Zgodnie z wyczytanymi informacjami w necie miało być źle, tragicznie.
Bo dziecko w wieku X (tu wstaw liczbę) musi znać (i tu dokładna liczba słów).
A dziecko w wieku X (wstaw) tyle (tu wstaw).
A jak dziecko nie mówi to w te pędy do lekarza.
I że to nieprawda, że chłopcy mówią później.
Itd, itp.
A później jak rozmawiałam z różnymi ludźmi to okazało się, że ten mówił dopiero wtedy i tamten i ten i ten i ten i lista się ciągnęła.
Młody zaskoczył z mową nieoczekiwanie.
Z pojedynczych słów przeszedł na proste zdania.
Nie jest idealnie bo tak naprawdę to niespełna pół roku, jak ćwiczy mowę.
Ale zaskakuje.
Dziś Luby do niego mówi z pretensjami, że przez jego pobudki jesteśmy niewyspani, i mama niewyspana i tata niewyspany.
A młody na to: a ja nie.
Pytam go dzisiaj wracając ze żłobka czy ułożymy puzzle?
A ten odparł: te, które mi kupiliście w Krakowie.
I liczba mnoga, i czas przeszły i miejscowość, której nazwy przy nim nie używaliśmy z miesiąc. I pamiętał, że stamtąd je przywieźliśmy pomimo tego, że kupiliśmy mu tam więcej gadżetów.
I bardzo często mi mówi, że mnie kocha .:)
Ponadto ostatnio Młody mi opowiadał, że chce mieć znowu urodziny i prezenty i taki sam tort z Tomkiem.
A w maju sprawiał wrażenie jakby specjalnie nie ogarniał, czym są urodziny.
A tu wszystko było ok, tylko aparat mowy nie był gotowy na dyskusję. A mózg wszystko rejestrował i zapisywał.
Tak na marginesie rok temu moje dziecko nie chciało mówić nawet słowa mama.
A teraz non stop jest mamusia. I tatuś. I brat ma też imię które odmienia. I zdrabnia.
W wakacje młody niesamowicie rozwinął się. Psychicznie i fizycznie.
Fizycznie widać to na placach zabaw.
I zdecydowanie mniej łobuzuje. I często jest wręcz grzeczny. I chce pomagać.
- ja modem pomóc?
Młody nadal typ zadaniowiec. Stawia sobie cel i kropka. Nie ma zmiłuj. Zjeżdżalnia już w odstawce, huśtawka rzadko. To dla cieniasów.
Za to wszelakie drabinki, miejsca do wspinania, rura do zjeżdżania, pająk do wspinania, deseczki do przechodzenia są najfajniejsze. Ale największy law to miejsca do ćwiczeń. Nie odpuści. Musi na wszystko sam wejść i spróbować wymachów nóg. Nie popuści, jak jakikolwiek ominie.
Co nasuwa mi wspomnienie. Będąc na przymusowym wygnaniu (czytaj remont w mieszkaniu) zwiedzaliśmy place zabaw i ćwiczeń jedne po drugim. I na jednym z miejsc do ćwiczeń młode panienki piły piwo. Wulgarnie wrzeszczały, a na zakończenie złe, że ich koledzy nie przyszli stwierdziły kurw chu idziemy pierdo ich. Ich słownik nie był bogaty.
Jednej bluzg było za mało, więc rozbiła jeszcze na placu butelkę.
Więc pytam jej czy tak samo będzie zadowolona, jak jakieś dziecko się tu skaleczy.
Patrzy.
Druga do mnie doskoczyła do bicia. Oczywiście bluzgając.
no to mówię do niej no dalej już śmiało. I po raz kolejny w zderzeniu z rzeczywistością ktoś okazał się tchórzem. A ja tylko na nią patrzyłam i nie cofnęłam się ani o cm. Mocna była jedynie w gębie. Koleżanka do niej mówi: chodź to wariatka (czyli ja), myśli że jak ma dziecko to jest fajna. Szenuaaa.
I sobie poszły.
Aż serce rosło widząc młode rosnące pokolenie. Jest nadzieja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz