niedziela, 20 września 2020

Weekend był długi i pracowity..

 Po pierwsze na moją wieś zawitał światłowód!!! W końcu mam normalną tv a nie TVP w różnych odmianach!

W końcu udalo się dojechać do okulisty i wybrać Ticie okulary. W starych nie chciał za nic chodzić, twierdził, że źle widzi i mu się rozmazuje. A że szkoła zawitała, to połączenie nauki i kiepskie widzenie bylo słabym pomyslem. Udało się dojść z nim do fryzjera bo po lockdown jeszcze nie był.

Spędziłam ze wszystkimi dziećmi sztuk trzy parę godzin. Było miło i relaksująco. Potem wpadłam w przekopywanie grządek i porządki za płotem. Mrok mnie zastal.

Niedzielę zaczęłam od pobudki przed 7. Standardowo rano biegałam swoją trasę blisko 19 km.

Potem piekłam bułki i ciasto. Robiłam obiad. Wieczorem było ognisko i ziemniaczki, a później umarła deska od prasowania. Postanowiła złożyć się jak domek z kart, miało się ten refleks że złapałam żelazko zanim spadło. Babcia mawiała, że niedzielna praca w go*** się obraca. 

Teraz położyłam się i od razu poczułam że jestem bardzo zmęczona. Zapomniałam wypoczywać. 😁


W tej ciemnicy dzieci nadal hasają na dworze. Cały dzień!!


Niam niam.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz