Po pierwsze na moją wieś zawitał światłowód!!! W końcu mam normalną tv a nie TVP w różnych odmianach!
W końcu udalo się dojechać do okulisty i wybrać Ticie okulary. W starych nie chciał za nic chodzić, twierdził, że źle widzi i mu się rozmazuje. A że szkoła zawitała, to połączenie nauki i kiepskie widzenie bylo słabym pomyslem. Udało się dojść z nim do fryzjera bo po lockdown jeszcze nie był.
Spędziłam ze wszystkimi dziećmi sztuk trzy parę godzin. Było miło i relaksująco. Potem wpadłam w przekopywanie grządek i porządki za płotem. Mrok mnie zastal.
Niedzielę zaczęłam od pobudki przed 7. Standardowo rano biegałam swoją trasę blisko 19 km.
Potem piekłam bułki i ciasto. Robiłam obiad. Wieczorem było ognisko i ziemniaczki, a później umarła deska od prasowania. Postanowiła złożyć się jak domek z kart, miało się ten refleks że złapałam żelazko zanim spadło. Babcia mawiała, że niedzielna praca w go*** się obraca.
Teraz położyłam się i od razu poczułam że jestem bardzo zmęczona. Zapomniałam wypoczywać. 😁
W tej ciemnicy dzieci nadal hasają na dworze. Cały dzień!!
Niam niam.










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz