Standardowo w moim Beniaminie (jak ktoś nie pamięta to rzecz o moim aucie) zaświeciła się kontrolka.
Standard. Zaglądam do bagażnika czy jest jeszcze olej. Opary. Trza skupić.
No to myk. Pierwsza stacja benzynowa. Maska na twarz. Szukam, dzwonię do dziecia starszego pokazuję filmik co jest..
Foch. Jak to na Orlenie, mam stamtąd wyjść!!
Jak kuźwa wyjść jak tu jeszcze w planach jazda nad Rusałkę, potem na cmentarz, do matki własnej i dopiero do domu??
Pyta, gdzie jestem. Mówi, że mam stamtąd iść i iść tu (nawet niedaleko stamtąd).
Wchodzę. Mały sklepik. Olejów pełno. Mówię do faceta, że zrobię filmik bo mi dziecko jęczy, który mam olej kupić i marudzi. I że przepraszam, że tu też zrobię (inna półka).
Patrzy na mnie i pyta ile dziecko ma lat?
- 22 - odpowiadam
Przychodzi jeszcze babka. W końcu dziecię wskazuje, który mam kupić. Mówię, że dostałam polecenie wziąć to.
Gadam z nimi. Narzekam na maseczkę, że mnie wkurza.
On na mnie patrzy i mówi, że myślał że ja dziewczynka jestem.
:DDDD
Leję. Sciągam maseczkę i mówię do sprzedawcy, że mi bliżej do 50 niż 40. :DDD
A on że wyglądam jak dziewczynka i ta figurka.
I wyjaśniło się skąd pytanie, ile moje dziecko ma lat.
:DDDD
Kurtyna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz