Ryzyko, śmierć, te są zawsze tutaj w parze.
Największa rzecz, swego strachu mur obalić, Odpadnie stu, lecz następni pójdą dalej.
W ten weekend nie byłam jedyną, która nieruchomo przed tv i komputerem wpatrywała się w relację pod Nanga Parbat. W cieple domowych, kapciach na nogach i z herbatką na stole.
Jestem laikiem, więc musiałam chociaż pobieżnie więcej dowiedzieć sie.
Obejrzałam przez te dni dziesiątki nagranych przez Tomka filmów, słuchałam wywiadów. Mojego rówieśnika zresztą. I nagrania innych himalaistów również.
Sprawdziłam, gdzie dokładnie jest ten szczyt.
Dlaczego tak się nazywa.
Obejrzałam liczne zdjęcia.
Sprawdziłam, co oznaczają medyczne definicje.
Czym jest flanka.
Kto i kiedy zdobył.
Ilu wchodziło na szczyt, ilu nigdy nie wróciło.
I standardowo załamało mnie to samo.
Komentarze w sieci.
Skąd w nas taka nietolerancja?
Skąd w nas taka chęć ułożenia innym życia wg własnego scenariusza?
Wg jednej wizji.
Jeden człowiek, z którym weszłam w polemikę zirytował mnie tak, że wypisałam się z dyskusji wciskając przycisk "przestań obserwować".
Zadałam mu pytanie jakim prawem ma prawo oceniać życie drugiego, obcego człowieka?
Jakie mamy prawo, by wypowiadać się o cudzym życiu?
Jakim prawem uzurpujemy sobie prawo sądzenia innych? Jesteśmy Bogiem?
Podziwiam ludzi z pasją.
Zawsze podziwiałam.
Mam szacunek do każdej osoby, którzy potrafią żyć pełną piersią, spełniając marzenia.
I ten, który przebiega triathlony.
I himalaista.
I pozytywny wariat, samotnie przepływający Adriatyk.
I Janek Mela zdobywający biegun.
I inni, którzy mają odwagę żyć.
I którzy wiedzą, że żyją.
A nie wegetują, będąc emerytem mając lat 20.
A co czytam?
Oburzenie, że prowadzona zbiórka pieniężna.
Oburzenie, że nie ubezpieczony.
Oburzenie, że nieodpowiedzialny.
Oburzenie, że niezabezpieczone dzieci.Bo powinien wskoczyć w te kapcie, piwo postawić na stół i byłoby ok.
A kto z nas jest odpowiedzialny? Wsiadamy co dzień do aut. Plasujemy się w czołówce śmiertelnych wypadków na drodze.
Mój mąż jeździ motocyklem. Statystyki mówią same za siebie.
Biegam czasami wzdłuż dróg, po szosach. W każdym momencie może mnie potrącić auto.
Biegam po lesie. W każdym momencie mogę natrafić na kogoś, kto mnie może skrzywdzić.
Znam przypadek, gdy kobieta udusiła się jedząc kiełbasę. I przypadek, co kobieta poślizgnęła się i zabiła się, uderzając głową w płytki w łazience.
Możemy na siebie dmuchać. Chuchać. Całe dnie leżeć w łóżku i nie wstawać z niego. Nie wychylać nosa zza kotary. I tam mając lat 20, 30, 40 może nas zabić rak, zawał, wylew. Albo inne choroby. Wystarczy zobaczyć strony pomocowe by przekonać się, że choroba atakuje w każdym wieku.
Pretensje o zbiórkę? Że ktoś się nie ubezpiecza, a potem inny musi żebrać? Serio?
A co kogo obchodzi, co drugi robi ze SWOIMI pieniędzmi? Skoro inni chcą wspomóc, drugiemu NIC DO TEGO.
I przepraszam za złośliwość, ale wątek podniosła koleżanka, która prowadziła zbiórkę na obcego kota, potrąconego przy drodze.
Zbiórka na kota jest więc dobra, na dzieci zła.
Zazdroszczę im pasji.
Zazdroszczę, że mieli możliwość bliższego zetknięcia z przyrodą.
Zazdroszczę, że mieli kontakt z prawdziwą naturą.
Bez cywilizacji.
Zazdroszczę widoków wysokich gór, bo ich miłość do gór rozumiem.
Zazdroszczę widoków, które dla nas, zwykłych zjadaczy chleba są niedostępne.
Bo trzeba mieć odwagę żyć.
I cholerną siłę.
Ja niestety tej odwagi też nie mam.
Ani siły.
Ale mogę podziwiać innych.
Zaczęłam Budką Suflera, zakończę Staszewskim.
Więc jeszcze seta, znakomicie, Padniemy, ale zgódźmy się, Że z tylu różnych dróg przez życie, Każdy ma prawo wybrać źle.
I całkowicie na marginesie. Wracając do dzieci. Tomek wpisał się karcie historii himalaistów. I dla dzieci pozostanie bohaterem. Dla mnie mój tata nie był bohaterem. Był alkoholikiem, a jego pasją był tylko alkohol. Nienawidziłam go za wstyd, który przynosił mi w dzieciństwie. I za piekło dzieciństwa.
A zbiórka osiągnęła piękną kwotę. Bo ludzi dobrej woli jest więcej. I mocno wierzę w to. I w tym jest też moja mała cegiełka. I cieszę się z niej.
A zbiórka osiągnęła piękną kwotę. Bo ludzi dobrej woli jest więcej. I mocno wierzę w to. I w tym jest też moja mała cegiełka. I cieszę się z niej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz