niedziela, 7 maja 2017

Aktualizacja / I ran for those who can`t!


Podekscytowana.
Na spotkanie z Małyszem.







było naprawdę zimno


Kocham takich wariatów. 
Niezmiennie.
 Uczestnicy biegu.



Wings for life world run.

Konkrety.
Jedyny na świecie bieg, gdzie NIE BIEGNIE SIĘ DO METY.
To meta goni zawodników.
Nie wiemy, czy przebiegniemy 5 km, czy 15.
Meta zlokalizowana jest w aucie, które startuje równo pół godziny po starcie uczestników biegu.
I jedzie z prędkością kilkanaście km /godzinę.
Za kierownicą pościgową Adam Małysz.
Krótko i na temat po prostu ucieka się przed pościgiem. I nie wolno stawać i odpoczywać, bo pościg nie czeka.

Niemożliwe i fascynujące jest to, że bieg rozpoczyna się O JEDNEJ GODZINIE NA CAŁYM ŚWIECIE.
24 lokalizacje, 24 różne miejsca na całym świecie.
Każdy kontynent.
W Polsce start tylko w jednej lokalizacji!
Poznań - miasto lubiące biegaczy (z wyjątkiem marginalnej społeczności).
Start godzina 13.
W niektórych lokalizacjach w nocy.
Niesamowita jest świadomość, że na starcie jest tylu zawodników.
Ponad 100 tysięcy na całym świecie.
I najważniejsze!
Biegniemy dla tych, którzy nie mogą.
Wpłaty za pakiety startowe idą w całości na badania nad przerwanym rdzeniem kręgowym.
Niesamowite było widzieć tyle ludzi na wózkach.
Bo to było ich święto!
I bieg dla nich.
<3
Szkoda, że w PL na co dzień nie widać osób na wózkach.
Nie widać niepełnosprawnych.

Jestem dumna, bardzo dumna, że brałam udział w tym przedsięwzięciu.
Przebiegłam 15 km jak Adaś Małysz dopadł mnie i innych autem.
I koniec biegu.
Bo gdy mija nas auto, schodzimy z trasy biegowej.
Jestem dumna! Dumna! Dumna!

I cieszę się, że w tym dniu było zimno.
Bo tydzień później biegłam 10-tkę w Swarzędzu i myślałam, że gdzieś przy drodze przewrócę się i nie wstanę. Klara tak dawała z nieba, że spaliłam się na ramionach, na twarzy, plecach. Myślałam, że mózg zagrzeje mi się. Wylałam na siebie dwie butelki wody!
Nigdy nie widziałam, by na zwykłej dziesiątce tyle ludzi zamiast biec szło.
A widok, jak przed metą uciskają klatkę piersiową biegacza był straszny.

PS Po Wings for life okrutnie przemarzłam. Zanim udało nam się dostać do worków z odzieżą minęło kilka godzin. A tu kilka stopni, a ja w krótkim rękawku. :) Ale i tak było warto.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz