Energii zero.
Pora dobranocki, mam ochotę iść spać.
Dobrze nie jest.
Energii na sobotę nie widać.
Młodemu kot zwinął wędlinę.
I dał nogę.
Młody za nim pogonił, kot zaczął bronić łupu i syczeć.
Młody do niego rzekł:
- masz swoje jedzenie, tam w kuchni, chodź
;)
Kot zignorował.
Wczoraj miałam usuwany ząb.
Dentystka brała coraz to inne narzędzia. I nic.
Normalnie jak z tortur.
Im starsza jestem tym gorzej znoszę ból.
Było naprawdę kiepsko.
Młody po jogurcie w domu i zupie mlecznej w żłobku dostał wspaniałe czerwone suche place. Wyglądał bardzo źle. Drapał się do krwi po nóżkach, rączkach i szyi.
Nivea, Ziaja co chwilę w użyciu.
Wapno.
Zyrtec.
Wczoraj cholera mnie trafiła.
Jak za starych czasów oczyściłam mu skórę mlekiem z piersi. Dzisiaj już też.
I już jest lepiej. I nie drapie się.
A w żłobku koniec z mlekiem nie przystosowanym dla ludzi, ale dla cieląt.
I w domu z jogurtem (huntuntem jak to mów Młody).
I obserwuję pewną dobrą zmianę.
I ręce opadają. Bo inne rzeczy już mi opadły.
Niczym w powiedzeniu: nie matura lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera.
Tylko bohater jest inny.
17 zastępów straży pożarnej gasiło kilka dni temu restaurację, w której wyprawialiśmy 18-tkę Starszego.
Smutne to bardzo. :(((((
Wspaniały lokal, niepowtarzalny klimat i rewelacyjne jedzenie. Mam nadzieję, że uda im się przywrócić poprzedni stan. :((((
18-tka
I Młody pierwszy raz zawołał wczoraj do mnie mamusia.
Chociaż go nie uczyłam, ani tak nie mówimy.
Słodkie.
PS a propos zmęczenia średnia chyba jest zachowana, przypomniało mi się, że na początku tygodnia otrzymałam od pewnego pana komplement w pracy, że wszyscy są muśnięci, a ja pełna energii. No to mam. Się wypaliłam. ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz