną siedział. Z poniedziałku na wtorek zaczął kaszleć i we wtorek była najpierw teleporada a potem o dziwo dostaliśmy się do lekarza.
Młody początek zapalenia płuc. A dokładnie prawego płuca.
Ja kto wie.
Teraz wszystko, co mamy zrzucamy na covid.
Za tydzień dopiero kontrola młodego, ale już u niego lepiej.
Dziś info ze szkoły, że dyrektor ma koronawirusa i od jutra szkoła przechodzi na zdalne nauczanie. Taaaaak.
Starszy syn był teraz na weselu i siedzieli koło świadka, który też dziś dostał pozytywny wynik.
Z pracy miałam telefon, że ludzie się też sypią.
Transmisja.
Nie wiadomo, kto komu i co sprzedaje.
Byłam przekonana, że jestem tylko przeziębiona, ale Owsiak miał właśnie moje dwa objawy i też ma wynik pozytywny.
Powoli mam tego roku naprawdę dość. Chciałabym móc normalnie żyć. A tu nie wiadomo kiedy i skąd cios.
Domino zaczyna pędzić w zawrotnym tempie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz