I już nie tak na wesoło.
Okres ciąży był czasem strachu.
Pisałam już o tym wcześniej.
Ciąża nr 1 była totalnym zaskoczeniem.
Dopiero w 7 tygodniu (czyli de facto 9 - doliczając owe 2 tygodnie) dowiedziałam się o ciąży.
Zaliczyłam w międzyczasie imprezę na której jak nigdy wypiłam sporo piw.
I później był strach.
Czy będą jakieś konsekwencje.
To był 1997 rok, badania usg nie były na takim poziomie jak dziś.
Owszem, były badania prenatalne.
Pamiętam jak w szpitalu (rozwarcie 7 miesiąc) koleżance powiedzieli na usg, że nie widać drugiej nogi.
Fajny komunikat.
Rodziłam naturalnie. Nie była dobrze obliczona data porodu. Nikt nie zbadał, że dziecię będzie miało ponad 4 kg.
Udało się. Tylko trochę popękałam.
Jak się urodził obejrzałam natychmiast czy ma ręce, czy nogi. Czy po 5 paluszków.
Strach był tak wielki, że powiedziałam, że więcej ciąży już w życiu nie chcę.
I jednak ciąża druga.
Kilkanaście lat później.
Chciana - ale w głowie.
W realu była zaskoczeniem.
Dała o siebie znać już parę dni po fakcie.
Pierwszy i ostatni raz zwymiotowałam pod pracą.
Tydzień później nie mogłam już wypić żadnego alkoholu, a na widok tortu weselnego kuzynki dostałam torsji.
A potem po teście ciążowym wraz z rozwojem ciąży następował paraliżujący strach.
Co będzie, jak z dzieckiem nie będzie ok?
Telewizja bombardowała dziećmi z wadami wrodzonymi.
Na badaniach prenatalnych tak mi biło serce ze strachu, że lekarz badający przerwał badanie, zaczął mnie uspakajać. A potem spokojnie pokazywał mi powoli każdy organ, przepływy, liczył palce. Badanie było bardzo długie. Ten lekarz to był anioł. Chociaż i tak strach później wrócił.
Wkur*ia mnie, okrutnie wkur*ia jak o ciąży wypowiadają się faceci, którzy nie mają o tym zielonego pojęcia. Albo kobiety bezdzietne. Albo hierarchia kościelna.
Równie dobrze ja mogę wypowiadać się o prostacie u facetów.
Wysokiej klasy specjaliści uważają, że zygota powinna podlegać ochronie. Co tam kobieta, jej zdrowie, jej życie. Ta zygota jest najważniejsza.
Nie są istotne te dzieci, które już się urodziły i które wymagają pomocy. Ważna ta zygota. Niechciane lub chore dzieci nie liczą się.
Fanatyzm i próba zmuszania kobiet do heroizmu.
W imię czego pytam?!?!?!?!?
Przez lata byłam matką samotnie wychowującą dziecko. Nie ze swojej winy, nie z winy byłego męża. Choroba nie wybiera. Wybrała młodego chłopaka.
Przez lata sama musiałam zapracować na swoje dziecko. Co miałoby się z nim stać, gdyby drugie dziecko było chore? Gdybym musiała zrezygnować z pracy? Czy udźwignęłabym psychicznie chore dziecko? Do dziś z uwagi na pracę to ja ponoszę główne koszty funkcjonowania domostwa, Luby dodaje do budżetu, ale filary ja zapewniam.
Widziałam jednego posła i jedną posłankę, którzy krzyczeli jakim to cudem jest dziecko z zespołem downa. I mówią to spędzając swój czas w Sejmie, zrzucając pracę nad dzieckiem na inne osoby. I najważniejsze - zarabiają kwoty wiele razy większe od zwykłego podatnika - umożliwiające im zatrudnienie kilku opiekunek i możliwość rehabilitacji. Matki Polki tego nie mają. Z 1% i innych zbiórek proszą o środki na rehabilitację! Jak widzę obłudę takich posłów to mam obrzydzenie.
Widziałam w telewizji kobietę, która świadomie zdecydowała się na donoszenie dziecka bezczaszkowca i bez mózgu. Dziecko żyło 2 godziny, zostało sfotografowane. Jego zdjęcie było przy prochach. Dla mnie widok drastyczny i przerażający. Prześladujący mnie. Nie chciałabym go doświadczyć. Żadną miarą. Nie jestem bohaterem. I nie chcę nim być.
I jeszcze ważna rzecz.
Ciąża to nie choroba.
No chyba, że ciąża to nie jest łaskawa.
Takiego durnego europosła, a raczej euro-osła z Polski, który mówił wczoraj o przyklejeniu dziecka klejem do pleców na 9 miesięcy poddałbym BARDZO CHĘTNIE PRÓBIE.
Próba jest następująca.
I z autopsji jadę.
I z autopsji jadę.
Najpierw byłby ból brzucha. Uniemożliwiający szybszy chód. Niesienie torby. Zginający w pół.
Mdłości.
Nadwrażliwość na zapachy (do dziś mi nie minęła i wkurza mnie strasznie!!!!).
I dołożyłabym worek. Zaczepiony do brzucha. Coraz większy i cięższy. Którego nie można by zdjąć. Który na końcu by miał ponad 20 kg.
I z tym workiem całą dobę - z nim spać, chodzić, kąpać się, schylać się.
I codzienne rzyganie.
Aż do żółci.
Na każdy posiłek.
I nie spanie przez całą dobę bo co parę godzin jak w końcu się zaśnie trzeba znów iść do toalety.
Że idąc spać trzeba układać brzuch stękając przy tym jak po zdobyciu Mont Everest.
I duszności.
I brak oddechu.
I zadyszkę po pokonaniu kilku stopni.
I brak pamięci. Zapominanie podstawowych słów.
I chwiejność nastroju.
Fantastyczne zaparcia.
Okrutną zgagę powodującą spanie na wszystkich poduszkach w mieszkaniu. A raczej próbę spania.
I moczenie się pod siebie po ataku kaszlu.
A do tego bezgraniczny paraliżujący strach.
A wszystko to zakończone przerażającym porodem.
Przy pierwszym myślałam, że umieram.
Drugi pomimo nastawienia był cierpieniem. Ból był okrutny. Po godzinach bóli partych przy niezmiennym 5 cm rozwarcia, kiedy przeć nie wolno, a organizm wymusza parcie i stali nade mną co rusz anestezjolodzy, że więcej rozwarcia niż 5 cm nie będzie - wylądowałam na cc. A po cc tylko kilka tygodni nie mogłam chodzić.
Przy pierwszym myślałam, że umieram.
Drugi pomimo nastawienia był cierpieniem. Ból był okrutny. Po godzinach bóli partych przy niezmiennym 5 cm rozwarcia, kiedy przeć nie wolno, a organizm wymusza parcie i stali nade mną co rusz anestezjolodzy, że więcej rozwarcia niż 5 cm nie będzie - wylądowałam na cc. A po cc tylko kilka tygodni nie mogłam chodzić.
A fanatycy chcieliby każdemu dać to w gratisie. To lub inne. Bo parę rzeczy mnie z atrakcji ciążowych ominęło.
I ten fanatyzm w imię chyba tego, że kobieta musi być cierpiętnicą. Prawdziwą Matką - Polką. Matką męczennicą. I być nawet w tej ciąży, która pochodzi z gwałtu. I nawet wtedy, kiedy dziecko jest ciężko uszkodzone.
Weszłam na FB, Insta, na blogi. Zaobserwowałam ciekawe zjawisko. Matki po in vitro, cudowne matki wielu dzieci, matki po adopcji i z różnymi przekonaniami w życiu opowiedziały się PO TEJ SAMEJ STRONIE! Po stronie prawa do wyboru, bo życie pisze swoje scenariusze. Wyjątek był jeden! Na tyle przypadków. I tak rządzący usiłowali układać życie kobietom.
Całym sercem popieram czarny protest. Nikt nie ma prawa decydować o sumieniu innego. Nie przez przepisy prawne. Nie w państwie, które nie jest państwem wyznaniowym, a które wypchnęło kobiety niewierzące poza margines.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz