W tym roku po raz pierwszy miałam plan.
Zamierzałam zdobyć koronę półmaratonów.
Miałam opłacone półmaratony w Poznaniu, Warszawie, Grodzisku, maniacką dziesiątkę w Poznaniu, Wings for life.
I wszystko jeb*o.
Zaczęli odwoływać bieg po biegu.
Odwołali Wroclaw gdzie jeszcze nie zapisałam się. Odwołali Swarzędzki Szpot.
Został jeszcze bieg w Gnieźnie i Szamotulach. Po wakacjach. Chyba że już też odwołali.
Na niektóre walka z zapisami to była walka o ogień. 40 minut zapisów i koniec.
I tak bieg po biegu du*a.
Jak odwołali Wings popłakałam się.
Tak chciałam biec.
I pobiegłam! Z aplikacją. Nie wycofałam środków bo to bieg ze szczytnym celem. Zbierają środki na badania przerwania rdzenia kregowego.
A co! Pobiegłam! Jakieś 14 km zanim mnie wirtualny wóz transmisyjny dorwał. Były emocje, też była walka. A teraz mi wysłali też koszulkę i medal dosłali. Wzrusz.
A potem? Potem świętowaliśmy urodziny Synka. 7. Ale o tym w innym poście.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz