Dobrze nie jest.
I to fakt.
Wieś okazała się wygraną w lotto.
"Więzienie" jest mało dotkliwe bo jest ogródek. I brak innych ludzi.
Czytam o restrykcjach.
Szukam podstawy prawnej.
Na jakiej podstawie miałabym być ukarana że wyszłam z domu.
Czytam co online ma wykonywać dziecko.
Po to m.in. mam podejść do szkoły po jakieś materiały - uj wie jakie. Godziny zaporowe. Jak wyjść jak dziecko już 2 tygodnie nie wychodzi?
Szperam i ryję.
A Luby gadka swoje.
Bo specustawa.
Bo opozycję ograli.
A ja specustawę mam w dupie.
Ja swoje.
On swoje.
W końcu jak wydarłam się to poszedł spać do innego pokoju.
Edukacja szkodzi.
Po tylu latach naginania prawa i tragifarsy wierzę nadal że żyjemy w państwie prawa. Albo znów będziemy być.
Jestem administratywistą.
Poświęciłam na to 5 lat.
A dziś kolanem wypychają rozporządzenie.
Bo stan wyjątkowy nie może być wprowadzony.
Bo wybory muszą być.
Bo ich elektorat w międzyczasie mógłby wymrzeć.
Albo by im słupki poparcia spadły.
Albo już będzie taka ruina państwa że na reelekcję szans nie będzie.
A ja mam to gdzieś.
Albo mamy wprowadzony stan wyjątkowy że wszystkimi ograniczeniami albo niech spadają by rozporządzeniem minister zdrowia zamykał firmy, ograniczał prawa i wolności obywatelskie.
Te przymusowe pobyty w domu zakończą się albo przyrostem naturalnym albo rozwodami.










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz